to lis ma kung-fu

Nie my, tzn żaden z ćwiczących wczoraj na Skrze kungfiarzy. Boski Lis nawiedzający Skrę (niegdyś z towarzyszem – teraz samotnie)  od ładnych paru lat, nie ten fajfus z telewizji, naturalnie..

lisao

święty lis

Nigdy przedtem nie pozwolił się sfotografować. Ledwie co mi się udało uwolnić rękę ze sznurka od liuxingchuia, którym sparowałem przeciw Kubie z kijem, i podbiec po aparat. Lis kłusował sobie spokojnie, jak gdyby nic, mijając biegaczy na bieżni i kierując się prosto na chaszcze przy parkingu za płotem.. Gdy zniknął zajęliśmy się na powrót treningiem. Ja z Kubą porobiliśmy tuishou, a człowiek, którego podejrzewam o bycie hungarowcem (i o zasadzenie tajemniczego pala przy naszej starej ścieżce) dalej robił siłę na poręczach.

tuishou-horz

tuishou

W pewnym momencie patrzymy, a nasz lis kłusuje z powrotem (inną trasą) z ptaszkiem w pysku. Porażeni jego kunsztem i skutecznością gapiliśmy się z rozdziawioną japą. Kuba nawet wykonał modlitewną formę baguy skierowaną do Lao Tian Ye (Niebiański Dziad brzmi mocarniej) z intencją obdarzenia nas mocą lisa. 😉

 molim se

modły ;]

Po treningu też było ciekawie. Poszliśmy na piwo, bo raz że się spociliśmy, dwa że chciałem posłuchać opowieści Kuby o jego pobycie i nauce TCM w Taszkiencie. GURU zamknięty, to poszliśmy do Wietnamczyka przed szpitalem Banacha. Tam przecież było piwo. Było. Dystrybutor się ostał ale piwa niet. Pan Wietnamczyk (był w koszulce MMA) jednak, to -jak zauważyłem- ten sam stary poczciwy pan Wietnamczyk z naszych dawnych tam wycieczek potreningowych. Bohater jednej nie do przytoczenia opowieści jianghu. 😀 Wzięliśmy więc colę zero zanim poszliśmy do Honoratki. Po piwie, wracając, zamieniliśmy parę słów z panami, którzy słysząc nasze gaoji rozmowy o zasadzaniu bocznych udzielili nam paru życzliwych rad. 😉 Jakby mało było natknęliśmy się na Walerego, którego chyba pierwszy raz widziałem nieodzianego w dres. Wracał z gry na gitarze i chyba był w lekkim szoku, gdy się dowiedział, że jest Człowiekiem z Radiem. Biedny starał się tłumaczyć, że w tym roku już nie słuchał.. Nie wiem czy to ważne, ale doniosłem, że ksywkę wmyślił Adaś.. 🙂

Ngondeg

Reklamy
  1. Lis przychodzi też na tą naszą część Pola. Widziałem go kiedyś przy zapadającej ciemności. Zauważyłem że w jednym miejscu w szarówce na ziemi siedzi coś bardziej ciemnego. Po chwili lis wstał i bezszelestnie oddalił się w kierunku SKRY.

    Innym razem byłem na SKRZE z KOnradem truchtaliśmy sobie po bieżni. Była zaśnieżona, w pewnym momencie na bieżnie wbiegł lis i zrobił z nami ze dwa kółka trzymając się w bezpiecznej odległości i co jakiś czas oglądając się za siebie. Potem wskoczył za płot na tereny starego campingu. Pewnie gdzieś tam ma norę.

    • Dziś znów byłem świadkiem pięknej lisiej sceny. Pojawił się gdy zaczęło zmierzchać niczym duch. Przebiegł kilka metrów za mną i ścieżką podbiegł do poręczy, gdzie człowiek robił pompki. Lis zatrzymał się i bez strachu go spokojnie obserwował. Po chwili ominął człowieka niewielkim łukiem i przysiadł dalej patrząc sobie. Pojawili się ludzie z psami. Psy się nawet nie kapnęły. Lis posiedział chwilkę jeszcze i spokojnie pokłusował w stronę bowla..

      • Lis jest jak ninjia… jest ale wróg go nie widzi. Najlepsze jest to, że potrafi poruszać się tak jakby stał w miejscu. Inaczej niż pies który biegnie całym swoim ciałem.

      • Tak, shenfa to nie wszystko.. 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: