Prionailurus bengalensis chinensis faciem lavat

czyli 狸猫洗脸 / limao xilian – ruch z form wszystkich w zasadzie a występujący w kupie innych technik, ruchów i kombinacji. Bo jak się przyjrzeć, to faktycznie te ciasne zagarnięcia przedramionami do środka przypominają kotka myjącego twarz (pyszczek?) Nie zwykłego kotka, a kotka bengalskiego :] Podoba mi się, że jest bad ass i nie bawi się z ofiarami, jak  inne koty. Aż dziw, że nie ukuto jakiegoś kungfiarskiego, bardzo wojowniczego powiedzenia, jak, nie wiem, gdy kotek bengalski pyszczek myje, ze krwi ocierać będą wrogi swoje świńskie ryje (oczywiście wenyanem😉 Wczoraj chwilę dłuższą staraliśmy się poprzekładać tę technikę do form bardziej ożywionych z naciskiem, na owo „ciasne” będące słowem kluczowym –> gdy kotek bengalski głaszcze pyszczek ciasno, żebra mu nie trzasną ;] Dobra, filmik jest. Naturalnie, robiliśmy też inne rzeczy.

Tak w ogóle, to ja tu o kotach, a to był nasz ostatni trening w Roku Koguta, przed nadchodzącym Rokiem Psa. W czwartek sala zajęta, jakby tam mieli zamiar oglądać chińską galę noworoczną 😉

Ngondeg

Reklamy

chłopcy z maczetami

Wychodząc z założenia, że -za przeproszeniem- artysta wojenny ma być 兼资文武  jian zi wen wuczyli tyle biegły w kopaniu w tyłki co i oczytany (powtarzam się zapewne) kupiłem sobie prawdziwą papierową kniżkę o okresie w historii Chin, o którym mało w sumie wiem, czyli tym najbliższym..

Tym chętniej, że kosztowała tylko 9.50 ;] Otworzyłem na chybił trafił i proszę: chłopcy z maczetami.. 🙂

Shuangshoudai/dahuandao, liuye dao (lub niuwei dao – ciężko powiedzieć) i dadao. Fajna fotka, ale ta nazwa.. Mamy już Stowarzyszenie powołane pod szczytnym szyldem od ładnych paru lat, ale aż się prosi jakąś podgrupę, dziarski sub-unit (jak nie przymierzając w zespołach k-pop:) do życia powołać ;]

Na marginesie, a propos dzisiejszego treningu, proszono mnie o przypomnienie Sifu Klajdzie tą drogą o pilnowanie właściwego ubioru kobiet biorących udział w zajęciach. Dress code Wenjia jiaoyu shu jest następujący:

 

Rozumiecie towarzyszu, chłopcy z maczetami stają się niespokojni ;p

Ngondeg

ostatni byli pierwszymi!

:]

W tym przynajmniej znaczeniu, że ci o najniższej frekwencji w roku 2017 stanowili 100% zgromadzonych na inauguracji sezonu 2018. Życie.. znaczy się zyczek!

Jarozwierz z Fotuo

Spotkaliśmy się na Skrze i.. nawet rozmawialiśmy trochę o chuojiao ;>

Niebem przepłynął klucz -kurde balans- żurawii chyba, albo co najmniej gęsi, bo wielkie i głośne, po czym zawinęliśmy się bez rozpakowywania sprzętu na Szczęśliwice, postrzelać 🙂

Li Gong (李塨)

Przypominam – Li Gong, wyjelki myśliciel i artysta wojenny, który spłodził <<Xue She>> („Ło nałce szczelania”) mieszkał w tej samej wsi, w tym samym zaułku, co 100 lat później Wu Binlou – nasz Shitai!

Łukasz po raz pierwszy strzelał z zekiera, a Jaro po raz pierwszy z łuku w ogóle. Bardzo fajnie było 🙂 Po strzelaniu chcieliśmy odświeżyć wspomnienia i napić się piwa w tym samym pubie, w którym je już raz piliśmy 12 lat temu (!!!) po kungfiarskim zlocie Budo, ale było zamknięte.. Cóż, nie pozostało nam nic innego jak przejść kawałek dalej, do chińskiej knajpy :]

wołowina na ostro – Jaro wsunął w całości

wege kociołek „mala”

makarao

ten sam makarao w wersji na bloga kulinarnego 😉

damn! zapomniałbym o congyoubing!!

Nie ma tego złego.. Tak w ogóle, jeśliby Sifu Klajda, czy inni znani polscy Sifu, doświadczyli wczoraj wielokrotnych napadów kaszlu, to byliśmy my ;> Jeszcze raz chciałem podziękować wszystkim przybyłym na pierwszy w Nowym Roku trening ;p

Ngondeg

Franciszek z Asyżu, gwiazdka z anyżu, bufa w jodełki, KO figielki..

[na melodię Dzisiaj w Betlejem] btw, KO nie tyle figlował, co udzielił powłoki cielesnej ciału astralnemu Ryśka, bo walnął życzenia-mini przemowę o wielkiej doniosłości, ale ta świętokradcza klamra kolędowa mi się podoba :}

Fajnie było na tym wigilijnym treningu 🙂

 

OK, zatem Wesołych, Wszystkiego Dobrego i do zobaczenia tuż po Nowym Roku!

 

🙂

Ngondeg

od KO się zaczyna i na KO kończy

Łuki, gumy, figury lotnicze, piłeczki pingpongowe (bez Tajek) oraz trochę tai chi :]

Pomiędzy packami a mini pokazem KO były formy, ale zdecydowałem się ich nie wrzucać do reszty relacji, bo to prawdziwe Zen.. :>

Tak, Sifu Klajda wyjechał :]

Ngondeg

Głowa Tygrysa Ogon Kaczki Mandarynki

Trochę się zdziwiłem wchodząc na salę, bo zobaczyłem „nowego” ale ten nowy jakąś dziwnie znajomą twarz miał.. Okazuje się, że to Tomek z Koszalina, którego poznaliśmy z Markiem podczas seminariów Mistrza w Słupsku, w szkole Darka Muraszko! :] I to już drugi raz czy trzeci przyszedł na trening, a nikt mi nie doniósł..

Obowiązki rzuciły, czy raczej rzucają go teraz regularnie w nasze strony, więc ma okazję trochę się od Marka nauczyć. Tylko nie jest łatwo, bo od seminariów upłynęło już parę lat, a te shenfy – południowa i północna – nie do końca się  lubią.. ale wojna, jakoś trzeba to przebrnąć 😉

Znaczek koszalińskiego Hulong Pai na piersi jest widoczny, więc nie wypada się poddawać tak od razu, Tomek ;]

Ngondeg

jibengong to nie rozgrzewka

Rozumiem, że jak się coś robi codziennie (he, he, dobra, co trening) to może to się stać rutyną w złym tego słowa znaczeniu. Na treningu z reguły ćwiczenia podstawowe są na początku i ci, którzy ćwiczą dłużej, najczęściej traktują je jako rozgrzewkę, przejście, stały fragment treningu, który trzeba odfajkować, żeby zacząć robić te „fajniejsze rzeczy”. But it’s bull.. Ja wiem, że każdy kto trenuje te 5, 10, 15 lat to „doskonale” wie, czemu te ćwiczenia służą, co w sobie kryją i takie tam. Jedno, drugie, trzecie dno i że można je robić tak, siak i srak, ale najczęściej jednak, gdy przychodzi do ich wykonania, robi je po prostu nonszalancko, bez dbałości o szczegół, za to z dużą dozą pewności siebie. Sama nazwa wskazuje, że nie są to rzeczy super skomplikowane, ALE każda z nich posiada zestaw wymagań, albo yaoqiu, jak ktoś woli, których jeśli nie spełniasz, nie robisz tego ćwiczenia dobrze – koniec, kropka. Nie „zdałeś”. To, że robisz je tysiąc pięćset drugi raz nie ma żadnego znaczenia. Najlepsze, że nawet z nauczycielem przed nosem, który robi taki wzorzec, że tylko kopiować (przypominam xue znaczy zarówno uczyć się jak i naśladować) typowy polski chuojiaofandzysta odpindala swoją własną manianę jakby miał zmatowione szkła kontaktowe i nic ale to nic nie jest w stanie go naprowadzić na właściwy tor na dłużej niż te kilkadziesiąt sekund, gdy akurat jest poprawiany przez Shifu. W 82,3% przypadków nie jest to wynik ograniczenia fizycznego. No i sam nie jestem od tej choroby wolny, tylko strzelanie z łuku uwrażliwiło mi autokorektę i dało głębszy wgląd w to co robię i chcę osiągnąć, a stojąc z boku, pod drabinkami łatwiej mi obserwować co się dzieje na sali i potem wk..iać kolegów :]] Tu klip z Pekinu, na którym Mistrz poprawia uczniom kopnięcie krzyżowe, shizi tui. Można popatrzeć i posłuchać jak ich koryguje i.. nie, to nie jest czepianie się, choć czasem bywa złośliwy 😉

Nie chodzi o to, by kopnąć jak najwyżej. Chodzi o to by kopnąć do ucha, do nosa, ewentualnie do brody, co nota bene jest najtrudniejszą z wersji. Kopnięcie jest szybkie w fazie wznoszącej, ale również w fazie opadającej. Noga opada szybko, ale nie byle gdzie. Masz się nie garbić. No i naturalnie to, że tu wymagania są takie a nie inne, nie oznacza automatycznie, że można je bezkrytycznie przenieść na inne ćwiczenia. No może, jak się ma trochę doświadczenia, to można. Najlepiej SŁUCHAĆ (nie przepuszczać przez uszy) wskazówek nauczyciela i wracać do nich 🙂

Ngondeg

z Maleike i bez

Spełniłem swój obowiązek dziennikarski nagrywając „materiały” na dwóch ostatnich treningach. We wtorek były regularne zajęcia z Markiem..

..a w czwartek już nie przyszedł, bo go w środę na cmentarzu przewiało. Yijinjing yijinjingiem, a wicher wichrem ;]

Poćwiczyliśmy, jak zwykle w takiej sytuacji, z większą dozą pacek i jakimiś mniej lub bardziej trafionymi eksperymentami czy zabawami, których nie wiedzieć czemu tym razem nie utrwaliłem :] Szkoda, bo była to implementacja rozwiązań postępowej pani od wuefu z jakiejś chińskiej podstawówki, którą obejrzałem niedawno leżąc na hotelowym wyrku.

Coś takiego, tylko nie pompowali za przegraną.. Jak mogłem o tym nie pomyśleć -_- Dobra, następnym razem będzie z pompką z przyklaskiem za dupą 😉

Ngondeg

Móżdżek Tofu, 8 skarbów i 1 skarbnik – Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia 2017

Sztuka życia polega na zmienianiu obowiązków w przyjemności, zatem zamiast podpisywać papierzyska byle gdzie, towarzystwo spotkało się w (niedawno chyba) przemianowanej chińskiej knajpie przy Pl. Unii (pasuje nawet:)

Byłem pierwszy i jak tylko wszedłem natknąłem się na Tybetańską Xiężniczkę Gienię, która w krótkich żołnierskich słowach powiedziała mi, co dobre, co nie. Wytyczne od Sifu Klajdy brzmiały: „ma być móżdżek tofu, co do reszty masz wolną rękę”, więc wysłuchałem Gienii. Poza tym okazało się, że knajpa ma bardzo miłą szefową i pomocnicę, więc ustalenie menu było tyleż sprawne, co przyjemne ;]

yep 🙂

Marek po powrocie z Chin tak się nakręcił, że skombinował Bóg-wie-skąd potrzebne składniki do robienia doufu nao i teraz próbuje w domu. Niby proste, ale nie aż tak, jak by się mogło zdawać. W każdym razie prawił uczenie i demonstrował – dla większości to był pierwszy móżdżek w życiu ;]

relatório fotográfico

mój móżdżek

baranina z placuszkami-kieszonkami

Marek szuka klipu z Mistrzem..

..znalazł 🙂

KO jako KO

KO jako Skarbnik

sigua

zapomniałem jak się nazywa.. jedzą na południu Chin 😉

KO pod wpływem Tieguanyin 😉

zero szacunku dla tysięcy lat kultury chińskiej.. ;p

Wszystko zostało przedstawione, rozliczone, ustalone i uchwalone. Nawet mamy trochę kasy i będziemy zapraszać Mistrza w przyszłym roku 🙂

Ngondeg

Reklamy