Szermierka z Toledo i Southern Comfort

rapiery

i

O właśnie.. Zastanawiałem się chwilę, jak związać z blogiem te pierwsze kilka dni roku Drewnianego Konia spędzone na Południu. Drugie, to gorzała, a dokładniej coś między łyskaczem a likierem, który inspirował nazwę całkiem fajnego filmu z lat osiemdziesiątych z lepszą (nawet znacznie) muzyką Ry Coodera. Dzięki tej podróży kupiłem sobie flaszkę na lotnisku w -za przeproszeniem- strefie tax free. U nas nie ma.. Rzeczywiście paskudna, ale i tak się cieszę. Dzięki Bogu jest cola zero. 😉 A szermierka toledyjska.. Jest. Do tej pory myślałem, że Toledo, to stal i może ewentualnie kowale, co potrafią broń kuć, ale okazuje się, że ćwiczą. Przynajmniej w tv tak mówili. Pewnie rekonstrukcja, ale jednak.

1391272544609

Toledo

Tam mnie rzuciło, a Joanna de Jadwisin wraz z Adasiem pojechali dotrzymywać towarzystwa.. I dotrzymywali dobrze, bo czas miło zleciał, a sam bym pewnie nie miał samozaparcia, żeby tyle kilometrów zrobić. 🙂

888

trzy ósemki na pomyślny nowy rok 😉

Pewnie na różne sposoby można by snuć opowieść podróżniczą, ale i nie umiem i weny specjalnej nie mam, więc się skupię na wątku chińskim, bo ciekawy. Tzn wcale nie musi być ciekawy tylko ja mam skrzywienie. Trzeba zacząć od tego, że w komunikacji z przemiłymi przeważnie Hiszpanami mieliśmy problem, który, zdaje się, wykracza poza zwykłą trudność językową. Żeby się nie rozpisywać, na widok zhejiańskich właścicieli sklepów łzy stawały mi w oczach. Łzy szczęścia. Dotąd na nich psioczyłem (biję się w pierś), ale teraz mi się zdali strażnikami żelaznej logiki i myśli statecznej. 😉

min

chińskie graffiti w Madrycie

Do tego doszedł problem kulinarny, bo jak ktoś w Hiszpanii będąc nie chce mięsa żreć, to ma wybór pomiędzy tortilla española, ensalada de escarola, a mix salad.. Za tę drugą Maurowie słusznie zrobili im inwazję. 😉 Oczywiście jest dobre wino, pyszna kawa i całkiem niezła buła (generic term) z, przypominającym jako żywo chińskie youtiao, churros.

1391340724133

cava y bua 😉

Tak więc -znając background– łatwiej będzie zrozumieć naszą nadzieję, gdy w drugim dniu naszej wycieczki, po przestudiowaniu średnio zachęcających (również cenowo) menu lokalnych restauracyjek natknęliśmy się na sporawą restaurację chińską zawaloną Chińczykami z wycieczek. Dużo ludzi = świeżo i (być może) smacznie, to weszliśmy. Wszyscy uwijali się jak w ukropie, mimo iż pierwszy dzień nowego roku to był..

tuizhou

Adaś, przegoniony kilka razy, był bardziej głodny niż zwykle..

Podeszliśmy do baru, za którym śmigała -jak na moje stare, wprawne oko- sama laobanniang, czyli szefowa. Zagadałem po chińsku (czyli po ludzku), na co pani zareagowała bardzo dobrze i poprosiła uprzejmie o cierpliwość, bo stoły nie nakryte ze względu na przemiał stonki – czekamy więc grzecznie. W chwilę potem przyskakuje pan przewodnik i coś gada naszej pani, żeby może szybciej tak, bo ludzie głodni..

*powietrze zgęstniało*

Pani szefowej żyły wyszły na szyi pięknie i, jak mu rzucała „gościu, ledwie co się mogłam za to zabrać, a ty mnie tu popędzasz”, to na „-dzasz” (no dobra, jasne, że to było cui) poleciała złowróżbnie w kierunku pana drobinka śliny.  Pan Chińczyk rozsądnie odpuścił, a ja poczułem, że mi schodzi skurcz z jajek. Z twardą Zhejianką lepiej nie zaczynać, I tell you.. albowiem narzędzi wojny jest trzydzieści i sześć, a najstraszliwszym z nich jest kobieta z Zhejiangu. (zaraz za nią jest łuk) 😉 Następnie pani zwraca się do mnie ciepłym głosem, że już za chwilę, już za momencik będzie dla nas stolik. W tych okolicznościach poczułem się jak pies drapany za uchem. Pies Pankracy. 😉

zaruao-tile

proste, dobre i prawie wszystko bez mięsa 🙂

Usiedliśmy, złożyliśmy zamówienie. Za chwilę je zmieniłem. Potem przez pomyłkę przyniesiono nam nie nasze danie. Nikt się nie burzył – ani my ani oni. Obsługa latała w te i we wte, nawołując się przez całą salę. Jak na filmach z tym komuszym tyłkowłazem Jackie Chanem. Szefowa podeszła się spytać, czy wszystko ok. Czyli tak jak w knajpie być powinno.  Samo jedzenie nie było -rzecz jasna- tak dobre, jak w Chinach, więc musiałem troszkę skłamać, ale naprawdę było całkiem przyzwoite. Na sam koniec Chińczycy się rąbnęli w rachunku na swą niekorzyść, co im -naturalnie- uświadomiłem i czym zyskałem już całkowity mir. Tylu cnót konfucjańskich u małpy jeszcze nie widzieli. 😉 Zjedliśmy na koniec „szczęśliwe” mandarynki, pożegnaliśmy się życząc pomyślności roku konia i wyszliśmy z Xianggang Jiulou. Laobanniang rzuciła jeszcze, że mnie nie zapomni, co zasiało we mnie niepokój, że te grzybki do kapusty szanghajskiej zostały podmienione, ale Adaś przysięga, że nie oddalałem się nawet na siusiu.. 😉

oliwkowe_gaje

zona militar – oliwkowy gaj

Człowiek żyje dzięki żarciu, ale nie samym żarciem, toteż bardzo nas ucieszył zielony widok po drugiej stronie Tagu. Dobre qi tam jest. Miło było yunzhang zrobić twarzą ku tym wzgórzom. Wszędzie tam, gdzie przyrody kawałek widać, jest fajnie, a jak słońce wyjdzie, to już w ogóle..

DCIM101MEDIA

nie ma jak palma zimą

DCIM101MEDIA

perkoz, kaczka i trzy zjawy

Jeszcze inna fajna rzecz, która zawsze mnie tam (tzn na Półwyspie Iberyjskim) uderza, to to, że miejscami architektura wraz z przyrodą mocno Chiny przypomina. Z drugiej strony może to tylko wybujała wyobraźnia, bo w Przemyślu i Tarnowie też to miałem.

quasi_hutong

dachy jak w pekińskim czy tianjińskim hutongu

ulica

tu troszkę jak w Makao..

Aśka pewnie wrzuci swoje wymuskane fotografie, to je  tu później podlinkuję, a sam poprzestanę na tym. 😉

Ngondeg

Reklamy
  1. Zajefanie… może next time i mnie weźniesz. Ja podobną kulinarną przygodę miałem w Polsce. W barze mlecznym (już nieistniejącym barze Średnicowym). Zaprowdziłem tam pewnego Rosjanina w czasie zwiedzania Warszawy. Akurat jeden pan się awanturował o ziemniaczki ze skwarkami czy coś takiego. Były latające talerze, interwencja patrolu, krzyczące dz.. wnie umalowane panie spod pobliskiego hotelu. Było swojsko.

    • Jasne, że wezmę! Historia z barku jest spoko, tylko co tam było dla Rosjanina, czego by już nie znał? 😉

      • okazało się że golonko…. skóry na zjadł bo twierdził że jest niejadalna

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: