Prosty, szczery, bez zadęcia i do rzeczy

Taki właśnie -uważam- winien być styl pisania życiorysów słynnych mistrzów kung-fu. Oto próbka wzorcowa, choć bohater, jeśli o sztuki walki chodzi,  zapewne głównie rydwanem umiał powozić:

Markiz Qi i [jedna z jego dam] Ji z Cai płynęli łódką po jeziorze w parku. [Kobieta] rozkołysała łódkę. Markiz przestraszył się, zmienił się na twarzy i kazał jej przestać. [Kobieta] nie chciała. Markiz wpadł w złość i odesłał ją z powrotem do rodzinnego Cai. Jednakże nie zamierzał jej całkowicie odrzucić. Natomiast w Cai wydano ją za mąż za innego.

Oryginalny tekst chiński przytoczonego kawałka jest (jak zwykle) mega kompaktowy:

齊侯與蔡姬乘舟於囿,蕩公。公懼變色;禁之,不可。公怒,歸之,未之絕也。蔡人嫁之。

Jest to ekstrakt z Przekazów Zuo, opisujący historię sprzed jakichś 2700 lat (wtedy nawet chuojiao nie było), a pisany kilkaset lat po jej powstaniu. Dobrze, że Chińczycy tak wcześnie wynaleźli pismo. Dzięki temu ktoś zanotował coś, a inny ktoś tysiące lat potem może się z tych notatek czegoś dowiedzieć i na dodatek zarechotać. 🙂 Naturalnie jest powód, dla którego ta opowiastka została w Zuo zhuan przytoczona. Mianowicie Qi najechało wkrótce państewko Cai. Pomyślałem zrazu, że pewnie i tak by do tego doszło, nawet jakby Cai Ji tej łódki nie rozbujała, a tak tylko Qi miało dobrą wymówkę, ale ponoć facet rzeczywiście polubił tę laskę i tak się wkurzył, że najechał również z kumplami państwo Chu, gdzie ją ponownie za mąż wydano.

Cai Ji

Ji z Cai – wersja tradycyjna

Na szczęście wojny wtedy były mniej krwawe (w każdym razie między państwami chińskimi – obcokrajowców mogli traktować nieco ostrzej) i często ponoć kończyło się bez wielkiego rozlewu krwi, na pojedynczych starciach lub.. zwykłej pyskówce. Tym razem też tak było, bo Markiz Qi nie użył Cai Ji jako pretekstu do najechania odległego państwa, a -odwrotnie- wyciągnął w tym celu na wierzch zatarg sprzed setek lat (niby że głupio mu było tak wprost się o ex-żonę upomnieć). Pyskacz z Chu okazał się lepszy w sztuce pyskowania i pyskacza z Qi zagiął wraz z jego cienkim wątkiem historycznym – wszyscy rozjechali się grzecznie do domów. Fajne czasy. 🙂 . Od Qinów to już inne Chiny są i wyżynają się bez pardonu.

46_110824103028_1

wersja współczesna 😉

W zasadzie chciałem po prostu wkleić fajny tekst i nie wiem jak przełożyć tę historię na praktykę kung-fu, żeby coś w nią wniosła.. Może jakoś tak (odnosząc się to samego początku afery): możesz być choćby i Markizem Qi, ale jak nie umiesz pływać, a masz wpaść w toń głęboką,  to i tak dupa. 😉

Fragment z Zuo zhuan pochodzi z książki „Wczesne piśmiennictwo chińskie – wybór tekstów” prof. Zbigniewa Słupskiego, którą sobie powoli czytam.

Ngondeg

P.S.
Piękny i intrygujący jest ten lakoniczny styl archaicznego języka chińskiego. Chciałbym kiedyś, jeśli dostanę pozwolenie, opisać chińskim epoki Zhou pewną historię, która wydarzyła się w roku 2002 czy 2003 (kurcze, jednak nie nadaję się na dziejopisa), w Parku Skaryszewskim: podczas treningu na naszą polankę nadciągnęło paru urwisów z kolonii letniej. Popatrzyli chwilę, jak ćwiczymy,  nie kryjąc rozbawienia, po czym jeden wrzasnął „chuju muju dzikie węże!”, ściągnął gacie i pokazał nam goły tyłek. Chwilę potem zwiali. Marek zmienił się wtedy na twarzy niczym Markiz Qi. Tego dnia stracił wiarę w ludzi. 😀 Stare, dobre czasy..

6 miesiąca roku Guiwei, w Warszawie, w parku..  😉

Reklamy
    • KO
    • Styczeń 22nd, 2014

    W zasadzie po co ją odsyłał, zamiast się z panią w łódce pokołysać… patrząc na fotki tak bym zrobił.

    • Pływać nie umiał i się biedak przeraził. Mówię Ci. 😉

    • rodor
    • Styczeń 22nd, 2014

    Fajne story, ale ten tytuł „markiz” mnie rozwala :). KO – tak sie kończy działanie pod wpływem emocji :P, też bym pokołysał się w łódce z panią 🙂

    • Europejska nomenklatura rang brzmi od czapy ale ułatwia tłumaczenie. Znaczy się wiadomo kto ważniejszy. Są znacznie lepsze fragmenty. 🙂

    • Za samo obserwowanie z brzegu Waszego kołysania i niepostradanie wzroku powinni nadawać tytuł Wicehrabii Zegrza..

        • rodor
        • Styczeń 22nd, 2014

        Ale ja sarmata jestem i nie uznaję francuskich czy germanski „tytułów” ;). Niemniej wnoszę o oficjalne pozwolenie noszenia koszulki Stowarzyszenia Sztuk Walki „Hongshi Fanzi” – nie bedąc jego członkiem jestem sympatykiem :). Może założę fanpage….. 😉

      • Niech KO zrobi w końcu te koszulki z mandarynką na czaszkach, to się zrobi 2 wzory – dla członków i sympatyków, żeby wiadomo było kto komu ma pierwszy salutować na ulicy. 😉

      • Załóż bloga. Po co fanpage. Wtedy już zupełnie i bez żenady będziemy sobie nawzajem generować ruch. 😉

        • rodor
        • Styczeń 22nd, 2014

        Czyli na razie generuję ruch tylko i wyłacznie w ramach aktywnosci obywtelskiej 😛 (wybacz GeAnde, że uzyłem słowa, które może się niecnie kojarzyć 😉 )

      • Spoko. Od dawna wiem, że jesteś platformersem. Każdy kto lubi leitai nim jest. 😉

    • Adaś
    • Styczeń 22nd, 2014

    Ależ ta opowieść to subtelna metafora prawideł obowiązujących w wielu sztukach walki: „Strzeż się nadmiernej FA LI”- zdaje się mówić markiz- „w przeciwnym razie utracisz bezcenną równowagę”. 😉 Chyba nawet w filmie „Karate Kid” mistrz Miyagi uczy głównego bohatera utrzymywać równowagę na pokładzie łódki na jeziorze.

    P.S.: Nie mogę się oprzeć przywołaniu cytatu, który znawcy krajowej klasyki bez trudu rozpoznają. Cytatu harmonijnie łączącego opis środowiska arystokratycznego z motywem podróży w czasie: „Markizie Romanie, czyżby hrabia Tytus znów się zgubił?” ;))

    • Doceniam, że przynajmniej Ty jeden nie sprowadziłeś tej historii do bzykania w łódce. 😉

        • KO
        • Styczeń 23rd, 2014

        Adasiu na Twoim miejscu poczułbym się urażony…

        • rodor
        • Styczeń 23rd, 2014

        miało być prosto, szczerze, bez zadęcia i do rzeczy i to wszystko zawiera „kołysanie w łódce” :P.
        @Adas – szkoda, że szacowny Papcio nie wpadł na pomysł umieszczenia bohaterów swego pomnego wielotomowego dzieła gdzies na wschodzie np. dają odpór najazdowi Mongołów w koncówce Song 🙂

    • Adaś
    • Styczeń 22nd, 2014

    Musimy zadbać, aby w annałach stylu pierwsze słowa skaryszewskich urwisów nie brzmiały „chu ju mu ju” tylko „chuo jiao”. Reszta wypowiedzi może pozostać bez zmian. ;))

    Mam wrażenie, że archaiczny styl „Przekazów Zuo” pasuje do kontynuacji powyższej opowieści: „Zignorowane urwisy posłały po starszych braci, którzy płytami chodnikowymi przepędzili intruzów”. I tyle. 😉

    • Tak. 归囿灭之. 🙂

      • w dobie translatora wujka gugla to takimi krzaczkami nikogo nie przestraszysz.

        Urzekła mnie historia w końcówce,
        ale od tego calego faji robią sie zylaste ręce.

        btw jest jakas chińska odmiana haiku?

      • Haiku? Nie wiem, chyna nie nie.. na pewno nie takie od czapy. Myślisz o czymś w stylu:
        Na górze sokół
        Na dole mysz
        Kasugi dobrym Panem był..
        A kysz.. duchu zły
        ? 😉

        Może jakieś krótkie formy poezji Tang by podchodziły..

    • Maciej
    • Styczeń 23rd, 2014

    Dobry wpis, i jeszcze lepsze komentarze :-)…nie wiem czy kolega Adam pamięta, ale w filmie „Karate Kid” mistrz Miyagi dostał głupawki i rozkołysał łódkę tak, że w końcu młody uczeń wpadł do wody :-)…no ale Miyagi był z Okinawy i nie był markizem :-)…apropos młodzieńców którzy Was odwiedzili w parku to miałem trochę inny przypadek jak ćwiczyłem jeszcze Ving Tsuna byliśmy na obozie (chyba k Tarnowa) gdzie jak ćwiczyliśmy pierwszą formę przyglądała nam się zakonnica :-)…nie za bardzo wiedziała co robimy i chyba nawet starała się ratować nasze biedne dusze coś tam tłumacząc pogrążył nas jeden kolega, który powiedział że to taka forma i nazywa się „trzykrotna modlitwa do buddy”…efekt był podobny jak u shi fu Marka :-)…dziwne są spotkania 3 stopnia jak się ćwiczy w plenerze :-).

      • rodor
      • Styczeń 24th, 2014

      Co się stało z zakonnicą….?

      • Jak doczytałem do „efekt był podobny” zdążyłem pomyśleć, że pokazała im tyłek. 😉

    • 🙂
      Może KO opowie jak ćwiczył taiji w klasztorze żeńskim w Krakowie.. Tam było spoko ponoć i pełna kultura.

      A Tarnów i okolice fajne są.

        • KO
        • Styczeń 24th, 2014

        A mogę napisać…

        • rodor
        • Styczeń 24th, 2014

        Pisz.

    • Maciej
    • Styczeń 24th, 2014

    Chodziło mi raczej że „straciła wiarę w ludzi”, a raczej naszą grupę…a zakonnica poszła sobie dalej coś tam mrucząc pod nosem 🙂

  1. KO :

    A mogę napisać…

    czekam na wpis 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: