Archive for the ‘ pozostałe kung-fu ’ Category

Wylizywanie makutry i smarowanie bałwanka

Sifu Operacz, znany także jako Obalający Mistrzów, Mądra Panda czy Hodowca Yorków w sobotni, sierpniowy poranek niósł kaganek oświaty pomiędzy spragnionych zgłębiania tajników taijiquan.

Seminaria KO to zazwyczaj nie tylko porcja angażujących ćwiczeń, ale i rewia celnych spostrzeżeń, błyskotliwych analogii a niekiedy też zapadających w pamięć anegdot.

„Rysujcie koła tak, jakby miały zawisnąć na ścianach Muzeum Narodowego, w dziale sztuki abstrakcyjnej”- rzekł KO. No i kreśliliśmy dłońmi w powietrzu koła taiji. Duże i małe. A gdy kształt kół okazał się satysfakcjonujący, KO dodał: „Róbcie te ruchy tak, jakbyście wylizywali makutrę” (ale tak, jakbyście trzymali jajo na twardo w dłoni). A na koniec smarowaliśmy bałwanka (z uwagi na porę roku- kremem przeciwsłonecznym).

Moja obecność też okazała się trochę przydatna, albowiem dzięki mnie Sifu Operacz mógł zaprezentować śmiercionośne zastosowanie symbolu taiji (KO najpierw mnie zgładził jednym płynnym ruchem, a potem przywrócił ze stanu śpiączki do świata żywych, niczym akupunkturowe igły Stevena Seagala w pewnym filmie z dawnych lat). 😉

Godzina minęła jak… z bicza KO strzelił. A co najważniejsze, wszyscy uczestnicy- łącznie z prowadzącym- doświadczyli szczerego zadowolenia na poziomie co najmniej delta. Skłonił się tedy Sifu Operacz i rzekł zza siwej brody: „Pamiętajcie, że teraz Wasze koła są doskonalsze niż godzinę temu.” A ponieważ historia kołem (taiji) się toczy, pewnie jeszcze nie raz Sifu robienia kół nauczać będzie. 🙂

KO, więcej takich seminariów- naprawdę dobrze robią ludziom na głowę. Potem możesz ich nauczać zabijać z gracją. 😉

Adaś

złoty kur wskakuje na mur

Artykuł autorstwa JIma Colemana „Ground Fighting” z kwietniowego numeru (1982) magazynu Black Belt. Można znaleźć na google books. Naturalnie chodzi tylko o ground fighting w chińskim, ditangowym rozumieniu tego wyrażenia. 1982 r. to jeszcze długo przed UFC. I dobrze, bo parę ciekawych z naszego punktu widzenia rzeczy tam się znalazło. M.in. ta:

Technikę demonstruje Eric Lee i to nawet chyba TEN Eric Lee. Znaczy się aktor/choreograf sztuk walki. Z tego co wiem głównie ćwiczył południowe kung-fu, ale to u góry wygląda -wypisz wymaluj- jak zastosowanie dun lian ge gu 钝镰割谷 i jin ji tiao qiang 金鸡跳墙 czyli „tępy sierp ścina zboże” i „złoty kur wskakuje na mur” z cjfz 🙂

Ciekawostka: Eric Lee urodził się w Zhongshan. Lubię to miasto :]

Ngondeg

Trochę kung-fu z Chin

KO wrócił na Pola w glorii XIX-wiecznego podróżnika i w ten wyjątkowo ciepły i przyjemny sierpniowy wieczór podzielił się wrażeniami, a właściwie wiedzą wyniesioną z treningów w Guangfu i w Pekinie 🙂

Dla mnie najwartościowsza była prosta korekta, albo nawet nie tyle korekta, co przypomnienie (?) do tuihaishilei ze wszystkich form chuojiao, którą KO pokazał jeszcze na Bakalao. Tyle rzeczy można przeoczyć, błędnie zaszufladkować itp.. Dobrze, że pojechałeś do Chin, KO 👍

Ngondeg

P.S.

Naturalnie nasze yunzhangbafa jest bezdyskusyjnie bardziej wyrafinowane niż jakiekolwiek wersje z taiji 😉

Those Chams!!

:))

Już miałem wysyłać Jarozwierza do Wietnamu (na koszt Stowarzyszenia) by dokonał zemsty za przywłaszczenie najświętszego kopnięcia kaczki mandarynki ale zdążyli opublikować książkę z Czamką na okładce..

Udobruchali mnie cffaniaki hanojskie 😉

Ngondeg

The Italian Connection

Marco pierwszy dał cynk i pierwszy dał fotkę – Salve! 🙂

Do Polski przyjechał bowiem Guan Tieyun. Przyjechał poprowadzić seminarium Tongbei i.. szczerze mówiąc, mimo iż Marco pisał, że to również mistrz Yuanyang quan, to dopiero po jakimś czasie do mnie dotarło, że to ten sam, którego vcd o tym stylu mam [chyba] nawet jeszcze gdzieś w domu. Czas leci :]

ynmtms1mmtbimwy0ndhlmzy0yjg4zdq1ywy4mmjkytcwnjixn2jmzje2ntvjlxzfejfxmc9yule0wff3cuj5d3hmvmz1z1mwzgfwlys3qi9cu1lccjdxsfe9

klasyczne „heying”

Widać już, że na seminarium wybrali się AA oraz Cardio. Coś musi być w tym przysłowiu o butach, bo wygląda na tej fotce jak patriarcha linii ;] Kpię sobie troszkę z Cardia, ale on sam z siebie kpi, a ponadto jest tzw „seasoned martial artistem” i jego zdanie sobie cenię, a po pierwszym dniu przez jakieś pół godziny mi relacjonował jak ocenia seminarium, Guana i jego uczniów i była to dobra ocena. Nie wchodząc w szczegóły (na pewno organizator czy któryś z uczestników jakąś recenzję skrobnie i opublikuje) Guan jest dobry, umie uczyć, ma dobrych uczniów, Włochów, którzy dużo z jego kung-fu wchłonęli i są jakoby pozbawieni typowych maobingów niechińskich uczniów chińskich nauczycieli – znaczy się są rozluźnieni (dobrze niektórym znane fangsong) wyćwiczeni oraz jakby skupieni na tym, co trzeba, znaczy się na treningu wedle wskazówek, bez przekombinowywania, dodawania, i zbędnej rozkminki. Dobri.

To nie z seminarium, ale -proszę bardzo- Anatra Mandarina 😉 w wykonaniu Fulvio, który pomagał Mistrzowi prowadzić seminarium na Sadybie. Tak, organizatorami byli Modliszkowcy od Sławka Milczarka. Bardzo fajnie, że je zorganizowali w formie otwartej dla każdego. Samo Tongbei, które było podstawą warsztatów, mniej mnie interesuje niż Yuanyang quan (btw mimo pewnych znamion ma bliżej do Zhaquan czy Huaquan niż do Chuojiao) ale może jednak coś tam przemycili? Adaś? Aśka? Było coś? Choćby osamotniona mandarynka? 🙂

Ngondeg

Arsenał jak u Mistrza

Z tą różnicą, że niestety Hong Zhitian nie ma w zbiorach ani jednego łuku..

Prowadzący wywiad jest trochę drażniący,  natomiast Peter Dekker wydaje się być w porządku. Myślę, że dadao, które demonstruje w okolicach 4:40 można spokojnie zaliczyć do „naszych” shuangshoudaiów. Ten, który oglądaliśmy z Adasiem w Xicheng Qu wydawał się mieć podobne rozmiary. Egzemplarz z filmiku ma wg P.D. 86.8cm długości, w tym głownię o dł. 53.9cm i waży 1240 g. Ciekawy jestem, co by Hong powiedział na pomysł, że kształt ssd wynika z tego, iż projektowany był z myślą o chłopach, którzy przywykli do prac polowych 🙂 Z drugiej strony cholera wie. Chorągwiani też przecież na roli robili.

Jak ktoś się interesuje łucznictwem, to warto wejść na stronkę Petera poświęconą łucznictwu mandżurskiemu:

FE DORO

Jest tam m.in. bardzo ciekawy wywiad z ostatnią mandżurską łuczniczką – Tong Peiyun, córką znanego zapaśnika i ogólnie mistrza tcsw, Tong Zhongyi.

Ngondeg

brudne wierszyki „quange” i temu podobne zwyczaje z szatni rodem

Ostatnio ukułem pół żartem pół serio taki obrzydliwy wierszyk, który ma odstraszać przed błędnym wykonywaniem (głównie przeze mnie samego) rąbnięć piza.. Taki naprawdę bardzo brzydki, że nie da rady go tu przytoczyć.. 😉 Adaś z Aśką się trochę śmieli, trochę zdziwili, ale myślę, że taka forma nie jest totalnie od czapy i coś podobnego mogłoby jak najbardziej powstać w szkole kung-fu – zwłaszcza w południowym kwoonie, bo mam wrażenie, że szkoły na północy miały trochę inny charakter, że społeczność uczniów mniej zżyta była. No więc niby tam wszystko takie zbożne w tych quanpu i w ogóle, ale to jest przecież język pisany, dość formalny, i nie wejdą doń żadne gorszące wulgaryzmy. Co innego przekaz ustny i codzienne życie szkoły. Na potwierdzenie swoich przypuszczeń mogę przytoczyć jeden przykład z pamięci. Przed laty wyczytałem na pewnej stronce o wuzuquan (fujiański styl)  ćwiczonym na Filipinach przez tamtejszych Chińczyków, że mieli oni w zwyczaju raz w tygodniu robić sobie zawody na tzw ‚latające nożyce” – ich markową technikę (taką jak mają w viet vo dao). Nie wiem czy skakali na sucho, czy na jakąś tyczkę, czy na manekina.

img001

prawy górny róg

W każdym razie ten z uczniów, który w konkursie skoczył najniżej, przez cały tydzień nosił mało zaszczytny tytuł c’eo jibai (czy jakoś podobnie), co znaczy „śmierdząca pi…a”, aż do następnych zawodów, kiedy miał szansę się zrehabilitować. Mam nadzieję, że dziewczynom nie pozwalali przegrywać.. Jak również, że to wszystko mi się nie przyśniło. 😀

nozyce

można też na tułów lub głowę

Najlepsze zaś, że mieliśmy z Adasiem na to (na same nożyce – bez konkursów!) fazę przez krótki czas na ‚obozie’ w Skowieszynku, wieki temu..

jinjianmoże to nie Filipiny w latach ’60 ale 9 lat to też niemało..

Nie wiem, co u nas można by wprowadzić takiego do życia szkoły, żeby je ożywić nieco i wprowadzić odrobinę ducha współzawodnictwa. Wyścig „łodzi na lądzie” był dobrym pomysłem, ale brak w nim typowej dla chuojiao techniki.. Może więc wyścig mandarynek. Startuje się w szeregu i kto pierwszy do ściany. Kto ostatni ten.. Żeby uniknąć brzydkiego języka, można by uciec w pożyczkę. Kolega z Teneryfy mówił, że tam funkcjonuje zawołanie ultimo maricon! – ostatni.. o, a Kubańczycy, moi sąsiedzi z akademika w Chinach, mówili że w Czile maricon znaczy po prostu leniwego gościa.. 😛

Ngondeg

P.S.

Jak szukałem ilustracji tej techniki nożyc i wpisywałem w wyszukiwarkę po chińsku „złote nożyce nożne wuzuquan” albo „latające nożyce wuzuquan”, wyskakiwały mi tony Chinek z nogami po szyję, a gości z wuzu jak na lekarstwo.. 🙂

to już 25 lat..

Nie chce być inaczej, kurde balans, i mnie to przeraża lekko..

15 i 16 kwietnia 1989 r. odbyły się w Słupsku ogólnopolskie zawody kung-fu (jedne z pierwszych w Polsce). Moje drugie (i ostatnie) po tych na warszawskim Orle, nieco wcześniej, btw..

Słupsk 89

ceremonia rozpoczęcia zawodów

Przyznam szczerze, że materiał, z którego skompilowałem poniższy klip dostałem od Darka Muraszko już rok temu, ale specjalnie czekałem na tę okrągłą rocznicę. Jest jaki jest. Mógłby być znacznie lepszy, ale przecież miałem tylko rok na przygotowanie.. :] Nie ma na nim wielu uczestników, w tym pewnie i z miejsc medalowych, ale córka mówi, że i w tej formie klip zaczyna usypiać mniej więcej w połowie.. 😉

Enjoy! Jedyne, co zostawiłem w całości, to set-sparring Darka ( 蚂蚁师父 ;p) z jego ówczesnym nauczycielem, jako najmilszy dla oka i to nawet teraz, po tylu latach..

Patrząc na siebie zżymam się i skręcam, a pewnie i inni, którzy na klipie się znaleźli też by mnóstwo pozmieniali, gdyby mogli, ALE tak wtedy wyglądało nasze polskie kung-fu. Takie były początki. Może nie zamierzchłe już w ’89, ale jednak. Zresztą nie było tak źle, a tak w ogóle parkiet był Q-Re-wsko śliski. 😉

Nie ma tam też -jak widać- walk, którymi w ogóle nie dysponowałem, a z których można by zapewne zrobić osobną mini kompilację. Mam tylko jedną fotkę od Darka, ale za to z samym 空两个字 Sifu Piechotką! Jakby było tego mało, to z Sifu Piechotką, który akurat zalicza strzała, co często mu się przecież nie zdarza. Mam nadzieję, że się w swej wielkodusznej sifuteczności nie obrazi na mnie za to. Ostatecznie to już historia. 🙂

DSCN2549

M.P. i któryś z uczniów Hu-Lung Pai

Marek zresztą wygrał te zawody, w swojej kategorii wagowej. 😀

Jeszcze raz dzięki, Darek, za udostępnienie materiałów!

Ngondeg

P.S.

w 2012, jak pojechaliśmy z mistrzem i Markiem (Klajdą tym razem) na seminarium do Słupska, to miałem okazję przejeżdżać obok tej hali.. ehh..

Chuojiao, bapanzhang i inne – reportaż chińskiej TV

Trafiłem na to na japońskiej stronce o chuojiao.

Materiał jest z 2010 roku i jest zbiorem 4 mini reportaży CCTV.  Od razu zaznaczam, że pierwsza część jest z naszego punktu widzenia najmniej ciekawa, bo opowiada historię miłości pomiędzy strzelcami olimpijskimi (płci odmiennej – spokojnie), więc jak już otworzycie okno z filmem, zaczynajcie oglądać od 16 minuty. Pozostałe 3 części opiszę poniżej.

cctv_odnosnik

CCTV „Tiyu Renjian”

1. Guo Yuejin – maniak kung-fu

O gościu, który ma bzika na punkcie ćwiczenia kung-fu. Bezstylowiec. Opracowuje własne ćwiczenia i przyrządy treningowe. Typ pozytywnego czuba. Jego żona twierdzi, że prędzej rzuci ją niż trening i że „jest głupi [generalnie] ale jeśli chodzi o trening jest baardzo mądry”, więc mam nadzieję, że ją rzuci. 😉 Aha, facet jest z Xiongxian w Hebei (jakieś 50km na płd od Gu’anu)

2. Bapanzhang z Renqiu w Hebei.

Bapanzhang, to taki baguowaty styl. Yinyang bapanzhang, dokładnie. Fajne zdjęcia z treningów. Zarąbiste przyrządy. M.in. wbieganie na stromą dechę. Pamiętacie Falenicę 2007? Li Yue, kilkunastoletnia dziewczyna, przyszła księgowa,  fajnie to ćwiczy i z jajem. Jest nawet pokazany mini sparing na leitai. Naprawdę kul. Renqiu jest jakieś 100km na południe od Gu’anu (Adaś, obie ciocie tam mieszkają ;))

3. Chuojiao z Lixian

To i ten klip z Cui Linshengiem, który  wrzucałem parę tygodni temu, to części jednego (być może jeszcze obszerniejszego materiału). Jest parę fajnych ujęć. Trochę form, parę zastosowań w wykonaniu starszego pokolenia. Niezłe. Dużo narzekania na brak chętnych do nauki. Jedna pani (przekul zresztą) mówi, że najpierw brała pieniądze za naukę, potem mniej, potem wcale, a dalej w zasadzie nikt się nie chce chuojiao uczyć. Ta druga, trochę młodsza, jest niby mocno zaangażowana w wyciągnięcie jak najwięcej od odchodzących mistrzów dla następnych pokoleń. Trochę nawiedzona, ale ćwiczy dobrze. 🙂 Lixian, to powiat w Hebei i kolebka (również naszego) chuojiao.

Może postaram się zgrać ten materiał, przyciąć odpowiednio i wrzucić na YT, żeby kiedyś w jakiejś zawierusze cyfrowej nie zaginął.. [AKTUALIZACJA 23-01-2014] Tak też zrobiłem. Będzie łatwiej oglądać:

Ngondeg