Posts Tagged ‘ Centrum Kultury Korei ’

do kina marsz!

Niedawno zacząłem sobie w wolnych chwilach tłumaczyć wywiad z Hong Zhitianem z chińskiej edycji magazynu „Life” [wiem, mam około dwuletnie opóźnienie:] i prawie na samym początku pada tam takie zdanie:

„Chcesz zrobić małe doświadczenie? Chodź, stań w tej waszej pozycji klepsydry z Wing Tsun, zobaczymy jak bardzo jest stabilna.” Mistrz Hong mówi rozochocony. Widać, że ma przypływ dobrego humoru. Z tymi swoimi siedmioma krzyżykami na karku, gardłowym, chropowatym głosem przypomina bardzo Shan Tianfanga.”

Taki mały teaser 😉  Jednak skupię się tu na rzeczy drugorzędnej, czyli na tym porównaniu. Kto to jest Shan Tianfang? Kliknijcie. Czy ja wiem.. głos ma trochę zniszczony owszem, ale poza tym? No właśnie, a w ostatnią sobotę w CKK puścili Zombie Express i żeśmy sobie poszli w składzie 3A, bo koreańskie filmy ogólnie dobre są, jako i ten zresztą, ale dodatkowo czekał nas jeszcze bonus.. Bikooooozzzzzzz:

..grał w nim Ma Dong-seok :> Cóż, Mandżurowie musieli się w tej Korei na chwilę zatrzymać ;] Żeby to tylko podobny był.. Frikkin! Hong, znaczy się Ma, napierdziela w tym filmie piąchami z pół pociągu zombiaków z małymi tylko przerwami na odpoczynek po każdym wagonie. Niech mi no kto tera, kurka, powie, że czytanie cech ludzkich z twarzy, to niepoparta dowodami pseudonauka!

Mógłby tylko po tych 10 latach znajomości powiedzieć, że ten yijinjing, to ściema, a liczy się siłka i dobra taśma pakowa 😉

Ngondeg

P.S.

Tak, w Zombie Express zagrała sama konglianggezi So-Hee z oryginalnego składu Wonder Girls. Prawdziwa mistrzyni.. 🙂

Reklamy

Nockao w CeKaKao

Ledwie co wróciłem do domu po odprowadzeniu Lefo na dworzec, a niemal od razu poleciałem spotkać się z Łukaszem, Aśką i Adasiem w Centrum Kultury Korei na Powiślu. Tyle co miałem czasu wziąć prysznic. Może jestem i pawian, ale na taką okazyję – pachnący. 😀

Powiśle

tuż przy CKK

Pogoda się popsuła na ostatnich 200m. Poczułem się jak w Chinach, bo i ciepło i wilgotno zarazem, tyle że podzielić przez pięć, więc całkiem komfortowo.

Cyrklowaliśmy na pokaz kaligrafii, ale był mały poślizg i -chcąc nie chcąc- załapaliśmy się (ja i Łukasz w każdym razie) na wykład ambasadora Korei Płd. I nie żałuję, bo ciekawie mówił. W dodatku dobrą angielszczyzną. Nie sprawiał też wrażenia odrabiającego pańszczyznę.

Hanguo Dashi

wykład ambasadora

 Może jakby lepsze nagłośnienie było.. ewentualnie jakby ludzie mniej gadali, byłoby jeszcze lepiej.. Sam jestem winien, bo szeptałem i mi pani Koreanka z obsługi zwróciła uwagę, z uśmiechem na ustach, żebym zszedł pół decybela niżej. 😉  Z wykładu ambasadora utkwił mi kawałek o admirale Yi Soon Sin.

Zaraz po ambasadorze  był oczekiwany przez nas pokaz kaligrafii.

1400349105665

Byung-oh

Fajne i mnich Byung-oh sprawiał wrażenie w porządku gościa. Zapowiadano, że po krótkiej przerwie będzie zapisywał ludziom ich imiona po koreańsku, więc poszliśmy sobie, odbierając ten rodzaj rozrywki za lekko jarmarczny. Teraz jednak dochodzę do wniosku, że głupi jestem, bo przecież mogłem poprosić o poprawne spisanie w hangul mego hanja imienia (może nawet z przedrostkiem pokoleniowym chuojiao) – co by przecież nie było wcale jarmarczne, a gaoji. Cóż, kto nie ma w głowie, ten ma w nogach.. 😉

Wyszliśmy zatem z CKK na jakiś czas, ale pozostając dalej w klimatach koreańskich (przyznaję się do winy) podjechaliśmy w górę, na al. Wyzwolenia obejrzeć wystawę Riny Yoon.

zwój

jedna z prac R.Y. w Aptece Sztuki

Riny Yoon co prawda nie było, ale prace (trochę ich mało) całkiem mi się podobały. Nie wiem do końca, co miały reprezentować, ale takie shunyan były – dobrze się  robiło na nie patrząc.

Fo kan kafeibei zhong de shijie

Kontemplation der Kunst

Łukasz tak naprawdę kontempluje wszechświat w filiżance espresso. Było za 5zł i całkiem smaczne, więc posiedzieliśmy trochę. Jak już zeżarliśmy gratisowe chrupki na stole, poszliśmy na pl. Konstytucji na jedno piwo.

piwo

shimei z shidimi :]

Pamiętam czasy, kiedy piwo kosztowało tam 5 zł, nie 8, ale wojna.. Pogadaliśmy, wypiliśmy, zapłaciliśmy i pojechaliśmy z powrotem na Powiśle coś zjeść i do CKK, na film.  W Centrum stawiliśmy się za 20 jedenasta, to i Aśka załapała się jeszcze na reprint obrazka ze sroką i tygrysem – rozumiem, że symbole szczęścia i odstraszające Złe. 🙂

Ashko

Joanna, sroka i tygrys

23:00 film się zaczął.. i tu naprawdę poczułem brak Baumana, który ostatecznie zdradził mnie i nie przyszedł. Przynajmniej mógłby mi umilić oglądanie anegdotami z życia w Berlinie wziętymi, bo tam się rozgrywała akcja filmu. Filmu drętwego jak ma lewa noga.

berlin

Żeby dużo nie pisać, to takie kino akcji o wojnie wywiadów (generalnie Korea Północna vs Korea Południowa – lekko propagandowo) o polocie późnych filmów z Seagalem, ale bez Seagala, więc się nawet pośmiać nie było z czego. Niemniej dowiedziałem się jednej ciekawej rzeczy z tego filmu (poza instrukcją – co robić gdy masz pistolet przystawiony do głowy), a mianowicie powodu, dla którego są imprezy kulturalne organizowane. Po to, by mieć bazę danych, bank twarzy, ludzi potencjalnie interesujących dla wywiadu. Wsypaliście się! Nia nia! Nawet chyba wiem, która odpowiada za prowadzenie przesłuchań. 😀 Żartuję. Było naprawdę miło, a obraz nastoletnich dziewczynek leżących na macie poprzytulanych do pluszowych misiów oglądających niekończącą się rzeź na ekranie na długo zostanie mi w pamięci. 😉

CKK dobri.

Ngondeg

Maja 17-go odchamisz siebie samego ;)

Na trzydzieści i jeden dni przed przyjazdem zwierzchnika pekińskiego chuojiao do Polski mam nadzieję wziąć Baumana do CKK w noc muzeów. Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy to co przygotowali będzie jakoś specjalnie ciekawe, ale pomyślałem, że skoro ma być koreański mistrz zen z Berlina, to jak go skonfrontuję z Baumanem, efekt może być tak piorunujący intelektualnie, że po budynku pełzać będą błękitne wyładowania.  Baumana mam zamiar skusić również tym, że mają wyświetlać film z Berlinem w nazwie. Mam też nadzieję, że Fotuo dołączy, by oświadczyć z góry mistrzowi Byung-oh, iże ten zen przecież, hi hi, nasz chiński jest. 😉

ROZPISKA CO O KTÓREJ

Tak z ciekawości patrzyłem, czy coś gdzieś tego dnia o Chinach będzie w W-wie, ale nic nie zauważyłem. Być może Chińczycy doszli do wniosku, że jak już nam wyhodowali ambasadora kultury chińskiej w postaci Bayer Full, to ich misja na cały XXI w. została ukończona. 😀

Niemniej, z poczucia obowiązku, i w duchu wręcz ekumenicznym, upstrzę ten szary wpis dwoma Koreankami i dwoma Chinkami w jednym zespole. Jako sinologiczną ciekawostkę podam, że jedna z pań Chinek – Fei -pochodzi  Hajnanu, czyli tam, gdzie dotarł kiedyś Michał Boym. Na jego miejscu olałbym Rzym, Mingów i został na wyspie.. 😉

Tak.. Wracając do nocy muzeów, to szkoda, że Stowarzyszenie się nie angażuje. Dom Marka spełnia w zasadzie wszystkie wymogi. Mógłby podeń podjeżdżać bezpośrednio Jelcz „ogórek” z pl. Defilad; Marek mógłby prowadzić wykłady o historii chuojiao czy coś, a jakbyśmy mieli na ekspozycji szablę Wei Zankuia, czy jakieś trofeum wojenne któregoś z wielkich naszej linii, to już w ogóle.. 😉

Dosyć pracy misyjnej na dziś.

Ngondeg

Było cymbalistów wielu..

ale między niemi

ni jednego co by śmiał zagrać

przy Hwang Semi

:]

Prawdę mówię, nie kłamię. Ale też i prawdą jest, że mnie ten typ muzyki nie wzrusza. Tzn nie chodzą mi ciary po plecach, ani nie unoszę się w przestworzach, gdy słucham.  Nie dla mnie pastelowe brzmienia marimby. Bębny koreańskie, na których Semi Hwang też grała -raz sama raz z akompaniamentem innych bębniarzy i przeszkadzajkarzy- to mimo iż „spiżowe”,  jednak brzmiały gdzieś tam po ich stronie sceny, nie po mojej. Noga mi nie chciała jakoś skakać.. Niemniej pani bardzo zręczna jest -na ile ocenić ją mogę- a przy tym bardzo sympatyczna i bezpośrednia. Nawet uprzedzała, że jeden bęben jest szczególnie głośny, więc co wrażliwsi mogą sobie pozatykać uszy. 🙂 Bardziej ją jeszcze polubiłem, jak przed zagraniem Arirang, takiej tradycyjnej pieśni koreańskiej, powiedziała, że dumna jest z tego, że może ją tu zagrać zwłaszcza że Korea wygrała spór sądowy z Chinami o prawa do utworu, jako swego dziedzictwa narodowego. Chińczycy zapewne ustąpili tu tylko po to, aby we własnym osobnym wniosku wnieść o uznanie Koreańczyków za wymysł Chińczyków sprzed 6 tysięcy lat..  Siedziałem więc cicho patrząc czy ktoś nie wstaje by wskazać palcem moją osobę i krzyknąć „a ten pan ćwiczy chińskie kung-fu!” Nawet ułożyłem w głowie plan obrony – mianowicie, że wykrzyknę wniebogłosy, że ja sam żyję pod okupacją chińską od 20 lat z okładem, więc o co, kuffa, chodzi? 😉 Serio jednak, to jestem dla nich (Hanguorenów) pełen podziwu, że się nie obcyndalają i sobie  nie dają w kaszę dmuchać, potrafią się upominać o swoje. Jakże bym chciał móc powiedzieć tak o naszym kraju. W warunkach polskich by taką Hwang Semi zakrzyczeli, że wymachuje szabelką i o ksenofobię oskarżyli (to znaczy o ile sama by nie wyczuła jak ma grać na tych cymbałach żeby być w łaskach). No, może jej akurat antysemityzm by było niezręcznie zarzucić. 😉

Tak więc mimo iż koncert sam w sobie z nóg mnie nie zwalił (sala biła brawa jak szalona i bisy były) to i tak zadowolony jestem, że poszedłem i że CKK organizuje takie darmowe imprezy dla ludzi. Dobrze dbają o wizerunek swego kraju. Co prawda już ich nie kocham po tym jak mi kazali wypełnić jakiś głupawy kwestionariusz ze skanem siatkówki oka, i ich olałem, ale dalej uważam, że robią dużo dobrego.

Ngondeg

P.S. fotek ani nagrań nie mam, bo mój gaoji Samsung nie bacząc na to, że ma przed sobą rodaczkę – divę instrumentów perkusyjnych, rozładował się do cna..

A i Arirang mi się najbardziej podobał muzycznie z całego repertuaru. Bez podlizywania się. 😛

 

Chu-Seok

Przybyliśmy. Zobaczyliśmy. Oddaliśmy walkę walkowerem. 😉 Ale po kolei..

chuseok_program

Program obchodów Chuseok w CKK był zawarty w 5 punktach. Na samym początku jednak, po nadaniu wszystkim uczestnikom numerków (było ok. 80 osób) i podzieleniu ich na 6-cio osobowe grupki (szóstka na jeden stolik) odbyła się krótka prezentacja w postaci filmiku, która swoją delikatną drętwością przypomina trochę chińskie materiały propagandowe, ba nawet taki jakby odpowiednik Dashana na tym klipie gadał, ale można się było trochę dowiedzieć o święcie, więc spoko. W dodatku pani prowadząca  (Polka ubrana w tradycyjny strój koreański) dodała też coś od siebie i dowiedziałem się m.in. że nazwa chuseok, to w sumie nazwa sino-koreańska i oznacza jesienną noc, czyli zapewne byłoby to qiuxiao [秋宵]. Od razu się bardziej swojsko człowiek poczuł. 😉 Dla wyjaśnienia trzeba zaznaczyć, że -nic nie ujmując Koreańczykom- ich język i zapewne cała kultura jest pod przemożnym wpływem chińskim. Wiele nazw jest pochodzenia chińskiego i nawet jeśli tych podobieństw nie widać od razu w zestawieniu z oficjalnym językiem ogólnochińskim (putonghua), to przy lekkim osłuchaniu choćby z dialektami z zachowanymi cechami archaicznymi, jak szanghajski, czy kantoński, te podobieństwa stają się uderzające. Ale nie będziemy też tak dłubać przy każdej nazwie. OK..

1. Songpyeon – pierożki/pyzy z nadzieniem robione i zżerane z okazji chuseok

Dostaliśmy składniki, czyli farsz w postaci sezamu z miodem, kasztanów zmielonych i jeszcze czegoś oraz ciasto z mąki ryżowej (ale nie tej kleistej, nuomifen). Wyszły dwie panie Koreanki i zrobiły krótki instruktaż lepienia songpyeon które nieodzownie przywodzą na myśl chińskie yuanxiao, które Chińczycy jedzą akurat w pierwszą pełnię po nowym roku (na zhongqiujie jedzą yuebing czyli ciasteczka księżycowe, ale zupełnie inne niż songpyeon).

20130919_172302

panie instruktorki

Kto chciał, mógł umyć łapy albo poprosić o foliową rękawiczkę, albo jedno i drugie i zabrać się do robienia swych własnych songpyeon. Te niżej są nasze..

20130919_174220

te z kulką to moje 🙂

A, no właśnie.. Tak jak yuanxiao są okrągłe, jak księżyc w pełni, tak songpyeony są odzwierciedleniem półksiężyca.. Nie za bardzo skąsałem o co z tym chodzi, zwłaszcza, że jest przesąd, że jak dziewczyna ulepi ładne songpyeon, to będzie miała w przyszłości ładną córkę, a jak nie, to.. nie.. więc wydawało by się, że ładne, to pełne, okrągłe itp.. A tu inaczej.. Co kraj, to obyczaj. Co by nie mówić, mamy instruktorek musiały lepić te swoje zgodnie z zasadami sztuki, więc może lepiej ich posłuchać. 😉

Wszyscy ulepili. Pracownicy centrum zabrali je do ugotowania na parze, a impreza przeszła do punktu numer dwa, czyli do..

2. Charye – ceremonia oddania czci przodkom

Odprawia się ją z okazji święta. Jak ktoś siedzi w chińskich sztukach walki, czy po prostu się Chinami interesuje, to nic to specjalnie oryginalnego nie jest. Ceremoniał, który został odegrany specjalnie dla nas nie jest w swej formie jedynym obowiązującym w Korei i różni się od domu do domu. Czyli jak w baishi.. 😉 Generalnie oddaje się cześć i składa ofiary z potraw i alkoholu bóstwu, które jest duchem protoplasty rodu.

20130919_175329

charye

Tradycyjnie w ceremonii biorą udział tylko mężczyźni, ale ponoć to się zaczyna zmieniać i kobietom też pozwalają ostatnio. W Chinach nie brałem udziału w ceremonii pokłonienia się duchom przodków (baishi to trochę specyficzna sprawa), więc nie wiem na pewno, ale w ceremonii przebłagania ducha ziemi, którą się na chińskich budowach przeprowadza, kobiety (o ile są zaangażowane w proces budowlany) udział biorą.

3. Ssireum – zapasy

Taaaaaaaaaaaak.. I tu dochodzimy do najbardziej interesującej (przynajmniej nas pierwotnie) części chuseok. 🙂 Generalnie okazało się, że „zapasy” będą się odbywać w formie przypominającej nieco chód Czerwonego z „Krowy i Kurczaka”, czyli tyłkiem po ziemi. 🙂 Dokładniej wygląda to tak, że siedząc podciągamy kolana pod brodę a ręce przekładamy od środka na krzyż, czyli lewa łapie za prawe podudzie, a prawa za lewe.. I tak łażąc i nie odrywając rąk od nóg, trzeba wytrącić rywala z równowagi lub go wypchnąć za matę. 🙂 Najlepiej po prostu obejrzeć:

Jak widać było wesoło. Faceci z facetami. Laski z laskami, Faceci z laskami. 😉

Moja i KO tragedia polegała na tym, że żaden z nas nie jest w stanie tak usiąść, o poruszaniu się i walce nie wspominając. Upokorzenie i hańba! Wysokogórski trening, transfuzja krwi tuż przed 17:00, wersety quanpu na ustach – wszystko na nic.. Poprzysięgliśmy sobie z KO, że jak się wyleczymy z przypadłości i zrzucimy brzuchy, przychodzimy tam za rok z żywicą i szkłem (na tyłku rzecz jasna). 😉 Ale zabawa była fajna. Może ciut przydługa (od eliminacji do finału).

4. Koncert

Znów (tzn tak jak na festiwalu sprzed 2 tygodni) był zespół „Ty I Ja”, z tym że tym razem każda z 4 dziewczyn zagrała coś solo (ewentualnie z niewielkim akompaniamentem), a dopiero później zagrały wszystkie razem.

DCIM100MEDIA

ulubiony występ KO (chodzi o barwę dźwięku tej piszczałki, naturalnie)

IMGP0005

„Ty i Ja”

Nie licząc pana na klawiszach z tyłu, to całe instrumentarium było tradycyjnym koreańskim, choć nie wszystkie utwory takimi były. Na koniec „Ty i Ja” zagrały wiązankę kawałków Beatlesów i się nawet jakoś w tym dziewczyny zaplątały, ale wyszło i tak bardzo sympatycznie. 🙂 Najlepjszy muzycznie był jednak wg mnie koncert gayageum (chyba odpowiednik chińskiego guzheng) – strunowe instrumenty mają jednak chyba największą moc oddziaływania (być może jeszcze bębny dorastają).

a na koniec..

5.  Życzenia z okazji chuseok

Trzeba było na karteczce napisać i -nie składając jej- oddać do zawieszenia na sznureczkach. W związku z tą formułą KO mi doradził, żebym poddał autocenzurze treść życzeń. To wpisałem coś o zdrowiu. 😉 Wtedy dostaliśmy też nasze ugotowane songpyeon i napoje. Było nawet wino, ale się nie załapaliśmy..

songpyeon

gotowe pierożki KO i Danusi

Wyszły całkiem nieźle, ale głowy nie urywa. Mówię o swoich. Za mało farszu, za dużo ciasta. Jak w polskich kupnych.. 😉

DCIM100MEDIA

Danusia

Tak sobie łaziliśmy trochę po centrum oglądając ekspozycję i wygląda też na to, że przez te 2 tygodnie udało im się upolować Adasia, obciąć mu głowę, spreparować i wystawić na widok zwiedzających. 😛

DCIM100MEDIA

wzór adasiowy :>

Tak. Było naprawdę, ale to naprawdę nieźle. Ja tak tu co chwila czynię te porównania, że to czy tamto mi przypomina coś z kultury chińskiej, ale szczerze mówiąc, jeśli chodzi o zaangażowanie i sposób w jaki rozpowszechniają wiedzę o kulturze swego kraju, to taka ambasada Chin za koreańską może trampki nosić.

Na tym wieczór się dla nas nie skończył, bo spragnieni (wina dla nas zbrakło, jak pisałem) poszliśmy na dobre piwo -fakt nietanie- do knajpki przy Wisłostradzie. Jeszcze trochę posiedzieliśmy, bo dawno już z KO i jego Danusią nie gadaliśmy przy piwie. Bardzo dawno. A no i jak wyszliśmy i weszliśmy na Poniatoszczaka, to niebo się przejaśniło i wyszedł piękny księżyc, więc czym prędzej pomyśleliśmy swoje życzenia, bo wtedy działa mocniej niż jak się tylko na karteczce napisze ponoć. 🙂

Ngondeg

Jaskółczy Generał rządzi!

Zastanawiałem się (krótko,ale jednak) jakby uzasadnić relację z Festiwalu Kultury Korei na oficjalnym (niby) blogu polskiego chuojiaofanzi i przyszły mi do głowy 3 powody:

1. Hong Zhitian jest Mandżurem, a Mandżuria graniczy z Koreą i kulturowo mają na pewno coś wspólnego.

2. Chuojiao jest często porównywane do taekwondo przez rolę technik nożnych w tych stylach.

3. Hong Sung-mi (Dana z Cheun Sang Jee Hee) nosi to samo nazwisko  -tym samym znakiem pisane, żeby nie było- co nasz mistrz.

Mam jeszcze 2 w zanadrzu (dla koneserów) ale te powinny wystarczyć.. 😉

A Relacja będzie krótka, wybiórcza i od końca..

pieśń o jaskółce Heungbu

..więc zacznę od pieśni – opowiadania o dziejach dzielnej i wdzięcznej jaskółki, bo to chyba najlepszy występ był. W ogóle te bardziej z tradycji ludowej rzeczy dobre są najczęściej, a pani ma przy tym naprawdę ładny i mocny głos. Trochę mi nawet ten kawałek bluesa przypomina, a kilka wstawek perkusyjnych skojarzenie z „Do what you like” Blind Faith nasuwa.. 🙂

prawda, że niezłe?

w ogóle sekcje rytmiczne (i piszczałki) były najlepsze 😉

tradycyjny taniec – brzmi i wygląda szamańsko

Koreanki z zespołu Ty i Ja

Oprócz występów artystycznych był też naturalnie i nieśmiertelny pokaz taekwondo.

20130907_125307_5

Taekwondo

Wypadł bardzo dobrze i fajnie było popatrzeć na ćwiczące dzieciaki, ale chciałbym bardzo, żeby ośrodek, czy ambasada, zwłaszcza, że jak widać mają odpowiednie środki, sprowadziła kiedyś grupę taekkyun czy tradycyjnych zapasów. Byłoby ciekawiej i nawet bardziej by się komponowało z klimatem tych szamańskich rytmów, ale rozumiem, że Taekwondo, to sport olimpijski i duma narodowa Korei, więc nie będę marudził. 🙂

Było żarcie! 🙂 Poza tym, że było kilka stoisk prowadzonych przez restauracje koreańskie w Polsce, to był też darmowy poczęstunek kilku koreańskich potraw i degustacja ichniejszych alkoholi (w umiarkowanych dawkach). 🙂

20130907_113900

w kieliszku jeżynówka bokbunjaju (ok. 13%) 🙂

Ja za suszone rybki podziękowałem, ale to co mi zostało było i tak bardzo smaczne. A najlepsza persymona. 🙂

20130907_113836

koreańskie trunki tak między 13 a 20%

20130907_142819

sam nie byłem

20130907_144556

placek z warzywami i frutti di mare

20130907_144546

pa zeon konsumowany 😉

20130907_120620

napój alkoholowy z pszenicy i ryżu – % tyle co na fotce

Info o tym, z czego to jest dopiero po powrocie z imprezy na necie sprawdziliśmy. Miłe panie Koreanki, które to sprzedawały nie za bardzo potrafiły wytłumaczyć. 🙂 Ale co tam. Dobrze to smakuje. Trochę mi anasowe piwo z Kantonu przypominało swym charakterem. 🙂

20130907_150631

bibimbap minus mięso

Naturalnie działo się wczoraj znacznie więcej.

festiwal - drogowskaz

Były na przykład występy k-pop, ale w sumie były to tylko pokazy tańca do piosenek koreańskich w wykonaniu polskich dziewczyn, więc tak trochę nie ten teges, ale jak chcesz, KO, to możesz sobie kliknąć by poszerzyć horyzonty. 😉

Można też było sobie wziąć jedną z kilku wzorów koreańskich masek (teatralnych chyba) i pomalować..

maski

Córka się ofiarowała, że mi pomaluje – może powinienem się zastanowić nad sobą głebiej.. niemniej fajna sprawa! 🙂

malowanie maski

a efekt jak widać na Adasiu :p

20130907_144209

na nim wyglądała najlepiej

Na tym kończę. Kto nie był, niech żałuje!

Anyong! :p

Ngondeg