western spaghetti to nie był..

..ale tym razem Marco przyjechał na całe trzy dni i zaliczył bite pięć treningów z Markiem. Na dodatek przywiózł ze sobą swą przeuroczą przyjaciółkę, Letycję, która kiedyś troszkę baguy liznęła, ale nie na tyle, żeby nie można było przynajmniej spróbować zrobić z niej chuojiaofandzystki, więc ćwiczyli razem. 😉 Tak się składa, że mam kilka fotek z sali przy Sempołowskiej, którą, mimo szwankującej kanalizacji, Marco dalej szumnie nazywa Training Center.. :p

12-05@19-32-59-75

20141205_192502_resized

20141205_192617_resized

12-05@19-42-09-567

20141205_195046_resized

Ze zdjęć widać, że Marek obdzielał wiedzą wszystkich równo – nawet ja się załapałem, a podpierałem plecami drabinki większość czasu. Upgrade’ował właśnie wuzigong do wersji 2.0, podszedł, uszczypnął mnie w wewnętrzną część przedramienia i powiedział: skórą też masz ciągnąć. Zajarzyłem. 🙂

selfini

No, a potem miałem przyjemność zjeść coś z Marco i Letycją w tej samej bułgarskiej knajpce, w której parę lat temu gościliśmy Honga i połazić z nimi trochę po Warszawie. Pogoda była ponoć całkiem turyńska i w ogóle nie wymiękli z braku palm i ciepłego morza, a miałem wcześniej trochę obaw. W niedzielę, mimo, że nie było tego w planach, jeszcze raz udało się spotkać, zjeść i napić piwa. Są naprawdę spoko (tłumaczę: strasznie sympatyczni i skromni) i chyba Marek ich polubił i uczyć  będzie, co mi pasuje, bo raz, że fayang chuojiao jiyi i w ogóle, a dwa, że jak kiedyś będziemy już mieli tę rzymską filię, albo najlepiej gdzieś na prowincji, to mam zamiar użyć swych wpływów i pojechać jako asystent od leżenia pod drzewem oliwnym 😉

Ngondeg

 P.S.

Marek zaczął uczyć Marco (a może nawet udało się całą?) pierwszej formy małego fanzi, więc za jakiś czas mam nadzieję wrzucić jakiś klip. I przysięgam, nie robię sobie jaj, że Xiao Fanzi przekłada się na Piccolo Fanzi. Ciężej o bardziej włosko-brzmiące kung-fu.. :]

Reklamy
    • KrzysT
    • Grudzień 11th, 2014

    Piccolo Fanzi! Uroniłem łezkę ze śmiechu.

    Ale włoska filia… nie mogę się doczekać, aż stoczycie z Marco jakiś pojedynek w Coloseum, gdzie na koniec wyrwie ci włosy z klaty :>

    • Godzę się na ten scenariusz pod warunkiem, że też będę mógł zatarasować wyjście samolotu, spojrzeć w lewo, prawo, założyć okulary przeciwsłoneczne wielkości talerzy i następnie zejść po schodkach na płytę lotniska. 🙂

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: