miał być Włoch – wyszło jak zwykle

Nawet charcika włoskiego na Polach nie widziałem.. 😉

Chodzi o to, że dziś na treningu mieliśmy gościć Marco – prawdziwego terrone i potencjalnego nowego „człowieka taty”. Okazało się jednak, że samolot spóźnił się godzinę, a taksiarz okazał się niekumaty, jak ten, który wiózł mnie, córkę i Adasia 4 lata temu w Pekinie, więc -koniec końców- Marco nie dotarł..  Cóż, wojna, będzie Filan – też czarny. :>

A z Marco mam zamiar napić się piwa jutro (już dziś w sumie) pomiędzy treningami w Falenicy. Będę pstrykać fotki. 😉

Ngondeg

Reklamy
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: