Łucznictwo chińskie

Tym razem znowu trochę się oddalę tym wpisem od głównej tematyki, ale tylko pozornie. 🙂 Wczoraj odkryłem,  że Stephen Selby jakiś rok temu wrzucił na YT parę klipów, w sumie o charakterze wstępnego instruktażu, o tradycyjnym chińskim łucznictwie.  Selby, to Brytyjczyk mieszkający na stałe w Hong Kongu, który jakiś czas temu podjął próbę rekonstrukcji i krzewienia wiedzy na temat tradycyjnego łucznictwa chińskiego. Człowiek ten od lat tam mieszka, mówi świetnie po kantońsku i w putonghua, wżenił się, co ciekawe, w chińską rodzinę o tradycjach kung-fu, więc przygotowanie ma bardzo dobre. Naprawdę warte obejrzenia:

A jaki jest związek Selbyego z nami? Otóż w 2004 r. przyjechał on do Krakowa poprowadzić dwudniowe seminarium (bardzo udane, jak się później okazało). Pojechaliśmy w składzie: KO, Adaś i ja (czyli elyta naszego nie istniejącego jeszcze wtedy stowarzyszenia), a dołączył do nas na miejscu Rafał (ten od seminarium chuojiao w Krakowie), mający obecnie status sympatyka i tłumacza materiałów o Yi jin jing, tzw. ziliao, na Małopolskę. 😉 Niżej kilka fotek z tamtego seminarium:

Selby coś tłumaczy 🙂

Rafał

KO na pierwszym planie 🙂

fotka pamiątkowa

Stare, dobre czasy. W każdym razie doświadczenia z nauki tradycyjnego kung-fu bardzo się przydały nam w nauce nowej wtedy dla nas zupełnie dyscypliny. Trochę szkoda, że nie pociągnęliśmy tego później jakoś poważniej przez dłuższy czas. W tej chwili aktywnie  strzela z nas bodaj tylko Rafał, a i to chyba zupełnie inną techniką.

Swego czasu podpytywałem Hong Zhitiana, czy sztuka łucznicza w jakiejkolwiek formie była przekazywana wraz z naszym chuojiaofanzi i czy coś przetrwało do dziś, ale niestety nie. Później jednak miałem okazję pokorespondować z jednym z jego uczniów, Weiem z Xinji, który posiada dużą wiedzę na temat historii naszego stylu (oprócz tego, że jest uczniem Honga, to jego shifu od Xinyiliuhe, które równolegle trenuje- Cao Zhaotian- był uczniem Wu Binloua) i okazuje się, że Wu Binlou, nasz shitaiye, dobrze posługiwał się dangongiemłukiem na kulki (nie procą, jak to może błędnie sugerować nazwa chińska).  Broń ta bardziej służyła do polowań na ptactwo, czy jakiegoś innego drobnego zwierza, niż czemukolwiek innemu, niemniej fajna rzecz. Selby kiedyś pisał na forum internetowym  o pewnym jegomościu z Pekinu, który go uczył tej sztuki – ponoć jest to jakieś 15 minut nauki, a następnie lata polerowania. Jest więc zawsze możliwość, że ktoś z nas się tego nauczy przy jakiejś okazji i wzbogaci tym nabytkiem nasze polskie chuojiaofanzi. 🙂

Ngondeg

Reklamy
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: