Yuanzi

Zawsze, gdy przechodzę Emilii Plater obok ambasady marokańskiej, nie mogę się oprzeć wrażenieniu, że jest coś chińskiego w tym budynku. Nie ma on wywinietych ku górze naroży dachów czy coś, ale za to ma dziedziniec, czy też podwórze, które z zewnątrz przynjamniej wygląda przekul. 🙂

ambasada

na szczęście wyszło słońce

Nauczanie kung-fu (w północnych Chinach, ale sądzę, że nie tylko) odbywało się właśnie na takich yuanzi, czyli podwórzach. Parki, to chyba stosunkowo nowa sprawa. Otwarte miejsca są fajne, przyjemne i w ogóle, ale wiadomo, że pewnych rzeczy -tych nieprzeznaczonych dla oczu konkurencyjnej szkoły na przykład- się w publicznym miejscu nie pokazuje. Po drugie, w chińskich sztukach walki występują praktyki tak dziwaczne, że naprawdę lepiej je ćwiczyć w odosobnieniu.. 🙂 A takie własnie daje siheyuan..

hutong

dziedziniec wśród hutungów

My, jak pewnie wiecie, ćwiczymy w zasadzie albo na Polach albo na sali gimnastycznej, ale zdarzają się czasem wyjątki. Podczas wizyt Hong Zhitiana mamy zwykle te kilka treningów u Marka, w Falenicy. To daje delikatny posmak ćwiczenia na takim quazi yuanzi. 😉

orzeł

pierwsza wizyta w 2007 r.

I pomyśleć, że kiedyś Marek sie burzył przeciw publikowaniu tej środkowej fotki.. 🙂 A skoro już wstawiam te zdjęcia, to i to, znane chyba wszystkim, którzy się chuojiaofanzi interesują, albowiem zostało zrobione na dziedzińcu domu Wu Binloua  właśnie, w latach ’70, jak mniemam..

Wu z Hongiem

Wu Binlou i młody Hong Zhitian

Te podwórza są naprawdę fajne i dobre dla rozwijania kung-fu. My już sobie takiej fajnej fotki z mistrzem nie pstrykniemy, bo mieszka w kilkupiętrowym bloku, a nie w hutungu, których w Pekinie z roku na rok coraz mniej zresztą. Pisząc o ćwiczeniu w hutungach, nie mogłem się powstrzymać przed wstawieniem tego pięknego klipu z xingyi:

tak od 0:28 do 2:28 jest najciekawsze

Klimat nie z tej ziemi, a i to co pokazują jest naprawdę dobre ( i swojskie). Ten klip, jak i wiele innych, podesłał mi kiedyś nasz gnieźnieński shixiong, Paweł. O Pawle mogę chyba, jako anegdotę, napisać, że mając, ze względu na różne obowiązki, bardzo mało czasu na ćwiczenie, poprawiał swego czasu kondycję  zasuwając półnagi po schodach po węgiel na podwórko (no nie na chińskie yuanzi co prawda, ale na równie tradycyjne, kamieniczne podwórko polskie) i nawet zdaje mi się, że -choć głowy nie dam- coś tam sobie przed drogą powrotną na górę potrafił na tym podwórku z naszego chuojiao przećwiczyć, gdy mu się zdawało, że nikt nie patrzy. :p

Wynika z tego, że dobrze mieć własne yuanzi. Jeśli miejscówka na Emilii Plater 17 się kiedyś Marokańczkom znudzi (oby byli tam tak dlugo, jak zechcą) a nasze Stowarzyszenie będzie parszywie bogate, to  możemy wziąć. 😉

Ngondeg

Reklamy
    • KO
    • Marzec 2nd, 2013

    qrcze… Jak pracowałem w centrum to idąc na trening zawsze przechodziłem kole tego budynku i miałem dokładnie takie same myśli. dobrze by było mieć-tam swoje miejsce. tam lub jeszcze obok jest taka stara fabryczka nieco schowana za kamienmicami. albo stare hale mleczarni na Hożej. W Paryżu byłem w takie pofabrycznej salce treningowej. Czerwona cegła, łuki, grube ściany to napradę fajnie miejsce było. i choć-klimat robią ludzie (nie zamieniłbym Ciebie na taką-miejscówkę) to jest w starej cegle coś magicznego. Pozdr KO

    • KO wrócił! 🙂 Jak przechodziłeś tamtędy, to może zwróciłeś uwagę na tą odjechaną kołatkę na drzwiach. Wygląda świetnie. O fabryczce nie wiedziałem, ale to już trochę inny klimat. Oczywiście tworzą go ludzie, i dzięki za te słowa, ale KO, jeszcze ktoś pomyśli, że z nas jakieś tęczowe mandarynki.. 😉

        • KO
        • Marzec 2nd, 2013

        Dopiero teraz wróciłem… Tamto jeszcze z Brennej pisałem. Wracałem z dwoma fajnymi dziewczynami z Białegostoku. Przywiozłem odrobinę boczusia od mojej znajomej góralki. Było nieźle.

        Wracając do budynku. Znalazłem w necie że pochodzi z 1923 roku i jest znany jako willa Okoniewskiego (ale nic więcej o Okoniewskim na szybko )Kołatka faktycznie jest zarąbista. Choć trochę nie z tej ziemi jakby. Dobrze ją widać tu na zdjęciu

        http://warszawawobiektywie.waw.pl/2009/05/odrobina-maroka-z-emilii-plater/

    • Adaś
    • Marzec 2nd, 2013

    Może nie mieliśmy okazji ćwiczyć z Hong Zhitianem w hutongu, ale przynajmniej w jego niekonwencjonalnym mieszkaniu przypominającym muzeum chińskich antyków, w którym „przestrzeń treningowa” jest z pewnością mniejsza niż w dziedziniec pokazany na filmie (obecność drogocennych waz i innych zabytków, a zwłaszcza pomnika zachodniej cywilizacji (czyli telewizora) wymuszała wykonywanie technik blisko ciała, a więc zgodnie z duchem stylu. 😉

    Zastanawiałem się kiedyś nad przysposobieniem dla potrzeb treningowych którejś z dawnych hal fabrycznych na Służewcu (czyż nazwa ul. Cybernetyki kojarzy się z kungfu przyszłości ? ;))

    P.S.: KO powinien zagrać w reklamie lotto i recytować hasło: „jak wygram milion, wybuduję kolegom salę treningową (w chińskiej wersji- hutongu 😉

  1. KO :

    Dopiero teraz wróciłem… Tamto jeszcze z Brennej pisałem. Wracałem z dwoma fajnymi dziewczynami z Białegostoku. Przywiozłem odrobinę boczusia od mojej znajomej góralki. Było nieźle.

    Wracając do budynku. Znalazłem w necie że pochodzi z 1923 roku i jest znany jako willa Okoniewskiego (ale nic więcej o Okoniewskim na szybko )Kołatka faktycznie jest zarąbista. Choć trochę nie z tej ziemi jakby. Dobrze ją widać tu na zdjęciu

    http://warszawawobiektywie.waw.pl/2009/05/odrobina-maroka-z-emilii-plater/

    KO zszedł z gór z płatem boczku i paroma laskami?? Myślałem, że przyjdziesz naprawić świat..

    Czyli ewentualnie czeka nas proces sądowy z Okoniewskimi. Może jednak nie warto się w to pakować. 😉

    Swoją drogą ciekawe, do czego ten dziedziniec jest teraz wykorzystywany. Wiem.. na pewno Marokańczycy ćwiczą się w użyciu szabli z konia, gdy wszyscy śpią. 🙂

    Kołatka nie z tej ziemi.. Może to przejście do równoległęgo wszechświata. 😉

    • KO
    • Marzec 2nd, 2013

    Okoniewski – prawdopodobnie chodzi o biskupa Okoniewskiego. Natomiast dziedziniec widać nieźle na googlemaps. jest wybrukowany ale są tam też jakieś drzewa… ogólnie myśle że można byłoby już jakoś negocjować z rządem Maroka :). Jak wygram w totka to kupię tę parcele.

    • Tak. Czujesz? Przychodzisz rozpromieniony i oznajmiasz, że dom nasz,ale zobiąwiązałeś się, że grupowo przechodzimy na islam. 🙂 Co tam, jest muzułmańskie xinyi, chaquan,baji, może być i chuojiao. 😉

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: