O tym jak nie dotarłem na warsztaty Kalari

A chciałem, kurcze.

Zawsze mi się podobało i chciałem zobaczyć jak ćwiczą, bo do końca nie wiem jak jest z tym balansem pomiędzy sztuką walki a tańcem u nich, a wyczytałem na necie, że są warsztaty ruchowe Kalari w ramach Zielonego Jazdowa. Tyle że przeczytałem za piętnaście dwunasta, a warsztaty były o 12 i się spóźniłem. Tak z pół godziny. Patrzę, że nikogo nie ma (kto na moje oko ćwiczyłby Kalari) więc zebrałem się na odwagę i wszedłem do muzeum sztuki współczesnej się spytać. Miła pani z muzeum złapała za komórkę i zadzwoniła do kogoś mówiąc, że przyszedł pan, który chce wziąć udział w warsztatach i nie wie gdzie ma się udać. 🙂 Trochę mnie zmroziło, bo chciałem tylko popatrzeć – raz, że z moim biodrem nie dam rady, dwa, że do końca nie wiem co oni tam będą robić. Dowiedziałem się, że warsztaty są, a to że są ruchowe oznacza, że uczestnicy się przemieszczają po całych Łazienkach.. 🙂 Dostałem ostatnią lokalizację grupy i nr telefonu do jakiejś pani oraz informację, że zajęcia prowadzi mistrz Vinod. To ostatnie też mnie trochę wystraszyło, bo cokolwiek złego na takich warsztatach by się miało przydarzyć, to wolałbym, żeby przydarzyło się ze strony jakiejś pani instruktor (wiem, że w Warszawie jest i mi się utrwaliło w głowie) a nie wąsatego Hindusa. 😉

Tak więc poszedłem w to miejsce i już nikogo nie zastałem. Zdecydowałem, że dzwonić też nie będę, bo jeszcze wezmą mnie na serio będą czekać, a tu przykuśtyka taki pawian płaszczowy, pstryknie fotkę i powie, że w sumie to tylko chciał popatrzeć i wyjdzie głupio. Innnymi słowy stchórzyłem. 🙂

Pospacerowałem sobie za to po Łazienkach. Poszedłem w miejsce, gdzie 2-3 latatemu ćwiczyliśmy z Jarozwierzem pod okiem mistrza, którego onego dnia mieliśmy obowiązek i zaszczyt zabawiać. 🙂

placyk

Mistrzowi bardzo się tam podobało. Inna rzecz, że byliśmy w dzień powszedni – ludzi znacznie mniej. Wtedy udało nam się zakamuflować w jakiejś bocznej alejce i ćwiczyć. Dziś byłoby ciężko. Zwłaszcza, że w narodzie brak zrozumienia. 🙂 Hong Zhitian na pewno wolałby, żeby Marek gdzieś w Łazienkach prowadził treningi, a nie na jakieś rozwalającej się Skrze, czy na Polach obok MPO. Ostatecznie Wu Binlou uczył w Jingshan Gongyuan niedaleko Zakazanego Miasta. Usiadłem zatem na ławce i poneigongowałem trochę. 🙂

lazienki

Ładna okolica. Fakt. Ale jak ćwiczyć? Przy okazji odkryłem, że jest w Łazienkach Aleja Chińska. Więc jeśli już, to może tam? 😉

alee-vert

Zastanawiałem się na czym polega jej chińskość. Poźniej dowiedziałem się, że czasem zawieszają wzdłuż lampiony. Keai do bólu wiewiórki czynią ją ciut chińską na swój sposób, choć pewnie wbrew zamierzeniom tym, którzy je tam postawili.

wiewiorka

Plastikowe mandarynki też by mogli wystawić. Tym razem ani jednej żywej nie zauważyłem. Same krzyżówki.

Zmęczony opuściłem Łazienki i spocząłem przy piwie po stronie Agrykoli..

pijiu

A Agrykola, to już rejony Tomka, Sifu K., słynnego entrepreneur, członka naszego Stowarzyszenia w swej dawnej odsłonie, toteż zadzwoniłem doń, bo się kupę lat nie widzieliśmy i.. przyszedł..

sifu_k

Tomek

Fajnie było pogadać. Tomek ćwiczył z nami parę lat, potem stwierdził, że chrzani to wszystko i zaczął intensywne spacery z psem, a teraz aktywnie biega. I to tak gaoji profesjonalnie w klubie. Nawet się do maratonu szykuje. Super! W sumie jak bym się urodził na Powiślu, też bym nie potrzebował kung-fu, żeby konuś przyfasolić, a tylko czegoś na poprawienie krążenia. 😉

Na koniec pojechałem na Skrę, bo może nie tak pięęękna, ale to tam jest czakram, nie gdzie indziej. Spotkałem naszego nowego kolegę z treningów, Marcina, który  u nas jest może i nowy, ale na Skrę już długie lata chodzi i świetnie ćwiczy. Potrenowaliśmy wspólnie chuojiao.

Miał być wpis o Kalaripayacie, a wyszedł wpis w stylu „mój drogi pamiętniczku..” ;P

Być moze nic straconego, bo te zajęcia z Kalari latem w każdy weekend się chyba odbywają, więc postaram się ich następnym razem, po naszym mini obozie w górach, złapać.

Ngondeg

Reklamy
    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    🙂 a ja wlaśnie często wspominam chwile jakies sobie tam w Łazienkach spedzilismy , czesto przypomina mi sie podczas bytnosci w bemowskim lasku gdzie sifu Piechotka ma / miał swoje kwoon 🙂 a i nieraz gdzies w trasie sobie wspominam bo to była namiastka takiego gaoji – private – treningu. Ale co by nie mowic czesto rozmyslam o slowach Honga i tym co nam pokazal i stwierdzam z zadumą – ma to sens (powolne cwiczenie ruchow) – i efekty, jakby nie bylo w moim wieku i przy ubytkach zdrowotnych dawno do piachu sie klasc powienienm a jednak mnie to wszystko (specyficzne cwiczenia chuojiaowe jakich nie uswiadczylem gdzie indziej) trzymie w przyzwoicie sredniej sprawnosci 🙂

    • Pamiętam jak mu z iście chińsko-powiatowym gestem kupiłeś kilka paczek fajek w Falenicy. 🙂 A ten zhanzhuang bojowy na siłę całościową, z tej alejki też często ćwiczę.

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    Ale jedno trza mistrzowi przyznac – nie palil w mojej limuzynie za co wdzieczny mu jestem bo bym do dzis wdychal zapach extra mocnych 🙂 „chinsko-powiatowy” – jeeee podoba mi sie 🙂 juz widze siebie jak w takim wdzianku robotniczym, gdzies na rogatkach przy miejscowej remizie stawiam litra i pare kartonow cigaretek chcac u mistrza miec koneksje …podoba mi sie taka scenka rodzajowa 🙂

    • Scenka kul, ale w Chinach do litra trzeba w pakiecie fundnąć jeszcze cały obiad. Zresztą sam wiesz. 🙂

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    Hiiimmm moze kiedys panie Andrzeju sie uda w Pekinie fundnac mistrzowi obiad jakis 🙂 bysmy w koncu kiedys pojechali – szybki lomot od mistrza a potem spadamy na rajd po poludniowych Chinach by sie obezrec po pachi 🙂 marzy mi sie taki rajd po Chinach – raz sie zyje, ja jestem leciwy juz i mysle, ze jak nie teraz to juz moze nigdy ! pakujemy Adasia w walize i lecim ! tylko prosze wziasc pod uwage nocleg by nie spac na jednej powierzchni plaskiej 🙂 3 mencizna w jednym lozku !

    • O, bardzo bym chciał. Tylko muszę chociaż 5 w totka trafić. 😉 Szczerze, to chcica na Chiny mi z wiekiem przeszła. Tzn fajnie tam jest, ale już nie tak jak kiedyś się tam czuję. Na jakąś wiochę bym pojechał. Myślałem o pograniczu Henanu z Hubei, Xinyang, gdzie prapoczątki chuojiao, a i ciepło i wyspę małp mają 😀

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    NIe widza przeciwskazan ! 🙂 mozna po taniosci bez fajerwerkow ino coby sie nazrec jakis miejscowych specjalow – i byle woda byla a spac mozna na jakiejs karimatce na podlodze byle karaluchy nie wyniosly gdzies czlowieka 🙂 marzy mi sie siadniecia tylkiem w jakiejs takiej miejscowej restauracyjce – knajpie i nawciskanie w siebie roznych ciekawostek 🙂 tylko jak na jakas wioche sie pojedzie to bedziemy egzotyką dla miejscowych i beda nam zagladac gdzie popadnie 🙂

  1. Myślisz, że będziemy stanowić konkurencję dla małp z Wyspy Małp?
    Mi to nie przeszkadza. Ostatnio (2 lata temu) jak się dziewczyna ze wsi ze mną sfotografowała w Pekinie, to byłem wzruszony do łez. 20 lat temu się opędzałem. 🙂

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    Ja jestem jakby nie bylo biały jak nie przymierzajac „dupa” młynarza a i małpie zadatki w proporcjach posiadam – kto wie co by se ludzie a i same małpy pomysleli bo takiego kuriozum to tam pewnie jeszcze nie bylo 🙂 – biała – łysa – rudawa – małpa ….hit sezonu. Zawsze mozemy ustanowic team fotograficzny i dawac sie umieszczac na foto za drobna opłatą. Do wyboru – biała małpa czyli jo, brodacz bez brody ! – wiaodmo i Adaś jako yeti z dużą podeszwą na co Hong zwrocil uwage 🙂 takich trzech wpuscic na objazdowe jaselka po wioskach toć panie za darmo sie bedziemy zywic 🙂

  2. Tak – wyglądasz jak mityczna Biała Małpa z historii Tong Bei i Tanglang. ;). Z tą rudością, to mi przypomniałeś program o Yerenie (dziki człowiek – ichniejszy Yeti) z gór Hunanu. Pamiętam jak się wieśniacy chwalili, że chociaż nie udało im się go ustrzelić, to jednak jakieś rude kłaki z drzewa zdrapali. Wtedy pomyślałem, że słabo być zbłąkanym holenderskim turystą w tamtej okolicy. 🙂

  3. A skoro przy Białej Małpie jesteśmy, to z opowieści (chyba nawet prof. Żbikowski przetłumaczył „Opowieść o Małpie Prawdziwej i Nieprawdziwej”) pamiętam, że porywała ludzkie branki. To raz. A dwa, to że jak Tong Bei się tłumaczy często jako „through back”, czyli „przez plecy”, że to niby podkreśla ich rolę w ruchu tongbeiowskim, to mi się przypomina, że jak tłumaczyliśmy kiedyś fragmenty „Wędrówki na Zachód”, to był taki fragment, jak Tongbei hou, czyli małpy Tongbei (tak jakby to gatunek małpy konkretny był) do Króla Małp przyszły się pokłonić, więc to po prostu styl gibbona jest albo czegoś w tym rodzaju. 😀

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    A ta mityczna biała małpa to podobno niecne uczynki na ludziskach wyczyniała 🙂 hmmm musze poprobowac na granicy czeskiej …:)

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    a jak juz tak jestesmy w luznym follow up do Kalari to 🙂 ja tu wlasnie ogladam http://www.youtube.com/watch?v=ZU-xZorp0yc
    dobrii tong bei 🙂 zawsze sie jarałem jak dziecko tong bei 🙂 bardziej od tang lang mi sie podoba.
    A skoro takie fajne to pewnie jakby powiedzial Hong – powstalo na bazie chuojiao :):):)

    • W sumie follow up jest niezły, bo Hindusi mają swego Hanumana, a Chińczycy swego Houxiana. Houxian to Małpie Bóstwo, Małpi Nieśmiertelny czy jak to tam tłumaczyć. Ten tongbeiowy praprzodek. Czy to był taoista o ksywie Biała Małpa, którego później tygrys zeżarł i zostały po nim tylko klapki i ludzie pomyśleli, że osiągnął stan nieśmiertelnego, czy to był wielki biały gibbon, to już inna sprawa. Ja prywatnie uważam, że bardziej kul jest mieć za przodka prawdziwą kudłatą małpę. 😉

        • Jaro Sztigar
        • Lipiec 30th, 2013

        „Ja prywatnie uważam, że bardziej kul jest mieć za przodka prawdziwą kudłatą małpę. ;)”

        osz Ty darwinisto heretyku !!!!!!

    • Jaro Sztigar
    • Lipiec 30th, 2013

    tez bardzooooo fajne i nawet w 1:25 widac znajoma postac w krzaczorach 🙂 moze nie łyse ale zawsze coś !

    • Adaś
    • Lipiec 30th, 2013

    Yeti!? W walizce!? Ja Vam Dam. 😉

    • rodor
    • Lipiec 30th, 2013

    Ja tylko w kwestii formalnej : „po naszym mini obozie w górach, złapać.” – kiedy wyjazd :)?

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: