jeszcze na dokładkę

Bo na poprzednim treningu wiatr wywiał ducha z Sifu Klajdy 😉

:]

Ngondeg

Pierwsze pola oranie

Wiatr, śnieg, zapierający dech w piersiach zachód słońca, pełnia księżyca, pani z harpunem  – co tylko chciałeś, to wczoraj na Polu Mokotowskim było :]

Po więcej osobistych wynurzeń na temat inauguracji sezonu odsyłam do artykułu KO, ja od siebie napiszę tylko, że pozycje mogliby panowie szlachta ciut obniżyć :>

Ngondeg

od 9 maja trenujemy na Polach

Tak, wiem, że to niepoprawna forma ;]

Będziemy ćwiczyć dalej we wtorki i piątki, na starym miejscu, czyli na polanie pomiędzy Fińską a Leszową, od 18:15 do zachodu słońca (przynajmniej początkowo;)

28, w ostatni piątek, jeszcze jeden ostatni raz w tym sezonie skorzystaliśmy z dobrodziejstw sali. Co by nie mówić – przydaje się. Sprawdziłem właśnie, że w 2012 r. 28 kwietnia odnotowano rekordową w Polsce (Słubice) temperaturę w kwietniu, czyli +31,6°C.. To zupełnie inny kwiecień.. :p Byłoby bardzo słabo, gdyby w maju mielibyśmy zacząć od przekładania treningu 😉

Ngondeg

Jajo Pangu

Proszę jaką piękną pisankę podesłał dziś wraz z życzeniami Sifu Muraszko 🙂

Wykonana przez p. Michała – sympatyka szkoły. W duchu ekumenizmu można by połączyć Wielkanoc ze Świętem Jarego Zboża (nie mylić z Jaorozwierzem;) i Wykluciem Pangu z Kosmicznego Jaja ;p

Wesołych!

Ngondeg

ponoć wiosna

Bez sali byłoby jednak ciężko 🙂

To ile jeszcze? Miesiąc, dwa i wracamy na Pola. Kolejna faza ma się ku końcowi.

Ngondeg

shuangshoudai jak się patrzy

I to w hunggarowym przybytku – muzeum Wong Fei Hunga za murami Zumiao w Foshanie 🙂

Wchodzi się bramą, którą widać w tle, skręca w lewo i jest się na wprost z muzeum Yip Mana, natomiast kawałek dalej znajduje się zespół budynków poświęconych WFH.

Pamiątek jest w sumie niewiele. Tyle co jakieś stare fotki (chyba nawet dalej wisi fotografia syna Wong Fei Hunga jako sam Wong Fei Hung) książki, gazety, zdjęcia aktorów często grających rolę Wonga i postaci towarzyszących, jakiś manekin, maska do tańca lwa i trochę starej broni. Przy wyjściu panie sprzedają cudowne olejki na stłuczenia, skręcenia i przeziębienie firmowane imieniem i nazwiskiem samego mistrza – naturalnie kupiliśmy 🙂

A tu, w jednej z sal, proszę.. To już nie rękojeść, a drzewce, więc nie żadne zwykłe dadao. Nie dłuższe niż głownia na oko, więc też nie pudao.. Jak nic spełnia wymogi shuangshoudai! To że garda nie jest esowatym jelcem mniej mnie interesuje. To że jest spora, pi razy drzwi 130cm (a to stara broń więc i ludzie ogólnie mniejsi, w dodatku na południu Chin) cóż, może dla tęgiego chłopa robiona. A może było to pudao, ale się złamało drzewce i skrócili trochę? Nie wiem. Tajemnicą to zostanie. Opisu brak. Fotki, którymi zaklejono bardzo inteligentnie gablotę przedstawiają inną broń w użyciu.

Aż dziwi, bo cały kompleks Zumiao jest odstawiony naprawdę elegancko, a tu taka maniana.. Co tam, dla mnie to shuangshoudai i powinno się tym dobrze ćwiczyć 🙂 I to było najbliżej chuojiao, jak się nam udało podczas tej wyprawy dotrzeć. Inna rzecz, że się nie staraliśmy specjalnie ;]

Ngondeg

świątynka albo winda

Znany w kręgach qigong i jubilerskich Sifu Janusz zawyrokował podczas ostatniej kantońskiej ekspedycji, że -mimo iż biodro mnie trzyma za mordę – zawsze będę umiał poradzić sobie w windzie – cóż za pozytywny człowiek 🙂 

KO z Danusią

Teraz (jak ktoś może wie) znów jestem w Wiecznie Kwitnącym Mieście, ale już z innym Sifu i jego konglianggezi Towarzyszką i już w pierwszej napotkanej świątynce znaleźliśmy warunki do zrobienia sobie fotki, która od biedy ujdzie za chuojiao 😉

Więc ten, no.. cieszta oczy ;]

Na wszelki wypadek wybraliśmy mandarynkowy motyw za tło, gdyby nasze pozy nie były dość przekonywujące ;]

Btw, świątynki dobri 🙂

Ngondeg

The Italian Connection

Marco pierwszy dał cynk i pierwszy dał fotkę – Salve! 🙂

Do Polski przyjechał bowiem Guan Tieyun. Przyjechał poprowadzić seminarium Tongbei i.. szczerze mówiąc, mimo iż Marco pisał, że to również mistrz Yuanyang quan, to dopiero po jakimś czasie do mnie dotarło, że to ten sam, którego vcd o tym stylu mam [chyba] nawet jeszcze gdzieś w domu. Czas leci :]

ynmtms1mmtbimwy0ndhlmzy0yjg4zdq1ywy4mmjkytcwnjixn2jmzje2ntvjlxzfejfxmc9yule0wff3cuj5d3hmvmz1z1mwzgfwlys3qi9cu1lccjdxsfe9

klasyczne „heying”

Widać już, że na seminarium wybrali się AA oraz Cardio. Coś musi być w tym przysłowiu o butach, bo wygląda na tej fotce jak patriarcha linii ;] Kpię sobie troszkę z Cardia, ale on sam z siebie kpi, a ponadto jest tzw „seasoned martial artistem” i jego zdanie sobie cenię, a po pierwszym dniu przez jakieś pół godziny mi relacjonował jak ocenia seminarium, Guana i jego uczniów i była to dobra ocena. Nie wchodząc w szczegóły (na pewno organizator czy któryś z uczestników jakąś recenzję skrobnie i opublikuje) Guan jest dobry, umie uczyć, ma dobrych uczniów, Włochów, którzy dużo z jego kung-fu wchłonęli i są jakoby pozbawieni typowych maobingów niechińskich uczniów chińskich nauczycieli – znaczy się są rozluźnieni (dobrze niektórym znane fangsong) wyćwiczeni oraz jakby skupieni na tym, co trzeba, znaczy się na treningu wedle wskazówek, bez przekombinowywania, dodawania, i zbędnej rozkminki. Dobri.

To nie z seminarium, ale -proszę bardzo- Anatra Mandarina 😉 w wykonaniu Fulvio, który pomagał Mistrzowi prowadzić seminarium na Sadybie. Tak, organizatorami byli Modliszkowcy od Sławka Milczarka. Bardzo fajnie, że je zorganizowali w formie otwartej dla każdego. Samo Tongbei, które było podstawą warsztatów, mniej mnie interesuje niż Yuanyang quan (btw mimo pewnych znamion ma bliżej do Zhaquan czy Huaquan niż do Chuojiao) ale może jednak coś tam przemycili? Adaś? Aśka? Było coś? Choćby osamotniona mandarynka? 🙂

Ngondeg

Polała się krew, KO ino uniósł brew..

Przerwę feryjną mamy w treningach grupowych, a na ostatnim przed przerwą nie było już Marka (składał kiedyś jakiś wniosek urlopowy?) więc przyniosłem packi i gumy, urozmaicić szarą rutynę warszawskiego chuojiaowca, żeby nie musiał tylko zgarbiony i pochylony zawijać kością ogonową w prawo i lewo, ale też z raz czy dwa jaką obrotówkę w packę przyfasolił lub się z gumą posiłował – it’s fun and has worked well before 😉

ynmtms05nwq4mgzhzwyyzjcym2e4otc2otu3nmvmowfintjmzdljymywzwiylw5kkzdrbgoyntfxz0o2ufhkqkfat2izavvzvmtwdnfnrlnlbwjvajhrqta9Nie tym razem :] KO w szale packowania rzucił się do przodu (a był związany plecy-w-plecy gumą z Adasiem) z kopnięciem „w torbę” i.. coś trzasło pod kolanem.. Kurcze takich wybroczyn nie widziałem od czasu zderzenia goleniem z Adasiem (on pechowy jest:) całe lata temu. KO zdrowieje szybko i nie chodzi już do sklepu po bułki o bokkenie 😉 Niestety nie mam nagranego ćwiczenia, podczas którego to się stało, ale gumy używaliśmy podobnie jak ledwie dwa, trzy treningi wcześniej, z tym że wtedy byli uwiązani do konstrukcji stalowej :]

To dobra guma – lubię ją 🙂

BTW, młody chłopak z filmiku, to Igor – syn naszego Ryśka 🙂 Trening sprawia mu radość i szybko chwyta, co mu się tłumaczy, więc jakby się tylko przyłożył -znaczy się w domu więcej potrenował, to mogliby być z niego ludzie w chuojiaowym tego słowa znaczeniu. Nauczony doświadczeniem nie robię sobie wielkich nadziei, ale może..

Ngondeg