Gruszka, Skra i KO

W weekend z reguły wstaję nie wcześniej jak o 11:00 (ponoć adepci kung-fu powinni wstawać o 5:00 – i tu się moje drogi z liczącą 5 tyś. lat kulturą chińską rozchodzą), ale nie w ostatnią niedzielę. O 8 rano dostałem równocześnie na dwa telefony sms-a z informacją od KO, że zaczyna właśnie biegać na Skrze i że mnie oczekuje, jakby co. W wolnym tłumaczeniu oznaczało to, że tego ranka będę musiał walczyć o życie. 😉 Tak więc zerwawszy się na równe nogi przemyłem twarz wodą, napiłem się kawy, zapakowałem w worek nowo nabytą gruszkę bokserską i rękawice i podjechałem na stadion. KO właśnie kończył ente okrążenie z opuszczonymi – a la Systiema- rękoma. Zrobiliśmy sobie parę rundek na gruszce i.. miałem dość. 😀 Dawno tak nie ćwiczyłem. Naprawdę fajna rzecz. Później jeszcze trochę sparingu z KO na same ręce.  Dobrze, że KO ma w sercu więcej z dobrodusznej pandy niż z grizzly, bo oprócz wyplucia płuc zaliczyłbym dodatkowo -nomen omen- ko. 😉

KO

..i ja

Fajnie przypomnieć sobie, że jest się cienkim. Co tam, na Skrze pogoda niemal wiosenna, a po treningu dawno już nie piłem piwa z takim smakiem i poczuciem, iż piję je naprawdę zasłużenie.

A no i zapomniałbym, że dzięki temu wczesnemu wyjściu na Skrę spotkałem tam Jacka  „Kickboksera” też starego bywalca tego magicznego miejsca. 🙂

Ngondeg

Reklamy
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: