Posts Tagged ‘ Krzysztof Operacz ’

Wylizywanie makutry i smarowanie bałwanka

Sifu Operacz, znany także jako Obalający Mistrzów, Mądra Panda czy Hodowca Yorków w sobotni, sierpniowy poranek niósł kaganek oświaty pomiędzy spragnionych zgłębiania tajników taijiquan.

Seminaria KO to zazwyczaj nie tylko porcja angażujących ćwiczeń, ale i rewia celnych spostrzeżeń, błyskotliwych analogii a niekiedy też zapadających w pamięć anegdot.

„Rysujcie koła tak, jakby miały zawisnąć na ścianach Muzeum Narodowego, w dziale sztuki abstrakcyjnej”- rzekł KO. No i kreśliliśmy dłońmi w powietrzu koła taiji. Duże i małe. A gdy kształt kół okazał się satysfakcjonujący, KO dodał: „Róbcie te ruchy tak, jakbyście wylizywali makutrę” (ale tak, jakbyście trzymali jajo na twardo w dłoni). A na koniec smarowaliśmy bałwanka (z uwagi na porę roku- kremem przeciwsłonecznym).

Moja obecność też okazała się trochę przydatna, albowiem dzięki mnie Sifu Operacz mógł zaprezentować śmiercionośne zastosowanie symbolu taiji (KO najpierw mnie zgładził jednym płynnym ruchem, a potem przywrócił ze stanu śpiączki do świata żywych, niczym akupunkturowe igły Stevena Seagala w pewnym filmie z dawnych lat). 😉

Godzina minęła jak… z bicza KO strzelił. A co najważniejsze, wszyscy uczestnicy- łącznie z prowadzącym- doświadczyli szczerego zadowolenia na poziomie co najmniej delta. Skłonił się tedy Sifu Operacz i rzekł zza siwej brody: „Pamiętajcie, że teraz Wasze koła są doskonalsze niż godzinę temu.” A ponieważ historia kołem (taiji) się toczy, pewnie jeszcze nie raz Sifu robienia kół nauczać będzie. 🙂

KO, więcej takich seminariów- naprawdę dobrze robią ludziom na głowę. Potem możesz ich nauczać zabijać z gracją. 😉

Adaś

Warsztat online: Astma – jak oddychać pełną piersią?

KO [wyżej] – nasz shixiong, któremu nie zezwolono na wstąpienie na szczyt Obserwatorium w Chunyang Guan (władze Kantonu dalej wstrzymują otwarcie miejsc kultu ze względu na sytuację epidemiologiczną) postanowił dla zabicia czasu poprowadzić webinarium!

Gdy spytałem, jakie ma kwalifikacje, odpowiedział, że kobietom zwykle zapiera dech w piersiach na jego widok ;]

Ngondeg

Trochę kung-fu z Chin

KO wrócił na Pola w glorii XIX-wiecznego podróżnika i w ten wyjątkowo ciepły i przyjemny sierpniowy wieczór podzielił się wrażeniami, a właściwie wiedzą wyniesioną z treningów w Guangfu i w Pekinie 🙂

Dla mnie najwartościowsza była prosta korekta, albo nawet nie tyle korekta, co przypomnienie (?) do tuihaishilei ze wszystkich form chuojiao, którą KO pokazał jeszcze na Bakalao. Tyle rzeczy można przeoczyć, błędnie zaszufladkować itp.. Dobrze, że pojechałeś do Chin, KO 👍

Ngondeg

P.S.

Naturalnie nasze yunzhangbafa jest bezdyskusyjnie bardziej wyrafinowane niż jakiekolwiek wersje z taiji 😉

Ex-KO-libur

Jechałem autobusem na Szczęsliwice, a KO mi opowiadał takie historie przez wechata, że można by pomyśleć, iż to on zjadł wietnamską galaretkę nasączoną kwasem :] Nie wiem jak to podsumować, ale skoro byliśmy ostatnio z AA na „Once upon a time in Hollywood”, to może tak:

KO przeskoczył przez płot pekińskiego osiedla dla gadów z kosmosu i spotkał piękną krawcową szyjącą na brzegu wyschniętego jeziora. Krawcowa podniosła głowę i spytała uśmiechając się: – czy tego chcesz? KO na to: – tak. Krawcowa wyciągnęła z dna jeziora miecz z półksiężycem na głowni i dała go KO. Rozległ się trzask bicza, a KO ocknął się w Parku Yuetan..

Reszta w fotkach. Dobra, jak wróci, rozplącze to i owo oraz poprawi szczegóły 😉

====================================

Naprawdę bardzo się cieszę, że KO, po tylu latach ćwiczeń w końcu udało się trafić na trening u Mistrza w samiuteńkim Pekinie. Pola są zarąbiste i może nawet obiektywnie lepsze do treningu, ale takie przeżycie nie zdarza się zbyt często..

i, na koniec, correspondentes z bliska 🙂

na tle ruin Yuanmingyuan!

Ngondeg

P.S.

Hong Zhitian ponoć trzyma się nieźle 👍

Na Ołtarzu Xiężyca złożono ofiarę z dziewicy z Tai Chi Stolycy

 

Nasz korespondent z Pekinu donosi, iż KO, po odbyciu pielgrzymki do Mekki Yang shi (i yangopochodnych) taijiquan stwierdził, że poziom nauczania jest niezwykle wysoki, a „poziom krągłości przewyższa te, które dotychczas w życiu napotkał” ACZKOLWIEK, po przybyciu do Północnej Stolicy, w Parku Yuetan spotkał się z Mistrzem Hongiem, wizyta w Guangping została mu wybaczona i miał zaszczyt doświadczyć wyższości chuojiaofanzi we wszelkich aspektach aż czterema literami przysiadł z wrażenia na krawężniku parkowej alejki po czym wstał i uczył się pilnie nowych technik od Mistrza, które obiecał przywieźć do Polski i krzewić ;]

 

A serio, to KO korzysta z Danusią z życia zdobywając kolejne odznaki harcerskie! Jutro jedzie na kolejny trening i takich a pewnie jeszcze lepszych fotek będzie więcej 🙂

Hong Zhitian w sowim żywiole

ta koszulka!!

Ponoć poza Borysem (który pomógł niemało w komunikacji z Mistrzem, btw) ćwiczyła dziś jeszcze para bankierów (mieszana) i „trzech harpaganów”, czyli rozumiem, że są w stanie poćwiczyć konkretniej w razie potrzeby. Dobri 👍

 

yesss! :}

To roślina, z której robi się maść na utwardzanie piszczeli [dowiedziałem się niedawno, że w Amsterdamie za tajne peifang potrafią nawet odstrzelić;]

Correspondentes de Pequim

Pewnie wrzucę coś jeszcze jutro, ale sprawdzajcie bloga KO, bo osobiste obserwacje są 100x ciekawsze niż relacje z drugiej ręki 🙂

Ngondeg

more 🐼

„Oddech smoka”
(…) I heard his breath – a dragon’s breath (slackdave, youtube, 2006)

Nie, nie trwają zdjęcia do niskobudżetowej kontynuacji „Wejścia Smoka”, w której KO- jako duch O’Hary- nęka Brusiaka we śnie i na jawie. 😉 Tym razem KO wystąpił nie jako „Obalający mistrzów”, ani jako Kungfu Panda, ale jako dr hab. medycyny empirycznej i intuicyjnej Christoff von Operach poprowadził w miniony piątek, w siedzibie Fundacji Dantian wykład nt. astmy i sposobów walki z nią połączony z częścią praktyczną. KO praktykuje astmę dłużej niż taijiquan, czyli… całą wieczność. Osiągnął zatem stopień mistrzowski w jej poskramianiu, co w pełni uprawnia go do dzielenia się wiedzą z potrzebującymi.

Dziewięciu wojowników z brązu zapaśników
Wykład- jak przystało na KO- uporządkowany (niczym jego sławna kolekcja zdobycznej damskiej bielizny 😉 i najeżony autobiograficznymi anegdotami (wiadomo- KO to gawędziarz niczym współczesny Franc Fiszer) przybliżył słuchaczom genezę astmy i jej symptomów. Przede wszystkim KO zapewnił, że chociaż astma wciąż należy do schorzeń nieuleczalnych, to dzięki systematycznym ćwiczeniom można satysfakcjonująco złagodzić jej objawy. I on stanowi na to żywy dowód.
W pamiętnej reklamie PZU z początku lat 90-ch (jednej z pierwszych) znany polski aktor wygłaszał kwestię: „Nigdzie się bez niej nie ruszam”, z dumą ściskając w dłoni kartę ubezpieczeniową. KO powtarzał tą kwestię znacznie wcześniej, dzierżąc w dłoni… inhalator. Dziś KO inhalatora już nie nosi, ale można znaleźć w jego plecaku inne ciekawe i praktyczne przedmioty, ale to temat na inny wywód…
Jednym z nieoczywistych czynników nasilających astmę, ma które zwrócił uwagę KO jest… deficyt poczucia wartości i pewności siebie, ponoć często dostrzegalny u dzieci, u których zdiagnozowano astmę. Każdy atak astmy wzmacnia ową niewiarę w swe siły i wyzwala panikę. Ale wg KO można walczyć z tym błędnym kołem zależności, m.in.: dzięki aktywności ruchowej. Rezygnacja z niej stanowi podobno plagę wśród cierpiących na to schorzenie, zrodzoną na przekonaniu, że wysiłek fizyczny może wywołać atak astmy (z drugiej strony sam KO przywołał postaci polskich sportowców (kolarzy?), którzy zakończyli żywot wskutek ataku astmy). Generalnie jednak rozsądna i systematyczna aktywność ruchowa (oczywiście amatorska, a nie zawodowa) wzmacnia ciało a zatem buduje pewność siebie a tym samym- zmniejsza ryzyko ataków astmy. Może niektórym wyda się to banalne, ale i tak warto było to powtórzyć ustami doświadczonego wojownika. 😉
Ponadto na wykładzie dowiedzieliśmy się, jak mistrzowskie opanowanie techniki wywoływania ataków astmy wpłynęło na wojskową karierę KO. Usłyszeliśmy też opowieści o mrożących krew w żyłach praktykach, którym poddawał się KO, aby pokonać demona ściskającego płuca. Należy do nich, m.in.: masaż pejczem. Po latach rolę się odwróciły i dziś to KO jest po drugiej strony bicza. Jednak kulminacją zmagań była próba życia i śmierci, gdy na KO ułożono dziewięciu zapaśników jednocześnie, aby wyzbył się strachu przed utratą tchu. KO nadal żyje i ma się dobrze, ale co do jego przeciwników, nie mam pewności… (Tu muszę trochę złagodzić żartobliwy ton, albowiem technikę dociążenia ciała- np. przy pomocy worków z piaskiem czy wałków- stosuje się także w szkołach jogi. Pozwala to przywrócić poczucie fizycznego kontaktu z podłożem, złagodzić niepokój a tym samym- wyciszyć układ nerwowy. Na niektórych ta technika działa).

Tulipanem w bebechy
Mistrzem pogromcy astmy czyni praktyka, dlatego nie obyło się bez porcji ćwiczeń fizycznych zaordynowanych przez KO (niektóre znane nam z treningów cjfz, inne KO zaprojektował sam). Wszystkich – rzecz jasna – nie opiszę, a tylko jedno. Napomknę tylko, że KO nakazał mi zaprzeć się pięścią o jego brzuch, po czym jego dantian z gracją zaprosił ją do tańca. W przypadku braku pomocnej pięści w pobliżu, wg KO można posłużyć się butelką- nie będę zdradzać, którą końcówkę opieramy na brzuchu. 😉
Przyjąwszy nauki KO, z pogłębionymi oddechami oddaliliśmy się w mrok spowijający Ochotę.
P.S.: Pierwszy raz miałem okazję odwiedzić siedzibę Fundacji Dantian na warszawskiej Ochocie i od razu poczułem się tam jak w domu- ciepło, jasno, czysto i przytulnie, nawet kota herbatą uraczono (dziękuję! ). Nie da się ukryć, że warto mieć własne dojo, chociaż grupa chuojiaofanzi raczej by się tam nie pomieściła i zdewastowałaby podłogę szybciej niż złoty kur wspina się na ścianę.

Adaś

SPOSÓB NA ASTMĘ – KRZYSZTOF KO OPERACZ – WARSZTAT

Jakby ktoś nie wiedział, że Krzysztof KO Operacz, to KO, to tak, potwierdzam, to jest nasz KO!

🙂

Ngondeg

mała ceremonia

Mała, bo to dopiero pierwszy z 12 cykli, które nasz KO ukończył na swej drodze ku przemianie w Białego Tygrysa 🙂

Owocnych powtórzeń!

Ngondeg

KO-ntemplation

Mała niespodzianka..

🙂

więcej info

 

Ngondeg