Archive for the ‘ Inne ’ Category

10:1

Jestem jeszcze, choć już na lotnisku, w Chinach. Parę razy próbowałem przemóc lenistwo, żeby coś, ale w miarę w temacie, napisać. Ciężko było. W Chengdu, to była tylko chwila poza lotniskiem.

W Wuxi, w klubiku łuczniczym stała reklama szkoły tcsw..

Udałem się na północ, do Hebei. U Mistrza nie byłem, choć to już całkiem blisko, bo nie miałem w planach takiej prywaty, ale zahaczyłem o Cangzhou, a to przecież, kurka, słynna „wioska wushu” (btw ludzie powinni częściej do takich „wiosek”, miast powiatowych jeździć by docenić rozwój Chin) gdzie chyba matecznik bajiquan, huaquan i pewnie paru innych styli csw się znajduje.

panowie trenowali shilixiang i piłkę

Z Hebeju trafiłem do Szantungu, Qingdao, gdzie z kolei fizjonomia ludzi na ulicy co raz mi ś.p. Yu Tianchenga przywodziła na myśl, a i równo i twardo wydeptane placyki co bardziej odosobnionych miejscówek parków miejskich pobudzały wyobraźnię. Nie aż tak bardzo, żeby przy nich czatować na modliszkowców/babcie z wachlarzem ale zawsze 😉

Potem, w Suzhou, na ruchliwej ulicy szła rodzinka. Przeżuwający resztki jedzenia pan tata oraz mama z córeczką. Obie trzymały prawie proste ręce nad głową dłońmi do środka i -nie przerywając marszu- mama objaśnia córce: 双手举月 shuangshou juyue – ręce podtrzymują księżyc. So cute :] Kjut to jedno. Drugie, jak wcześnie fragmenty układanki przechodzą z pokolenia na pokolenie..

Wuguan ale z „wu” jak taniec :]

Na sam koniec pobytu znalazłem w Szanghaju klimatyczną i jako tako nadającą się do treningu miejscówkę nas kanałkiem. Nocą. W dzień za dużo ludzi. Zieleń, ptaszki, zwierzątka. Fajnie lecz dalej nic o czym naprawdę warto by pisać. Tego samego dnia poszedłem do owocniaka po melony i TAM czekając w kolejce do kasy (sic!) mnie olśniło..

ukradniesz 1 zapłacisz za 10

Idea chuojiao sformułowana przez Mistrza w 2015 (?) u Marka w Falenicy na kolacji pożegnalnej! Pamiętacie, jak opowiadał o tym, jak to należy być opanowanym, ale jak już dojdzie co do czego, to nie ma zmiłuj i za jedno otrzymane uderzenie trzeba oddać dziesięć? To ta sama idea wyrastająca wprost z kultury ludowej :]

Trzeba przyznać, że w owocniaku przynajmniej mają odpowiednie warunki na taką ewentualnosć a ja puentę do wpisu 😉

Ngondeg

Reklamy

Trường Đao

Potraktujcie to, jako okazję do poszerzenia horyzontów. Broń wietnamska, ale Wietnam -wiadomo- pod przemożnym wpływem Chin przez dłuuugie stulecia był, a i nasz shuangshoudai, to pojemne, a w każdym razie niezbyt precyzyjne pojęcie, o czym mogliśmy się z Adasiem okazję przekonać w 2010 podziwiając parę historycznych egzemplarzy w domu Mistrza. Soł indżoj:

Ngondeg

Rok Psa czy rok pod psem?

Bo nie wiem, czy wiecie, że Wasz/nasz Sifu wchodzi w swój benmingnian :] Miejmy nadzieję, że mu Shimu kupiła czerwone gatki (mi moja domowa Shimu kupiła i mam je na sobie gdy to piszę;) bo i na nie-Psach może się odbić. Tak czy inaczej.. Bbbęęęęęęęęęęę!!!

SZCZĘŚLIWEGO ROKU PSA! Pies to wierność i wytrwałość, zatem żadnych taiji i modliszek na boku (no może jakaś szybka foremka jak Marek nie widzi;) tylko ciężki acz inteligentny trening chuojiaofanzi! W tym chcecie być dobrzy, prawda? 🙂

Ngondeg

chłopcy z maczetami

Wychodząc z założenia, że -za przeproszeniem- artysta wojenny ma być 兼资文武  jian zi wen wuczyli tyle biegły w kopaniu w tyłki co i oczytany (powtarzam się zapewne) kupiłem sobie prawdziwą papierową kniżkę o okresie w historii Chin, o którym mało w sumie wiem, czyli tym najbliższym..

Tym chętniej, że kosztowała tylko 9.50 ;] Otworzyłem na chybił trafił i proszę: chłopcy z maczetami.. 🙂

Shuangshoudai/dahuandao, liuye dao (lub niuwei dao – ciężko powiedzieć) i dadao. Fajna fotka, ale ta nazwa.. Mamy już Stowarzyszenie powołane pod szczytnym szyldem od ładnych paru lat, ale aż się prosi jakąś podgrupę, dziarski sub-unit (jak nie przymierzając w zespołach k-pop:) do życia powołać ;]

Na marginesie, a propos dzisiejszego treningu, proszono mnie o przypomnienie Sifu Klajdzie tą drogą o pilnowanie właściwego ubioru kobiet biorących udział w zajęciach. Dress code Wenjia jiaoyu shu jest następujący:

 

Rozumiecie towarzyszu, chłopcy z maczetami stają się niespokojni ;p

Ngondeg

MK – Yunnan (fotki)

c.d. fotorelacji rodzinnego wypadu Klajdów do Chin anno domini 2017 :]

Przylecieli do Yunnanu prosto z Hong Kongu. Powietrze ponoć świetne, ale bardziej ku górze ciężej oddychać. Zwłaszcza przy przeziębieniu – padli ofiarą klimatyzacji jeszcze w HKG..

Dali

Lijiang

Shangri-La

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tutaj muszę coś dodać od siebie, choć to nie moja wycieczka i nie moje wspomnienia: Kuźwa, nie żadne Shangri-La, czy Xianggelila, a frikkin Zhongdian! Wiem, bo Lefo  (ulubieniec Hong Zhitiana z naszego Południa) tam się zapuszczał jeszcze latach 90′. Nie widział Presleya, Hendrixa, Joplin ani nawet Carradine’a (wtedy jeszcze żywego, ale kto oglądał Kung-fu the Legend Continues, ten rozumie:) za to widział Tybetańczyków z żelaznymi kulami na sznurze do obrony przed psami! No, ale napisałem „Shangri-La” bo Marek tak te zdjęcia opisał i -faktycznie- w 2001 r. władze przemianowały tak miasto Zhongdian, by ściągać turystów.. Mystique.. Zainteresowanych mogę jednak odesłać do książek i obrazów Roericha – mają klimat.

 

Yu Long Xue Shan w pobliżu Lijiangu

Na ostatnim zdjęciu, wraz z rodziną, Jade Dragon himself – cute ;>>

Jade Dragon Snow Mountain, Yu Long Xue Shan, Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka itp to wszystko brzmi fajnie, ale wygląda (nawet współczesne chińskie znaki) cienko w zestawieniu ze spiżowym piktogramem ludu Naxi.

To był już ostatni odcinek, dzięki za fotki, Marek 🙂

Ngondeg

 

MK – Szanghaj i Hong Kong (fotki)

Dostałem więcej fotek od Marka (więcej niż się spodziewałem) ale to dobrze – pokażemy 🙂 Druga i trzecia część eskapady w tym wpisie się znajdą.

Szanghaj jest z chuojiao związany o tyle, że Mistrz odwiedzał Marka, gdy ten przeprowadził się tam w drugiej połowie lat ’90. Nawet zachowały się z tych wizyt materiały wideo 🙂 Poza tym mieszkał w Szanghaju ( a może nadal mieszka) Simon, inny znany uczeń HZT z tamtego okresu. Marek raczej nie przepada za tym miastem, co mnie zupełnie nie dziwi. Jakieś złe qi tam jest. Ciężko opisać. Gdyby nie znajomi, czy obowiązki służbowe, nie byłoby po co tam jeździć. Właśnie sprawdziłem listę uczniów i uczniów uczniów Mistrza na końcu książki, i nie ma ani jednego wymienionego rezydenta Pałyża Wschodu ;] Z drugiej strony w sąsiednim Zhejiangu jest ich aż.. 44 :>

Zaraz, czy to czasem nie w Szanghaju Wu Binlou rekonstruował z Yao Zhiguangiem formy Yanqingfanzi? A przynajmniej czy tam się nie poznali? Jeśli to miało miejsce w Szanghaju, podreperowuje sobie nieco „standing” :]

Z kolei Hong Kong jest jednym z Marka ulubionych. Zgadzamy się co do tego, że samo miasto, jego położenie oraz dziksze jego partie są świetne, natomiast Hongkongersi są.. trudni.. Z tym tylko, że Marek zdaje się być w tej kwestii znacznie bardziej pobłażliwy 😉

zauważam dziwną słabość Sifu Klajdy do czarno żółtych insektów ;]

Tęsknica bierze.. Zwłaszcza ten prom na szmaragdowych wodach pomiędzy Kowloonem a Wiktorią..

Przy okazji, jakby kogoś interesowały filmiki z HKG lat 50-80, na kanale Michaela Rogge jest ich sporo i są ciekawe.

Zapomniałbym, że w Nowych Terytoriach, w Ma On Shan prowadził zajęcia Mei Dehao! Spoko gość i fajną miał grupkę, z którą trenował na małym boisku do kosza wciśniętym między mrówkowce. Marek pewnie i tak nie miałby czasu, ale żałuję, że mu nie powiedziałem.. To chuojiao z linii z Jiangsu, nie nasze, bardziej szaolińskie, ale też fajne, no i … naszego tam nie ma.

W kolejnym odcinku Południowy Zachód :]

Ngondeg

P.S. Nie zjadłem wszystkich ciasteczek księżycowych sam! Nie dotarłem do sklepu Lao Heia – to wszystko :]

Wczesny Wiking ma całkiem solidne kung-fu

Tak sobie pomyślałem, że pokażę klip z czymś, co utrwaliłem w ubiegłą niedzielę na Siekierkach tym bardziej, że od Marka nie dostałem żadnej fotki z podróży do Chin, a sam nie wgryzłem się jeszcze w broszurę propagandową z okazji odnowienia steli w Baodingu, więc.. czemu nie? Bardzo fajne i przywodzi miłe wspomnienia z dawnych czasów „sekcji” gdy nam się jeszcze chciało bawić w różne śmiszne rzeczy..

Jak widać nie jest to tym razem łucznictwo 😉 Przyszedłem co prawda na Siekierki bardzo rano, jak na mnie, a to za sprawą strzał, które zostawiłem w sobotę wieczór, po oddaniu ostatniej serii.. w tarczy.. Skleroza :[] No ale nie ma tego złego, jak się okazuje, bo coś innego zobaczyłem, niż się spodziewałem. Żeby było śmieszniej, jak wszedłem na strzelnicę, to pierwszą rzeczą jaką ujrzałem nie były włócznie i tarcze, a pani grzejąca z pistoletu – pneumatyka do jednej z tarcz. Tarcz łuczniczych. Konkretnie do tartanowego wojownika. Nie wyglądało to na XIII wieczną rekonstrukcję i musiałem zwrócić uwagę, bo tarcze naszpikowane ciałem obcym mogą komuś uszkodzić strzałę, a i samą tarcze niszczą, a przecie miejsca dla pneumatycznych wokół pełno. Nie dostałem, o dziwo, po głowie – po prostu nie byli świadomi 🙂 Jeden z Sifu 😉 zaoferował nawet pomoc w owijaniu podniszczonych celów. Wtedy dowiedziałem się, że robi wczesnych Wikingów, a wcześniej robił późnych :] W ogóle podobało mi się jak ćwiczyli, bo ćwiczyli z głową. O tyle kungfiarskie to się mi wszystko zdawało co i nie, po tym jak zrozumiałem, że dużo w tym taktyki, działań na współpracę i takich rzeczy, na które raczej we współczesnych szkołach się nie zwraca uwagi. Znaczy się, że nie koniecznie chodzi o to, żeby uderzyć przeciwnika gdzie boli, a -na przykład- dźgnięciem przekręcić mu tarczę tak, żeby kolega z szeregu za plecami mógł go gdzieś ugodzić korzystając z takiego otwarcia. Spoko. Spytałem przy okazji jaki ich background. Jujitsu, boks i [chyba] MT. Oczekiwałem przynajmniej jednego z chińskimi korzeniami, ale nic ;]

tartanowy wój naszpikowany zupełnie niehistorycznymi strzałami :p

W sumie, to chciałbym coś takiego zobaczyć przed, czy po treningu albo w jakąś sobotę czy niedzielę poza regularnym ćwiczeniem u nas. Zyczek, trening kung-fu, to nie tylko robienie „ścieżki”! A i przy okazji ciekaw jestem, kto pamięta formę, czy choćby jibengongi kija, których Marek uczył -kiedy?- dwa lata temu? Wubu hunyuan jian ktoś jeszcze ćwiczy, a gdy piszę „ćwiczy” nie mam na myśli „przypomina sobie ruchy” :]

Ngondeg

Poeta i Społecznik

Szeregowy Bigfoot – o nim mowa ;] Załatwił dla naszej grupy i wszystkich pozostałych użytkowników (bardzo technicznie brzmi) tej części Pól toaletę. Na koszt miasta. Nie trzeba już latać w krzoki.

Zasłużył na 2 odznaki harcerskie i uścisk dłoni Prezesa Stowarzyszenia. Kto wie może kiedyś ktoś zmobilizuje władze miejskie do umieszczenia odtwarzaczy jego poezji w ławkach parkowych tego zakątka 🙂

Ngondeg

Sifu Phantomas

trzy równoważnie

Kolejny znojny dzień w życiu Marka

Lubię naprawdę wpadać do Sifu Klajdy na Pola, czasem nawet kosztem strzelania, we wtorek lub piątek, żeby zrobić wspólnie yijinjing, yunzhangbafa i trochę shoufy, a potem ponagrywać co nieco. I know it’s evil, but I can’t help it ;]

Dziś przychodzę i patrzę.. jakaś Nowa. Nie! Okazuje się, że po 10 latach wróciła na treningi Dagmara! Dżizas, krótka była jej kariera w chuojiao. Przyszła na bodaj dwa treningi. Na pierwszym rzucaliśmy (jeszcze w Poniatówce) workiem z piaskiem, na drugim (chyba na Skrze) stanęła w jakimś dołeczku i przy pierwszej mandarynce zrobiła sobie coś w kolano. Po takim  czasie wróciła do Marka nie z pozwem na 2 miln dolarów, a żeby ćwiczyć :] Niemal jak w tej opowieści taekwondo, gdzie trener po rozpieprzeniu uczniowi bioder przy twardym rozciąganiu mówi do stojącego obok: „on wróci do taekwondo.. zostały mu jeszcze ręce..” :>

Taki zadowolony taki…

View original post 2 słowa więcej

Reklamy