Chu-Seok

Przybyliśmy. Zobaczyliśmy. Oddaliśmy walkę walkowerem. 😉 Ale po kolei..

chuseok_program

Program obchodów Chuseok w CKK był zawarty w 5 punktach. Na samym początku jednak, po nadaniu wszystkim uczestnikom numerków (było ok. 80 osób) i podzieleniu ich na 6-cio osobowe grupki (szóstka na jeden stolik) odbyła się krótka prezentacja w postaci filmiku, która swoją delikatną drętwością przypomina trochę chińskie materiały propagandowe, ba nawet taki jakby odpowiednik Dashana na tym klipie gadał, ale można się było trochę dowiedzieć o święcie, więc spoko. W dodatku pani prowadząca  (Polka ubrana w tradycyjny strój koreański) dodała też coś od siebie i dowiedziałem się m.in. że nazwa chuseok, to w sumie nazwa sino-koreańska i oznacza jesienną noc, czyli zapewne byłoby to qiuxiao [秋宵]. Od razu się bardziej swojsko człowiek poczuł. 😉 Dla wyjaśnienia trzeba zaznaczyć, że -nic nie ujmując Koreańczykom- ich język i zapewne cała kultura jest pod przemożnym wpływem chińskim. Wiele nazw jest pochodzenia chińskiego i nawet jeśli tych podobieństw nie widać od razu w zestawieniu z oficjalnym językiem ogólnochińskim (putonghua), to przy lekkim osłuchaniu choćby z dialektami z zachowanymi cechami archaicznymi, jak szanghajski, czy kantoński, te podobieństwa stają się uderzające. Ale nie będziemy też tak dłubać przy każdej nazwie. OK..

1. Songpyeon – pierożki/pyzy z nadzieniem robione i zżerane z okazji chuseok

Dostaliśmy składniki, czyli farsz w postaci sezamu z miodem, kasztanów zmielonych i jeszcze czegoś oraz ciasto z mąki ryżowej (ale nie tej kleistej, nuomifen). Wyszły dwie panie Koreanki i zrobiły krótki instruktaż lepienia songpyeon które nieodzownie przywodzą na myśl chińskie yuanxiao, które Chińczycy jedzą akurat w pierwszą pełnię po nowym roku (na zhongqiujie jedzą yuebing czyli ciasteczka księżycowe, ale zupełnie inne niż songpyeon).

20130919_172302

panie instruktorki

Kto chciał, mógł umyć łapy albo poprosić o foliową rękawiczkę, albo jedno i drugie i zabrać się do robienia swych własnych songpyeon. Te niżej są nasze..

20130919_174220

te z kulką to moje 🙂

A, no właśnie.. Tak jak yuanxiao są okrągłe, jak księżyc w pełni, tak songpyeony są odzwierciedleniem półksiężyca.. Nie za bardzo skąsałem o co z tym chodzi, zwłaszcza, że jest przesąd, że jak dziewczyna ulepi ładne songpyeon, to będzie miała w przyszłości ładną córkę, a jak nie, to.. nie.. więc wydawało by się, że ładne, to pełne, okrągłe itp.. A tu inaczej.. Co kraj, to obyczaj. Co by nie mówić, mamy instruktorek musiały lepić te swoje zgodnie z zasadami sztuki, więc może lepiej ich posłuchać. 😉

Wszyscy ulepili. Pracownicy centrum zabrali je do ugotowania na parze, a impreza przeszła do punktu numer dwa, czyli do..

2. Charye – ceremonia oddania czci przodkom

Odprawia się ją z okazji święta. Jak ktoś siedzi w chińskich sztukach walki, czy po prostu się Chinami interesuje, to nic to specjalnie oryginalnego nie jest. Ceremoniał, który został odegrany specjalnie dla nas nie jest w swej formie jedynym obowiązującym w Korei i różni się od domu do domu. Czyli jak w baishi.. 😉 Generalnie oddaje się cześć i składa ofiary z potraw i alkoholu bóstwu, które jest duchem protoplasty rodu.

20130919_175329

charye

Tradycyjnie w ceremonii biorą udział tylko mężczyźni, ale ponoć to się zaczyna zmieniać i kobietom też pozwalają ostatnio. W Chinach nie brałem udziału w ceremonii pokłonienia się duchom przodków (baishi to trochę specyficzna sprawa), więc nie wiem na pewno, ale w ceremonii przebłagania ducha ziemi, którą się na chińskich budowach przeprowadza, kobiety (o ile są zaangażowane w proces budowlany) udział biorą.

3. Ssireum – zapasy

Taaaaaaaaaaaak.. I tu dochodzimy do najbardziej interesującej (przynajmniej nas pierwotnie) części chuseok. 🙂 Generalnie okazało się, że „zapasy” będą się odbywać w formie przypominającej nieco chód Czerwonego z „Krowy i Kurczaka”, czyli tyłkiem po ziemi. 🙂 Dokładniej wygląda to tak, że siedząc podciągamy kolana pod brodę a ręce przekładamy od środka na krzyż, czyli lewa łapie za prawe podudzie, a prawa za lewe.. I tak łażąc i nie odrywając rąk od nóg, trzeba wytrącić rywala z równowagi lub go wypchnąć za matę. 🙂 Najlepiej po prostu obejrzeć:

Jak widać było wesoło. Faceci z facetami. Laski z laskami, Faceci z laskami. 😉

Moja i KO tragedia polegała na tym, że żaden z nas nie jest w stanie tak usiąść, o poruszaniu się i walce nie wspominając. Upokorzenie i hańba! Wysokogórski trening, transfuzja krwi tuż przed 17:00, wersety quanpu na ustach – wszystko na nic.. Poprzysięgliśmy sobie z KO, że jak się wyleczymy z przypadłości i zrzucimy brzuchy, przychodzimy tam za rok z żywicą i szkłem (na tyłku rzecz jasna). 😉 Ale zabawa była fajna. Może ciut przydługa (od eliminacji do finału).

4. Koncert

Znów (tzn tak jak na festiwalu sprzed 2 tygodni) był zespół „Ty I Ja”, z tym że tym razem każda z 4 dziewczyn zagrała coś solo (ewentualnie z niewielkim akompaniamentem), a dopiero później zagrały wszystkie razem.

DCIM100MEDIA

ulubiony występ KO (chodzi o barwę dźwięku tej piszczałki, naturalnie)

IMGP0005

„Ty i Ja”

Nie licząc pana na klawiszach z tyłu, to całe instrumentarium było tradycyjnym koreańskim, choć nie wszystkie utwory takimi były. Na koniec „Ty i Ja” zagrały wiązankę kawałków Beatlesów i się nawet jakoś w tym dziewczyny zaplątały, ale wyszło i tak bardzo sympatycznie. 🙂 Najlepjszy muzycznie był jednak wg mnie koncert gayageum (chyba odpowiednik chińskiego guzheng) – strunowe instrumenty mają jednak chyba największą moc oddziaływania (być może jeszcze bębny dorastają).

a na koniec..

5.  Życzenia z okazji chuseok

Trzeba było na karteczce napisać i -nie składając jej- oddać do zawieszenia na sznureczkach. W związku z tą formułą KO mi doradził, żebym poddał autocenzurze treść życzeń. To wpisałem coś o zdrowiu. 😉 Wtedy dostaliśmy też nasze ugotowane songpyeon i napoje. Było nawet wino, ale się nie załapaliśmy..

songpyeon

gotowe pierożki KO i Danusi

Wyszły całkiem nieźle, ale głowy nie urywa. Mówię o swoich. Za mało farszu, za dużo ciasta. Jak w polskich kupnych.. 😉

DCIM100MEDIA

Danusia

Tak sobie łaziliśmy trochę po centrum oglądając ekspozycję i wygląda też na to, że przez te 2 tygodnie udało im się upolować Adasia, obciąć mu głowę, spreparować i wystawić na widok zwiedzających. 😛

DCIM100MEDIA

wzór adasiowy :>

Tak. Było naprawdę, ale to naprawdę nieźle. Ja tak tu co chwila czynię te porównania, że to czy tamto mi przypomina coś z kultury chińskiej, ale szczerze mówiąc, jeśli chodzi o zaangażowanie i sposób w jaki rozpowszechniają wiedzę o kulturze swego kraju, to taka ambasada Chin za koreańską może trampki nosić.

Na tym wieczór się dla nas nie skończył, bo spragnieni (wina dla nas zbrakło, jak pisałem) poszliśmy na dobre piwo -fakt nietanie- do knajpki przy Wisłostradzie. Jeszcze trochę posiedzieliśmy, bo dawno już z KO i jego Danusią nie gadaliśmy przy piwie. Bardzo dawno. A no i jak wyszliśmy i weszliśmy na Poniatoszczaka, to niebo się przejaśniło i wyszedł piękny księżyc, więc czym prędzej pomyśleliśmy swoje życzenia, bo wtedy działa mocniej niż jak się tylko na karteczce napisze ponoć. 🙂

Ngondeg

Reklamy
    • KO
    • Wrzesień 20th, 2013

    Tak żeby uściślić. To jak tą panią zobaczyłem z taką małą piszczałką w ręku to mi się jej szkoda zrobiło. Taka duża scena ona taka ładna i taka mała piszczałeczka ale jak dmuchnęła to normalnie byłem pod wrażeniem. Dźwięk normalnie w niczym nie przypominał fletu piccolo a racze wabik na kaczki ale melodie oczywiście dało się na tym grać. I jeszcze pani miała tak krótką sukienkę że kiedy w drugiej części koncertu grała na siedząco to musiała się dodatkowo zakryć swetrem.

    Faktycznie bardzo fajnym instrumentem był ten wielki stół z dużą ilością strun – autor bloga pisał o tym jak to się nazywa, dla mnie to za trudne do zapamiętania. Zauważyłem że nóżki tego instrumentu przystosowane były do pozycji kucanej. Czyli takie typowej jak sobie wyobrażamy wszystko co siedzi i jest dalekowschodnie. W przypadku naszego koncertu instrument był ustawiony na krzesłach co spowodowało pewne niewielkie komplikacje na linii wzrok męskiej części widowni – krótkie sukieneczki z czego pani grająca na tym czymś (coś jakby skrzyżowanie kajaka z harfą) wybrneła najlepiej. Takie ułożenie nóg powoduje ich optyczne wydłużenie i wogóle jest b. ładne a i muza też była fajne.

    Trzecim instrumentem było coś takiego co Danusia nazwała fajką a Andrzej dwustrunowymi skrzypcami. Dźwiękiem toto przypominało stare radio i było bardzo miłe. Muszę poszukać w necie jakiś nagrań na ten instrument. Pani grająca na tym czymś była najszczuplejsza z całej grupy i miała czarne leginsy,

    Ostatni instrument to był jakiś bambusowy flet o brzmieniu który bardzo trudno mi opisać. Może trochę to było podobne do klarnetu a że jestem już głuchy od cięższych brzmień to absolutnie nie wiem jak brzmi klarnet ale tak go sobie wyobrażam.

    z audiofilskim pozdrowieniem KO

    • Cóż za fachowe spostrzeżenia! Tak pani kolanami miażdżyła lufę czołgu. 😉

      • Adaś
      • Wrzesień 21st, 2013

      Wygląda na to, iż do języka polskiego wkroczył właśnie nowy KOlogizm: „być odzianym w krótki flet” 😉 Istotnie- doznania muzyczne wyostrzają wzrok i dbałość o szczegóły.

      P.S.: Przepraszam za zgryźliwość, ale zazwyczaj mnie dopada po upolowaniu i przymusowej mumifikacji. 😉

    • Trochę późno, ale wkleję ten kawałek z wabikiem na kaczki (mandarynki), żeby było wiadomo o czym mowa:

      🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: