Posts Tagged ‘ chuojiaofanzi ’

Nam jest dobry

Dowiedziałem się podsłuchując rozmowę Shihana Limesa z Ryśkiem na wczorajszym treningu : ) Przypadkiem miałem ze sobą packi, otulinę do rur i aparat fotograficzny, zatem kilka zdjęć:

A bit of fun, bit gay, but it’s ok ;] Żarty żartami, ale niech kosmata kulka owocostanu platana klonolistnego (posadzili ich trochę niedaleko) przypomina Wam jej hebejską kuzynkę. Nie powinniśmy odchodzić od oryginału zbyt daleko!

Peace!

Ngondeg

Pentagram mocy

(…) Pięciu ich było, a każdy z nich z innej ziemi poczęty i innym orężem władał. I widząc drzemiącą w nich moc zadrżało czterech jeźdźców Apokalipsy i konie swe śpiesznie zawrócili. Imiona ich zatarła historia, choć trzystuletni mędrcy z gór przechowali pamięć o tych, co Zło odstraszyli pradawnym rytuałem [apokryf (ok. 2021 A.D.) ]

Niewątpliwie nie był to najbardziej usystematyzowany i najefektywniejszy trening w historii warszawskiej wspólnoty chuojiaofanzi. Ale istotne, że udało nam się wskrzesić trochę zaniedbany zwyczaj noworocznych treningów pod chmurką. Trening treningiem, ale najważniejsze rzecz jasna było to, co działo się między ćwiczeniami. W końcu bez folkloru nie byłoby sztuki wysokiej. 😈 Niechaj obrazy przemówią, a chytry skryba dopisze legendę. 😆

odpędzanie Zła metodą tradycyjną

Apokalipsa była kobietą, czyli „Idziesz na kobiety, nie zapomniej bicza”

noworoczny werbunek do Bractwa Egzorcystów rozpoczęty

posiłek smakuje najlepiej na szczątkach wroga

Starszy Poskramiacz z sekty biczowników

Cóż, mam poczucie, że w nowym roku zapotrzebowanie na profesjonalne usługi poskramiania Zła zdecydowanie wzrośnie. Wielki Reset wymusza zmianę modelu gospodarczego, więc może powinniśmy wszyscy zmienić specjalizację a stowarzyszenie przekształcić w działalność gospodarczą? PKD (66.666- anihilacja Zła w ludzkiej postaci). Tanio, szybko i solidnie. Na brak zleceń nie powinniśmy narzekać. 😈

Adaś

Uliczne wojny VI: Powrót Sifu

Shifu Klajda powrócił. Cicho i dyskretnie- jak na Shifu przystało. W kontraście do wrzawy często wypełniającej ostatnio miejskie ulice.

Ostatnie dwa tygodnie Marek spędził w Gorzowie, próbując reanimować rodzinny sklep i zgromadzony w nim towar zagrożony „podstępnym atakiem niewidzialnego wroga”. Na szczęście udało mu się wyprowadzić interes na prostą, zatem przez kolejne dwa tygodnie możemy cieszyć się treningami pod surowym okiem Shifu. ☺

Mam wrażenie, że we wtorkowy wieczór wszystko po trochu się zgrało- ludzie, miejsce i świat natury. Pomimo wilgoci nie narzekaliśmy na chłód, śliskie liście pod stopami umykały bojowym mandarynkom, a strażnik sekretnych neigongów łypał na nas z mrocznego nieba. Nie było wcześniej okazji, aby napisać, że aktualnie nasze podniebne dojo mieści się tuż przy ogrodzeniu Biblioteki Narodowej, dzięki czemu możemy oświetlać naszą praktykę szlachetnym światłem bibliotecznych jupiterów. 😊

作者

Marek przypomniał nam dwa trochę zapomniane ćwiczenia, a przy okazji rozwiał- jako naczelny rabin- kilka wątpliwości interpretacyjnych. 😆

Wszyscy- Shifu Klajda, brat Ryszard, Asia i niżej podpisany- po prostu cieszyliśmy się, że możemy wspólnie poćwiczyć, a uśmiech na obliczu Shifu gościł nawet częściej niż zwykle. Oby jak najczęściej. ☺

Adaś

Drzewa życia

Lekcja botaniki w plenerze

To raczej niezbyt oryginalne spostrzeżenie, ale grupki ćwiczących na Polu Mokotowskim (taijikowców, neigongowców, tancerzy czy linoskoczków) mają w zwyczaju gromadzić się wokół wybranego drzewa (no dobra, linoskoczkowie potrzebują zawsze dwóch). Przypuszczam, że za wyborem drzewa nie stoją jednak misterne, kabalistyczne wyliczenia oparte o mapy żył wodnych pod Polem Mokotowskim, a raczej intuicyjna ciągota do danego drzewa. A o tej porze roku Pole rozpieszcza amatorów swych wdzięków bogactwem drzewostanu.

We wtorkowe popołudnie grupek praktykujących obrodziło niczym owoców na kwitnącej mirabelce, dlatego już po raz kolejny przenieśliśmy bez żalu dojo pod akację, nieopodal orzecha włoskiego (poprzednim razem- praktykowaliśmy chyba pod jabłonką).

Tylko szlachetny Sir Richard stojący nieprzekupnie na straży tradycji oddał oryginalny hołd naszej mirabelce.

Zen i sztuka obsługi motocykla

We wtorek, z inicjatywy Sifu Klajdy przećwiczyliśmy bezkontaktowy sparring, jak za dawnych lat (dla Jurka i Artura to było chyba pierwszy kontakt z tym ćwiczeniem). Jest to ćwiczenie zdecydowanie mniej bolesne od sparringu par excellence (kontaktowego), co nie oznacza, że łatwe. Nawet ćwicząc powoli, popełniamy sporo błędów, zwłaszcza jeśli chodzi o zgranie naszego ruchu z ruchem przeciwnika (timing?), a oponent trafia nas częściej niż sugerowałoby to tempo ćwiczenia. To ćwiczenie przypomina trochę oglądanie zapisu sparringu w zwolnionym tempie- niedorzeczne pozycje, niepotrzebne ruchy i głupie miny widać wtedy wyraźniej. 😉

Po dwóch rundkach Marek stwierdził, że to ćwiczenie rozjaśnia umysł i poszerza spektrum widzenia, co spotkało się z repliką Ryśka, iż u niego to ćwiczenie… zawęża pole widzenia niczym jazda na motocyklu. 🙂 Generalnie szkołę anglosaską w chuojiaofanzi- którą reprezentują Rysiek i Aleksandra- cechuje żarliwe przywiązanie do tradycyjnej metodyki sprzed 8 – 10 lat (a nie tych dziwnych, modernistycznych metod szkoły warszawskiej, która szuka inspiracji w tańcach wszelakich 😉 ).

P.S.: Na trzask mirabelek pod stopami mandarynek (jakkolwiek by to nie brzmiało) musimy jeszcze chwilę poczekać, a z uwagi na wysoką frekwencję ćwiczących na Polu należy rozważyć wprowadzenie rezerwacji… drzew. 😉

Adaś

Taneczna MarkIZA

To był drugi (chyba), wspólny sceniczny występ Marka i Izy, jego młodszej córki. Nie mogło zatem na widowni zabraknąć wiernych uczniów Marka- KO, Wojtek, Artur, Asia, ja, no i – last but not least- Marcin, pod którego palcami narodziła się muzyka do spektaklu. Oczywiście nie było nas widać w tłumie wielbicielek gibkich ruchów Marka, które szturmowały drzwiami i oknami Dom Kultury Kadr na warszawskim Mokotowie, aby obdarować go uśmiechem i uściskiem (jasne, że przemawia przeze mnie męska zazdrość) ;).
 
Oglądając poprzedni, zeszłoroczny spektakl z udziałem Marka („GAME OF LOVE”) polowaliśmy na techniki zaczerpnięte z chuojiaofanzi- tu podcięcie, tam złoty kur wspinający się na ścianę czy- obowiązkowo- kopnięcie kaczki mandarynki. Tu choreografia była zupełnie inna, ale ruchowy rdzeń chuojiaofanzi był oczywiście dla nas dostrzegalny. I dobrze, albowiem chuojiaowa shenfa świetnie sprawdza się na scenie. Zwłaszcza techniki wężowe, czyli ciasno wykonywane ruchy skrętne tułowia i rąk. Mnie imponowały też synchronicznie wykonywane przez Izę i Marka ruchy- takie zgranie chyba niełatwo osiągnąć, biorąc pod uwagę dzielące ich różnice fizyczne, zwłaszcza wzrostu. 
 
Co do treści spektaklu: nie będę tu uprawiał amatorskiej psychologii tańca, bo nie jestem w tym kompetentny (a poza tym- pora późna a umysł senny ;), zatem przywołam tylko fragment oficjalnego opisu- „Duet taneczny ojca z córką opowiadający o osobistych relacjach”. Zresztą każdy z widzów pewnie odczyta go trochę inaczej. Albo po prostu poprzestanie na kontemplacji warstwy ruchowej. 
 
Na pewno uznanie należy się też fizycznej wytrzymałości obu wykonawców- dla nas wykonanie formy, która trwa minutę, półtorej, wydaje się często gigantycznym wysiłkiem, zaś Marek i Iza uwijali się na scenie bez przerwy przez pół godziny. Uff!
 
Jakby ktoś miał wątpliwości, kłaniam się z uznaniem Izie i Markowi oraz sypię przed nimi czerwone róże na scenę. :))
 
Adaś
 
P.S.: Nie wiem, czy to ważne, ale spektakl był wystawiany w sali o nazwie Broadway. Zatem jeśli na początku przyszłego roku treningi chuojiaofanzi nie zostaną wznowione, to niekoniecznie musi to oznaczać, że Marek postanowił przedłużyć swój świąteczny urlop na Mauritiusie… W końcu kiedyś musi powstać „Dirty dancing 4”. 😉

Włoski Lounge na Święta

Może to po prostu dżezik, ale naprawdę kul. Momentami wytrawny niemal, momentami.. jakby John Saxon racząc się kawą z lotniskowej poczekalni puszczał oko do laski w golfie i dzwonach 😉 Skoro wszyscy dookoła życzą sobie spokojnych świąt, ten laundż będzie jak znalazł (poza tym nie chce mi się już wklejać fotek ośnieżonych choinek i chińskich Mikołajek, a trening wigilijny się nie odbył, więc musi być trochę inaczej:)

Zastanawia mnie skąd u Włochów to umiłowanie do xubu i skąd wzięli tak dokładnie rozrysowaną  sekwencję Yanqingfanzi na kilka lat przed narodzeniem Sifu Klajdy ;p

No więc Spokojnych 🙂

btw, I lied..

natale3:]

Ngondeg

Niu Tou Tang

To broń drzewcowa z arsenału chińskich sztuk walki, która zawsze mnie ciekawiła, i która -ku radości mojej- przetrwała, widać, również w mateczniku uprawianego przez nas stylu – w pow. Li na terenie prow. Hebei, na południe od Pekinu.

(pod koniec klipu widać przez moment Hong Zhitiana)

Niu tou tang można przetłumaczyć na „widły o kształcie byczej głowy” choć, jeśli już, to prędzej same rogi tu widać (funkcjonuje też nazwa niujiao tang, co prawda) a i to bardziej baranie, ale co się tam spierać o szczegóły. Zresztą, kto wie, może dzięki tak zakodowanej informacji uda się zrekonstruować dawno wymarłe gatunki bydła czy innego chińskiego tura ;] Widły, to też nie do końca szczęśliwa nazwa, no ale same chińskie źródła słownikowe opisują „tang” [raz pisane jak na klipie 镗 raz 镋] jako odmianę 叉 [cha] czyli wideł (bojowych, czy do przerzucania gnoju;) Są tych „tangów” dziesiątki odmian, jednak większość ma dziwne kształty bocznych zębów.

20161113_181315

Ewidentnie broń defensywna do przechwytywania innej drzewcówki i broni miękkich. Kiedyś czytałem gdzieś, że była specjalnie zaprojektowana jako odpowiedź na włócznię. Taki spear slayer, czy coś 😉 Nie ma w niej typowych obszernych młynków jak np. we włóczni, za to kreśli się nią mniej lub bardziej obszerne kręgi i zupełnie małe obroty wzdłuż osi drzewca. Często zmienia się uchwyt – raz prawa z przodu raz lewa itp. itd.. Oczywiście to tylko opisy z netu, nie mam wiedzy bezpośredniej. Najciekawszy fragment o tej broni znalazłem we wpisie na pewnym chińskim blogu. Autor twierdzi, że niu tou tang było skuteczne w przechwytywaniu.. strzał wystrzelonych z łuku.. 🙂 How cool! Obiecuję, że nie będę robił testów z Adasiem, ale już kombinuję, jak 鎲扎捻势 (technika zbijania tych strzał) mogła wyglądać :] Swoją drogą aż dziwi, że nie stoi napisane w starych podręcznikach, że aby pokonać łucznika przy pomocy wideł najpierw musisz poznać w co najmniej zadowalającym stopniu sztukę strzelania z łuku ;>

mmexport1478991142422-1

Hong Zhitian

Będę miał o co pytać Mistrza. A filmik został nakręcony podczas uroczystości związanej z odsłonięciem nowej steli/symbolicznego grobu mistrza Wu Binlou (Hong Zhitian był jego uczniem) w jego rodzinnej wsi Qijiazhuang, we wspomnianym powiecie Li (Lixian).

mmexport1478991145712

grób Wu Binlou

Chyba nie była to żadna okrągła rocznica, bo Wu Binlou urodził się w 1899 r. a zmarł w 1977, ale widzę, że uczestnicy mają plakietki na koszulkach, więc może o któreś ze stowarzyszeń chodzi? Niewykluczone jednak, że po prostu akurat teraz stela została ukończona. Nie wiem. Ciekawsze by było zobaczyć, kto się na stelę załapał, albowiem imiona wszystkich znamienitszych uczniów Wu oraz uczniów jego uczniów powinny się tam znaleźć :]

Myślę jednak, że dla przeciętnego miłośnika kung-fu, te parę ruchów ze starą bronią, będzie bardziej interesujące.

Ngondeg

Nasz ulubiony Shishu

albo Stryjek 😉

To druga cunshou w wykonaniu Shen Yanlu, którego poznaliśmy i polubiliśmy podczas pierwszej wizyty Mistrza w 2007 r. Dalej sprawny!! Muszę przyznać, że się rozleniwiłem w poszukiwaniu materiałów o chuojiao na sieci. Tym razem filmik (najwyraźniej nagrany przez Borysa – kolejny stryjek:) wyszperał Jarozwierz (zapewne gdzieś między szablą polską a Floydem Mayweatherem:)

Ngondeg

XV rocznica polskiego chuojiao

Brzmi dumnie i przerażająco zarazem, prawda?

Od kiedy piętnaście lat temu przed klatką schodową na Szkoły Orląt usłyszałem „już zacząłeś”, tak po dziś dzień Marek Klajda krzewi w znoju nauki pekińskiego chuojiao w Warszawie (a nawet czasem poza jej granicami;) W znoju, bo mam wrażenie, że dostaje z tego nauczania znacznie mniej niż w nie wkłada. I nie chodzi tu o pieniądze, których nigdy nie pobierał, a w każdym razie nigdy dla siebie. Kurcze, lepsza mowa niż ten bełkot w Quantum mi się wstukała..  Tak czy siak było całkiem miło w  sobotnie południe, 22 X, kiedy to spotkaliśmy się na uroczystym obiedzie 🙂

mmexport1477158805956

Marek przyjmuje gratulacje od Cardia (w tle Shimu i J.)

20161022_142423

MamAA + Brat Ryszard

mmexport1477159608829

Fotuo

mmexport1477159574843

Ryszão

mmexport1477159526223-tile

kultura głodu 😉

2016-10-22-17-33-vert

c.d.

2016-10-22-16-10-14

Meine Frau z KO

15a

Partyzantka

Wspomniałem wyżej Cardia, który nie mógł ze względu na wyjazd być z nami. Wieczorem jeszcze sobie pogadaliśmy szczerze, jak to zwykle z Cardiem i przy okazji polecił mi Johna Zorna do posłuchania. Akurat chodziło mu o „Balladę Hanka McCaina”, ale przy okazji poznałem „Shaolin Bossę” i  „Train to Thienshan”. Stoczyłem krótką walkę wewnętrzną przy wyborze, ale skoro jesteśmy „ni Shaolin ni Wudang” stanęło na Tianshan 😉

Ngondeg

P.S.

Myślę, że Xiao Ye ksywa „Misiek” z Quantum czyli China Town z Reduty stanął na wysokości zadania