Śladami polskiego chuojiao (cz. 1) – Gocław

Postanowiłem zrobić coś jakby mapkę Warszawy z miejscami związanymi z historią niesienia przez Marka Klajdę kaganka oświaty chuojiao. Chyba najwyższy czas na to, bo jak doszło co do czego, to się okazało, że co rusz czegoś nie mogę sobie przypomnieć. Zdawałoby się, że 13 lat to niewiele, ale pamięć mam, widać, nie najlepszą. Trzeba -wzorem mądrzejszych- notować. 😉

Gocław – to tu się wszystko zaczęło. Po 10 latach przerwy od ćwiczenia siermiężnego kung-fu późnych lat ’80 i po roku taiji wg YMAA, poczułem potrzebę poćwiczenia czegoś innego. Na internecie znalazłem namiar na „Szkołę Fanzi”. Zadzwoniłem – za pierwszym razem odebrała żona Marka tłumacząc, że tak, to jest szkoła fanzi, ale człowiek od tego jest akurat w podróży. Zadzwoniłem później i już Marek mi wytłumaczył, że to, co robi nazywa się chuojiaofanzi i jest to zupełnie inne od sportowego fanziquan, jak to sobie wyobrażałem. Po kolejnym telefonie, jesienią 2001 r. poszedłem uzbrojony w 2 książki o chuojiao i dyskietkę z 2 zgranymi z sieci formami dongbejskiej odmiany na ul. Szkoły Orląt, gdzie Marek wtedy mieszkał..

adresMarek obejrzał klipy i obie książki. Jedną (z chuojiao z Jiangsu) odłożył na bok, ale drugą zaczął wertować z zainteresowaniem. Ta była z pokrewnym naszemu hebejskim chuojiao. Pamiętam, że mówił mi coś o stylu, o swym nauczycielu, ale szczerze mówiąc wtedy jakoś mi wszystko przelatywało przez głowę -nawet imienia Hong Zhitiana nie zarejestrowałem. Wziął mnie w pewnym momencie za blok na małą demonstrację..

dom MarkaGdzieś tam, u góry, wydaje mi się. Zrobił kawałek formy jednej i drugiej, pokazał jakieś zastosowanie i kazał zrobić mi ten ruch z rozpoczęcia wszystkich form chuojiao zwany baishe tuxin, czyli „biały wąż pluje jadem”. Kurcze, bardzo fajne to wszystko było, i facet widać, że „ma to”, więc na koniec pytam: „to kiedy mógłbym zacząć” i wtedy padły słynne słowa: „już zacząłeś..” Reszta jest historią. 😉

Tak sobie krążyłem po tych okolicach z córką i porobiłem trochę fotek, by oko cieszyły.

trasa

trasa naszej wędrówki

Okolica się trochę zmieniła. Przede wszystkim osiedle zostało ogrodzone – widać, jak się Marek wyprowadził przestało być bezpiecznie. Druga rzecz, to widać, że duch i estetyka chuojiao dalej tam dominują :p

to certyfikowane zdjęcie z osiedla przy Szkoły Orląt :]

śliwkigołąbeknurogęśW miejscach gdzie kiedyś stąpał Sifu Klajda obficie rodzą owoce, a zwierzęta nie boją się ludzi.. Tylko mandarynek nie widać – zapewne wyczuły, że to miejsce już nie dla nich.. ;p BTW, gdzieś nad tym kanałkiem Marek zimą 2002 (styczeń lub luty) skończył mnie uczyć mojej pierwszej formy: drugiej cunshoufanzi. Kanałek się nazywa Nowa Ulga i wtedy jeszcze nie było tam trasy siekierkowskiej.

kanałekW annałach będzie można zapisać, że polskie chuojiao rozwijało się początkowo w Małym Suzhou. Skoro Wrocław jest Małą Wenecją, Kraków Małym Hongkongiem, to czemu Gocław miałby być gorszy? Warunki ma.. 😉

mały kanałek

Na Gocławiu, poza dawnym mieszkaniem Marka, jest jeszcze jedno ważne dla chuojiao changsuo, mianowicie szkoła podstawowa nr 312 przy ul. Umińskiego – nasza pierwsza sala gimnastyczna.

tabliczka

Nie ćwiczyliśmy tam jakoś długo, bo -mam wrażenie- już w 2002 przenieśliśmy się gdzie indziej, ALE swój pierwszy kontakt z chuojiao i Markiem miał tam KO i Cardio, a ponadto w tej sali widziałem (jedyny zresztą raz) ćwiczącą siostrę Marka i jego żonę – naszą shimu. Nawet pamiętam, że ćwiczyły kombinację kopnięć cuntui – fandiantui, czyli niskie w goleń i dźgnięcie palcami tej samej nogi w głowę. Historyczne miejsce. 🙂 Niestety żadna fotografia stamtąd się nie zachowała.

szkoła frontJakby ten wpis nie był dość osobisty, to dodam, że z tamtymi czasami bardzo mi się kojarzy jeden kawałek zero 7. Miałem wtedy nawet nie żadną mp3, a naprawdę gaoji mini radyjko kupione na bazarku Banacha i sobie słuchałem muzyki na przystanku w drodze z treningu. Wtedy puszczali często In the waiting line właśnie i mi się to jakoś tak w głowie zrosło wszystko razem. 🙂

O Gocławiu tyle. Będą kolejne odcinki. :>

Ngondeg

P.S.

Fakt, że Marek mieszkał tuż obok ulicy Cichociemnych uważam na znamienny. Jakby jeszcze owa Szkoła Orląt wypuściła, jakieś godne poniesienia dalej pochodni chuojiao kaczki mandarynki – byłbym szczęśliwy. 😀

Reklamy
    • KO
    • Sierpień 4th, 2014

    Yejku – zostałem wymieniony w historii polskiego CJF. I to juz w pierwszym odcinku.

    Ja za to pamiętam że jak byłem pierwszy raz (na Umijskiego) była zima. Trening był dla mnie koszmarem, podobało mi się ale było tak ciężko że nie zdecydowałem się kontynuować. Za pierwszym razem Marek pokazywał mi co jest najcięższą częścią ciała – jak to ja, nie zrozumiałem za pierwszym razem.

    pozdr KO

    • Tak. Pamiętam, spotkaliśmy się na Nowym Świecie i pojechaliśmy chyba 111 na Gocław. Potem Marek Cię smagnął palcami po żebrach pokazując zastosowanie ruchu z cunshoufanzi. 🙂

    • KrzysT
    • Sierpień 5th, 2014

    Ej, cykl historyczny, super!
    Z zapartym tchem czekam na dalsze części i anegdoty.

    A młoda nurogęś jest równie dobra jak mandarynka 😉

    • Pewnie, że dobra. Wygląda nawet na bardziej ‚focused’..
      Siłą rzeczy musisz pojawić się w kolejnym odcinku. :>

        • KrzysT
        • Sierpień 6th, 2014

        Daj spokój, niegodnym 🙂
        Chyba, że będzie zakładka „nieustający sympatycy” 😉

    • Maciej
    • Sierpień 6th, 2014

    Super pomysł spisać historię, i czekam na dalsze odcinki ale…(nie że się czepiam :-)) brakuje małego wstępu jak to się stało, że CJF trafiło do Polski…historia zaczyna się od sekcji i jak prowadzący blog trafił na treningi, ale dobrze by było dopisać trochę historycznego wstępu pt jak to się stało że CJF trafiło nad Wisłę :-)…pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy…

    • Pytasz o historię z czasów Pięciu Cesarzy niemal.. To powinien opisać sam Marek. Wiem, że pojechał w 1989 r. do Chin (Pekin) jako student. Tam jego znajomy Czech – Vit Vojta zabrał go raz na trening chuojiao, które sam od niedawna uprawiał. Marek miał wtedy trochę shotokanu za pasem. Hong spojrzał na Marka i kazał się zaatakować jakkolwiek. Raz, czy dwa razy pod rząd Marek był załatwiany bez mydła. Markowi to zaimponowało. Potem Hong pokazał mu mandarynkę i Marek za pierwszym razem zrobił całkiem nieźle. To się spodobało Hongowi. Tak został uczniem. Potem Vit odszedł do Chen, a Marek został. Po kilku latach wrócił do Polski. Uczył parę osób przygodnie (szefów, znajomych i takich tam) ale nikogo dłużej i poważniej. W 2001 pojawiłem się ja. :>
      Od tej pory ma grupę kalekich bohaterów pod swoją komendą. 😉

    • Ale masz pomysł. Spisanych zeznań od Marka nie chcę, ale kiedyś się go posadzi przed kamerką i zrobi profesjonalny wywiad. To może być ciekawe! 🙂

  1. KrzysT :

    Daj spokój, niegodnym 🙂
    Chyba, że będzie zakładka „nieustający sympatycy” 😉

    Bądź spokojny. Wszystko odbywa się zgodnie z rytuałem chińskim. Pojawią się jedynie wyrazy Twego najwyższego uznania dla Sifu Klajdy. Posłużysz za tło dla jego nadludzkich umiejętności itp. 😉

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: