Zen (sss)kry ;)

Taki gaoji kalambur, choć znaczenia pozbawiony. Bardziej to szum niż syczenie, poza tym. Ciekawe, że słychać go nawet z mostu mimo hałasu ulicy, ładnych kilkanaście metrów wyżej..

[youtube:http://www.youtube.com/watch?v=E4Cejf7aCG4%5D

widok z Mostu Poniatowskiego

Mroźno, ale pięknie było tej soboty, toteż zszedłem od strony praskiej popodziwiać przyrodę. Zimą ładniej tam niż latem, to pewne.

klodaTrochę jak z obrazów Fałata. Rzeczona przyroda, to nie tylko kłody, woda, rybitwy i sroki (zawsze sympatyczne), ale też większe bestie – jakieś 20 m ode mnie, na prawo od tej grobli niżej, wystartowała z łysych krzaków najprawdziwsza czapla. Nie usiadła mi na ramieniu, co prawda, ale jak na mnie, to i tak bliskie spotkanie trzeciego stopnia. 🙂

changdiSama grobla też jest dobra i od razu pokuśtykałem na sam koniec. Pokonać ją zimą szybką serią mandarynek, raz po raz, bez przestanku, albo yingmiantui ze „zmianą nogi w galopie”, to byłoby coś. 😉

zprawejnalewa

Widok (i dźwięk!) na końcu grobli był tak kojący, że musiałem wręcz zrobić jakiś neigong, żeby nie zmarnować tych warunków. Trochę jak jeleń na rykowisku, albo taiji w świetle księżyca :p, wiem, ale mam nadzieję, że wyszło bardziej „fałatowo” właśnie. Na yunzhang padło.

Obserwacja: jakby ktoś się czuł mocny w qinggong – sztuce lekkości, to przejście po tych plackach na drugą stronę byłoby wystarczającym dowodem mistrzostwa. Odpuściłem.. 😉

Teraz refleksja. Kiedyś mi się wydawało, że fajniej by było, gdyby miasto dochodziło do samej rzeki, jak to jest na przykład w Kantonie, do którego mam sentyment wielki i z rozrzewnieniem wspominam knajpki wzdłuż bulwarów nad Zhujiangiem, ruch na gęsto przerzuconych mostach i na samej rzece, ale teraz myślę, że ten dziki brzeg warszawski jest świetny. Inna rzecz, czy odważyłbym się na samotny spacer gdzieś po zmroku.  Zabetonować, niemniej, żal by było..

Dziś, w niedzielę (czy raczej już wczoraj) znacznie cieplej. Na Skrze, na starej naszej ścieżce, cicho i przyjemnie od padającego śniegu. Konsekwentnie zrobiłem yunzhang, trochę zhanzhuangu w hubu (postawa tygrysia), na „siłę całościową”, jak mówi Hong, i coś jeszcze.  Później przeszedłem na pl. Zawiszy ogrzać się przy koksowniku. Nie dlatego, że tak zimno, a z ciekawości, bo nigdy tego nie robiłem, oraz dlatego, że KO mi mówił kiedyś, jak to w takich miejscach dresy przekazują legendy o miejskich wojownikach. W każdym razie coś takiego mi się kołacze po głowie.. 🙂

koksownikDresów niet, a normalni ludzie grzali się niemal w milczeniu. I naprawdę można się przy tym ogrzać, btw..

Ngondeg

P.S.

Jakiś wydukany ten tekst, ale trudno.. 🙂

Reklamy
    • KO
    • Styczeń 27th, 2014

    Uwielbiam ten stan kry. Przypomina mi te wielkie liście na afrykańskich jeziorach.

    • KrzysT
    • Styczeń 27th, 2014

    Warszawski brzeg Wisły jest jednym z siedmiu cudów świata. Howgh.
    Czapla to dość popularny widok (najczęściej uciekająca, bo one płochliwe są), ale przypominam – albo uświadamiam, jak ktoś nie wie – że aktualnie nad Wisłą jest najlepsza pora na bieliki. Udało mi się zobaczyć dwa tygodnie temu 🙂
    Inne widoki, które można stosunkowo łatwo zobaczyć (wystarczy chwilę postać) to nurogęsi i kormorany.

    • Coś widzę, żeś całkiem „well versed in ornithology”. Chętnie bym pooglądał te bieliki. Gdzie je obserwowałeś? Moim marzeniem ornitologicznym jest, żeby sroka usiadła mi na łbie podczas zhanzhuangu. Byłbym spełniony jako quasi mandżurysta. 😉

        • KrzysT
        • Styczeń 27th, 2014

        No bawię się od jakiegoś czasu w łażenie z lornetka po terenie. Fajna zabawa. W niedzielę byłem na zorganizowanym Ptakoliczeniu (zmarzłem ;))
        Bielika widziałem kawałek za mostem Siekierkowskim. Obserwowałem od strony zachodniej, ale cholernik w połowie lotu przez rzekę zawrócił (wtedy go zauważyłem, bo leciał nisko, a zobaczyć na tle drzew wcale nie jest łatwo) i poleciał na praski brzeg, gdzie usiadł sobie na drzewie zaczepiany przez stado wron. Wyglądały przy nim jak wróble przy wronie 😉 Kilkanaście minut go pozaczapiały i w końcu poleciał.
        Natomiast miejscami, gdzie pewnie najłatwiej byłoby zobaczyć (a w każdym razie są w miarę regularne doniesienia, że bywają), to Ławice Kiełpińskie (taki rezerwat na wysokości Łomianek), kolektor młociński (!) i okolice EC Żerań 🙂 Ale reguły podobno nie ma, w niedzielę rozmawiałem z człowiekiem, który mówił, że najlepsze zdjęcie bielika zrobił na ul. Karowej. Więc próbuj. Będę zazdraszczał jak się uda, bo mnie się udaje wyrwać jedynie w weekendy, a i to nie wszystkie.

      • Dzięki. Ja czasem widuję drapieżne ptaki. Najczęściej w podróży, ale nie umiem odróżnić bielika od myszołowa. Muszę postudiować atlasy. Ewentualnie można wszystko nazywać „ying” i spoko..:) A, odróżniam już bez problemu pustułki przez to, że tak powszechne są. I lubię je. Są aegyo. 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: