do kina marsz!

Niedawno zacząłem sobie w wolnych chwilach tłumaczyć wywiad z Hong Zhitianem z chińskiej edycji magazynu „Life” [wiem, mam około dwuletnie opóźnienie:] i prawie na samym początku pada tam takie zdanie:

„Chcesz zrobić małe doświadczenie? Chodź, stań w tej waszej pozycji klepsydry z Wing Tsun, zobaczymy jak bardzo jest stabilna.” Mistrz Hong mówi rozochocony. Widać, że ma przypływ dobrego humoru. Z tymi swoimi siedmioma krzyżykami na karku, gardłowym, chropowatym głosem przypomina bardzo Shan Tianfanga.”

Taki mały teaser 😉  Jednak skupię się tu na rzeczy drugorzędnej, czyli na tym porównaniu. Kto to jest Shan Tianfang? Kliknijcie. Czy ja wiem.. głos ma trochę zniszczony owszem, ale poza tym? No właśnie, a w ostatnią sobotę w CKK puścili Zombie Express i żeśmy sobie poszli w składzie 3A, bo koreańskie filmy ogólnie dobre są, jako i ten zresztą, ale dodatkowo czekał nas jeszcze bonus.. Bikooooozzzzzzz:

..grał w nim Ma Dong-seok :> Cóż, Mandżurowie musieli się w tej Korei na chwilę zatrzymać ;] Żeby to tylko podobny był.. Frikkin! Hong, znaczy się Ma, napierdziela w tym filmie piąchami z pół pociągu zombiaków z małymi tylko przerwami na odpoczynek po każdym wagonie. Niech mi no kto tera, kurka, powie, że czytanie cech ludzkich z twarzy, to niepoparta dowodami pseudonauka!

Mógłby tylko po tych 10 latach znajomości powiedzieć, że ten yijinjing, to ściema, a liczy się siłka i dobra taśma pakowa 😉

Ngondeg

P.S.

Tak, w Zombie Express zagrała sama konglianggezi So-Hee z oryginalnego składu Wonder Girls. Prawdziwa mistrzyni.. 🙂

Reklamy

Drang nach Packen ;)

Trening prosty, a wydajny. Wierzę w tłuczenie w packi :]

A w drodze powrotnej przechodziłem przez Skrę..

..stare czasy się przypominają 🙂

Ngondeg

po treningu spad na bambus

Jest ładnie, staram się zatem przychodzić, brać trochę wskazówek od Sifu Klajdy na moje obecne potrzeby i relacjonować dla potomności ;]

Jak widać Marek tak bardzo się (chyba nieświadomie) upodabnia do Honga (to termin najbardziej honoryfikatywny) że aż po trenigu poszliśmy na alkohol do Van Binh przy Bitwy ;]

od lewej: żeńszeniówka, owocówka, bambusówka

Golneliśmy owocówki, która smakuje mocno korzennie, oraz bambusówki. 40%, na wódce, nie spirycie, całkiem ok. W ogóle lokal ma potencjał na letnie zgromadzenia walne Stowarzyszenia. Żeńszeniówkę zostawiłem na wypad z KO – będzie w sam raz na wzmocnienie nadwerężonego zdrowia 🙂

Ngondeg

jeszcze na dokładkę

Bo na poprzednim treningu wiatr wywiał ducha z Sifu Klajdy 😉

:]

Ngondeg

Pierwsze pola oranie

Wiatr, śnieg, zapierający dech w piersiach zachód słońca, pełnia księżyca, pani z harpunem  – co tylko chciałeś, to wczoraj na Polu Mokotowskim było :]

Po więcej osobistych wynurzeń na temat inauguracji sezonu odsyłam do artykułu KO, ja od siebie napiszę tylko, że pozycje mogliby panowie szlachta ciut obniżyć :>

Ngondeg

od 9 maja trenujemy na Polach

Tak, wiem, że to niepoprawna forma ;]

Będziemy ćwiczyć dalej we wtorki i piątki, na starym miejscu, czyli na polanie pomiędzy Fińską a Leszową, od 18:15 do zachodu słońca (przynajmniej początkowo;)

28, w ostatni piątek, jeszcze jeden ostatni raz w tym sezonie skorzystaliśmy z dobrodziejstw sali. Co by nie mówić – przydaje się. Sprawdziłem właśnie, że w 2012 r. 28 kwietnia odnotowano rekordową w Polsce (Słubice) temperaturę w kwietniu, czyli +31,6°C.. To zupełnie inny kwiecień.. :p Byłoby bardzo słabo, gdyby w maju mielibyśmy zacząć od przekładania treningu 😉

Ngondeg

Jajo Pangu

Proszę jaką piękną pisankę podesłał dziś wraz z życzeniami Sifu Muraszko 🙂

Wykonana przez p. Michała – sympatyka szkoły. W duchu ekumenizmu można by połączyć Wielkanoc ze Świętem Jarego Zboża (nie mylić z Jaorozwierzem;) i Wykluciem Pangu z Kosmicznego Jaja ;p

Wesołych!

Ngondeg

ponoć wiosna

Bez sali byłoby jednak ciężko 🙂

To ile jeszcze? Miesiąc, dwa i wracamy na Pola. Kolejna faza ma się ku końcowi.

Ngondeg

shuangshoudai jak się patrzy

I to w hunggarowym przybytku – muzeum Wong Fei Hunga za murami Zumiao w Foshanie 🙂

Wchodzi się bramą, którą widać w tle, skręca w lewo i jest się na wprost z muzeum Yip Mana, natomiast kawałek dalej znajduje się zespół budynków poświęconych WFH.

Pamiątek jest w sumie niewiele. Tyle co jakieś stare fotki (chyba nawet dalej wisi fotografia syna Wong Fei Hunga jako sam Wong Fei Hung) książki, gazety, zdjęcia aktorów często grających rolę Wonga i postaci towarzyszących, jakiś manekin, maska do tańca lwa i trochę starej broni. Przy wyjściu panie sprzedają cudowne olejki na stłuczenia, skręcenia i przeziębienie firmowane imieniem i nazwiskiem samego mistrza – naturalnie kupiliśmy 🙂

A tu, w jednej z sal, proszę.. To już nie rękojeść, a drzewce, więc nie żadne zwykłe dadao. Nie dłuższe niż głownia na oko, więc też nie pudao.. Jak nic spełnia wymogi shuangshoudai! To że garda nie jest esowatym jelcem mniej mnie interesuje. To że jest spora, pi razy drzwi 130cm (a to stara broń więc i ludzie ogólnie mniejsi, w dodatku na południu Chin) cóż, może dla tęgiego chłopa robiona. A może było to pudao, ale się złamało drzewce i skrócili trochę? Nie wiem. Tajemnicą to zostanie. Opisu brak. Fotki, którymi zaklejono bardzo inteligentnie gablotę przedstawiają inną broń w użyciu.

Aż dziwi, bo cały kompleks Zumiao jest odstawiony naprawdę elegancko, a tu taka maniana.. Co tam, dla mnie to shuangshoudai i powinno się tym dobrze ćwiczyć 🙂 I to było najbliżej chuojiao, jak się nam udało podczas tej wyprawy dotrzeć. Inna rzecz, że się nie staraliśmy specjalnie ;]

Ngondeg