brudne wierszyki „quange” i temu podobne zwyczaje z szatni rodem

Ostatnio ukułem pół żartem pół serio taki obrzydliwy wierszyk, który ma odstraszać przed błędnym wykonywaniem (głównie przeze mnie samego) rąbnięć piza.. Taki naprawdę bardzo brzydki, że nie da rady go tu przytoczyć.. 😉 Adaś z Aśką się trochę śmieli, trochę zdziwili, ale myślę, że taka forma nie jest totalnie od czapy i coś podobnego mogłoby jak najbardziej powstać w szkole kung-fu – zwłaszcza w południowym kwoonie, bo mam wrażenie, że szkoły na północy miały trochę inny charakter, że społeczność uczniów mniej zżyta była. No więc niby tam wszystko takie zbożne w tych quanpu i w ogóle, ale to jest przecież język pisany, dość formalny, i nie wejdą doń żadne gorszące wulgaryzmy. Co innego przekaz ustny i codzienne życie szkoły. Na potwierdzenie swoich przypuszczeń mogę przytoczyć jeden przykład z pamięci. Przed laty wyczytałem na pewnej stronce o wuzuquan (fujiański styl)  ćwiczonym na Filipinach przez tamtejszych Chińczyków, że mieli oni w zwyczaju raz w tygodniu robić sobie zawody na tzw ‚latające nożyce” – ich markową technikę (taką jak mają w viet vo dao). Nie wiem czy skakali na sucho, czy na jakąś tyczkę, czy na manekina.

img001

prawy górny róg

W każdym razie ten z uczniów, który w konkursie skoczył najniżej, przez cały tydzień nosił mało zaszczytny tytuł c’eo jibai (czy jakoś podobnie), co znaczy „śmierdząca pi…a”, aż do następnych zawodów, kiedy miał szansę się zrehabilitować. Mam nadzieję, że dziewczynom nie pozwalali przegrywać.. Jak również, że to wszystko mi się nie przyśniło. 😀

nozyce

można też na tułów lub głowę

Najlepsze zaś, że mieliśmy z Adasiem na to (na same nożyce – bez konkursów!) fazę przez krótki czas na ‚obozie’ w Skowieszynku, wieki temu..

jinjianmoże to nie Filipiny w latach ’60 ale 9 lat to też niemało..

Nie wiem, co u nas można by wprowadzić takiego do życia szkoły, żeby je ożywić nieco i wprowadzić odrobinę ducha współzawodnictwa. Wyścig „łodzi na lądzie” był dobrym pomysłem, ale brak w nim typowej dla chuojiao techniki.. Może więc wyścig mandarynek. Startuje się w szeregu i kto pierwszy do ściany. Kto ostatni ten.. Żeby uniknąć brzydkiego języka, można by uciec w pożyczkę. Kolega z Teneryfy mówił, że tam funkcjonuje zawołanie ultimo maricon! – ostatni.. o, a Kubańczycy, moi sąsiedzi z akademika w Chinach, mówili że w Czile maricon znaczy po prostu leniwego gościa.. 😛

Ngondeg

P.S.

Jak szukałem ilustracji tej techniki nożyc i wpisywałem w wyszukiwarkę po chińsku „złote nożyce nożne wuzuquan” albo „latające nożyce wuzuquan”, wyskakiwały mi tony Chinek z nogami po szyję, a gości z wuzu jak na lekarstwo.. 🙂

Reklamy
  1. Styczeń 15th, 2015
  2. Grudzień 27th, 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: