more 🐼

„Oddech smoka”
(…) I heard his breath – a dragon’s breath (slackdave, youtube, 2006)

Nie, nie trwają zdjęcia do niskobudżetowej kontynuacji „Wejścia Smoka”, w której KO- jako duch O’Hary- nęka Brusiaka we śnie i na jawie. 😉 Tym razem KO wystąpił nie jako „Obalający mistrzów”, ani jako Kungfu Panda, ale jako dr hab. medycyny empirycznej i intuicyjnej Christoff von Operach poprowadził w miniony piątek, w siedzibie Fundacji Dantian wykład nt. astmy i sposobów walki z nią połączony z częścią praktyczną. KO praktykuje astmę dłużej niż taijiquan, czyli… całą wieczność. Osiągnął zatem stopień mistrzowski w jej poskramianiu, co w pełni uprawnia go do dzielenia się wiedzą z potrzebującymi.

Dziewięciu wojowników z brązu zapaśników
Wykład- jak przystało na KO- uporządkowany (niczym jego sławna kolekcja zdobycznej damskiej bielizny 😉 i najeżony autobiograficznymi anegdotami (wiadomo- KO to gawędziarz niczym współczesny Franc Fiszer) przybliżył słuchaczom genezę astmy i jej symptomów. Przede wszystkim KO zapewnił, że chociaż astma wciąż należy do schorzeń nieuleczalnych, to dzięki systematycznym ćwiczeniom można satysfakcjonująco złagodzić jej objawy. I on stanowi na to żywy dowód.
W pamiętnej reklamie PZU z początku lat 90-ch (jednej z pierwszych) znany polski aktor wygłaszał kwestię: „Nigdzie się bez niej nie ruszam”, z dumą ściskając w dłoni kartę ubezpieczeniową. KO powtarzał tą kwestię znacznie wcześniej, dzierżąc w dłoni… inhalator. Dziś KO inhalatora już nie nosi, ale można znaleźć w jego plecaku inne ciekawe i praktyczne przedmioty, ale to temat na inny wywód…
Jednym z nieoczywistych czynników nasilających astmę, ma które zwrócił uwagę KO jest… deficyt poczucia wartości i pewności siebie, ponoć często dostrzegalny u dzieci, u których zdiagnozowano astmę. Każdy atak astmy wzmacnia ową niewiarę w swe siły i wyzwala panikę. Ale wg KO można walczyć z tym błędnym kołem zależności, m.in.: dzięki aktywności ruchowej. Rezygnacja z niej stanowi podobno plagę wśród cierpiących na to schorzenie, zrodzoną na przekonaniu, że wysiłek fizyczny może wywołać atak astmy (z drugiej strony sam KO przywołał postaci polskich sportowców (kolarzy?), którzy zakończyli żywot wskutek ataku astmy). Generalnie jednak rozsądna i systematyczna aktywność ruchowa (oczywiście amatorska, a nie zawodowa) wzmacnia ciało a zatem buduje pewność siebie a tym samym- zmniejsza ryzyko ataków astmy. Może niektórym wyda się to banalne, ale i tak warto było to powtórzyć ustami doświadczonego wojownika. 😉
Ponadto na wykładzie dowiedzieliśmy się, jak mistrzowskie opanowanie techniki wywoływania ataków astmy wpłynęło na wojskową karierę KO. Usłyszeliśmy też opowieści o mrożących krew w żyłach praktykach, którym poddawał się KO, aby pokonać demona ściskającego płuca. Należy do nich, m.in.: masaż pejczem. Po latach rolę się odwróciły i dziś to KO jest po drugiej strony bicza. Jednak kulminacją zmagań była próba życia i śmierci, gdy na KO ułożono dziewięciu zapaśników jednocześnie, aby wyzbył się strachu przed utratą tchu. KO nadal żyje i ma się dobrze, ale co do jego przeciwników, nie mam pewności… (Tu muszę trochę złagodzić żartobliwy ton, albowiem technikę dociążenia ciała- np. przy pomocy worków z piaskiem czy wałków- stosuje się także w szkołach jogi. Pozwala to przywrócić poczucie fizycznego kontaktu z podłożem, złagodzić niepokój a tym samym- wyciszyć układ nerwowy. Na niektórych ta technika działa).

Tulipanem w bebechy
Mistrzem pogromcy astmy czyni praktyka, dlatego nie obyło się bez porcji ćwiczeń fizycznych zaordynowanych przez KO (niektóre znane nam z treningów cjfz, inne KO zaprojektował sam). Wszystkich – rzecz jasna – nie opiszę, a tylko jedno. Napomknę tylko, że KO nakazał mi zaprzeć się pięścią o jego brzuch, po czym jego dantian z gracją zaprosił ją do tańca. W przypadku braku pomocnej pięści w pobliżu, wg KO można posłużyć się butelką- nie będę zdradzać, którą końcówkę opieramy na brzuchu. 😉
Przyjąwszy nauki KO, z pogłębionymi oddechami oddaliliśmy się w mrok spowijający Ochotę.
P.S.: Pierwszy raz miałem okazję odwiedzić siedzibę Fundacji Dantian na warszawskiej Ochocie i od razu poczułem się tam jak w domu- ciepło, jasno, czysto i przytulnie, nawet kota herbatą uraczono (dziękuję! ). Nie da się ukryć, że warto mieć własne dojo, chociaż grupa chuojiaofanzi raczej by się tam nie pomieściła i zdewastowałaby podłogę szybciej niż złoty kur wspina się na ścianę.

Adaś

    • KO
    • 28 stycznia, 2019

    No dzięki Adasiu… Czytam i czytam i złapałem się na tym że bardzo chciałbym brać udział w tym wydarzeniu. 🙂 To naprawdę tak wyglądało z pozycji Twojego krzesełka?

    Po przeczytaniu Tego tekstu postanowiłem powiesić klawiaturę na kołku…

    • KO
    • 28 stycznia, 2019

    Tylko uściślę. Kolarze o których wspominałem zakończyli swe życie na wskutek powikłań sercowych związanych z powiększeniem mięśnia sercowego. Ten znów był wiązany z przyjmowaniem nadmiernych dawek leków rozkurczowych typowych dla leczenia Astmy. Stad tak wielu astmatyków wśród kolarzy.

    • Adaś
    • 28 stycznia, 2019

    KO, było nawet ciekawiej niż wynika z relacji, ale emocje nie pozwoliły mi wszystkiego spamiętać. 🙂 Nawet się nie waż się odwieszać ani klawiatury, ani bicza, ani skóry żubra na kołku. 😉

    • Dowieźć Wam miodu, czy starczy? :>

        • KO
        • 28 stycznia, 2019

        Dostałem właśnie nowy słoik lipowego, ale masz może wazelinę techniczną?

    • Robert Vel Rodor
    • 29 stycznia, 2019

    Adaś jako człowiek dociekliwy i wnikliwie badający najgłębsze tajniki różnych aspektów ciekawych rzeczy (kung fu first of all 😉 ) gotów jeszcze specjalnie nabawić się astmy tylko po to, by przekonać się o skuteczności KO – wych metod against astma ;). Przesyłam uściski z Podlasia. R.

      • KO
      • 29 stycznia, 2019

      Jak tam idzie odśnieżanie?

        • Robert Vel Rodor
        • 29 stycznia, 2019

        Moje kung fu jest mocniejsze o 4 tony śniegu 😀 – umawiamy się na tui shou ;)?

      • W taichi siła fizyczna jest nieistotna 🙂

      • Tiaaa. Siła fizyczna w ogóle nie jest istotna – liczy się siła umysłu i potęga smaku 🙂

      • KO zapakuje Cię w sam środek tej Twojej czterotonowej śnieżki i wystrzeli jak z katapulty, bo wiesz, jeden liang podnosi tysiąc jinów 😉

        • Robert Vel Rodor
        • 30 stycznia, 2019

        To będzie dla mnie zaszczyt, o niczym innym nie marzę i wprost nie mogę się doczekać :P. Potem na białym obłoku spłyniemy z niebios na ziemię, gdzie znowu trzeba będzie włożyć pewien wysiłek fizyczny w to, żeby w ogóle ruszyć ręką lub nogą czy puszczenie bąka 😀

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: