Celebracja Nowego Roku :)

Widać weszło naszej grupce w krew, bo już 3 albo 4 raz się spotykamy pierwszego stycznia na noworocznym treningu chuojiao.  Tak jak zwykle, pierwszy trening w roku zrobiliśmy sobie na powietrzu. Tym razem pogoda była wyjątkowo sprzyjająca. Słoneczko. Bezwietrznie.. Nie za zimno, a wręcz niemal ciepło.Gdy zmierzałem na Pola co prawda naszły mnie wątpliwości, czy nam roztopy nie pokrzyżują planów..

lód i woda

ale się okazało, że ta nasza część tajgi nie zdążyła odtajać i było całkiem twardo i nie za ślisko. Żeby nie przeciągać zbytnio, od razu napiszę, jak było. Najpierw się ludzie poschodzili i porozgrzewali. Potem Rysiek pomęczył Marka pytaniami o zhanzhuangi, a następnie wznieśliśmy toast noworoczny magicznym napojem, który przyniósł KO z.. tylko on wie skąd.. 🙂

20130101_121314

Marek i Rysiek

Marek i Rysiek

korekta postawy

Marek z butlą

wygląda w tej czapce jakby wygrał Rajd Mazowsza, a miast szampana dostał tę butlę.. 😉

Marek Aśka KO Adaś

KO nalewa

Jak już sobie złożyliśmy życzenia i wypiliśmy za to, by się spełniły, zaczął się regularny trening. Początkowo myślałem, że Marek zrobi jakiś ulgowy, czy mocno qigongowy, ale nie. Był zupełnie powszedni i mocno wyczerpujący. Poqigongować na bok poszedłem sobie na chwilę ja. Reszta kopała aż miło. Wróciłem, a oni dalej kopali. Porobiłem trochę fotek z miernym rezultatem, a dopiero gdy skończyli przypomniałem sobie, że przecież mam w gaoji smartfonie funkcję burst i mógłbym wreszcie wychwycić parę kopnięć w pełnej krasie.. A tak znowu mam tyle zdjęć w najprzedziwniejszych fazach przejściowych, że znów mógłbym nimi obdzielić kilka artykułów o malajskim kung-fu. 😉

yuanyang tui

yuanyang tui

Marek i Piotrek

yongfa – czyli zastosowanie

Marek i Łukasz

co ma pracować..

20130101_135103_1

ćwiczenia w parach

Dobra, wrzucę jeszcze dla okrasy klip z Markiem pokazującym parę rzeczy na Jarozwierzu. Taki rodzynek w cieście, albo -jakby powiedział KO- cycek Bardotki na koniec filmu. 😉

W końcu Marek zarządził koniec i rozpuścił towarzystwo do domów.  Miałem nadzieję, że może przy tej okazji użyje jakiejś kwiecistej formy, tak jak Hong Zhitian, który ma taką swoją ulubioną frazę, którą wypowiada na koniec treningu, gdy jest w dobrym humorze, ale Marek dalej skromny i nie nabrał jeszcze odpowiedniego rozmachu. Przyjdzie z wiekiem. 😉 Przed opuszczeniem placu, ci, którzy mogli, zjedli jeszcze po kromce chleba ze smalcem dla uzupełnienia ubytku energii i popili czymś rozgrzewającym..

piją strzemiennego 🙂

I tak.. Było nieźle. 🙂

Ngondeg

Reklamy
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: