Posts Tagged ‘ kung-fu ’

Pod Menhirem

techniki aktywizacji seniorów i terapia dla par..

Tak mi się podle skojarzyło przeglądając materiały z 2 ostatnich treningów ;)) Nie żeby coś, to były fajne treningi.

Daktylo-śliwka, czyli hebanek jagodowy lub figa kaki. lub heizao.. kuffaaa! – smakuje jak zwykła suszona śliwka, ale w Wietnamie życzy się takim złośliwcom, jak ja, żeby uschli jako ona – więc dałem skosztować :>

Końcowa faza terapii – nokaut. Samo-nokaut. Aśka kopnęła mawachę, potem obrotówkę i.. trawa mogła być jeszcze wilgotna po deszczu ;] BTW, 17 lipca, na imieniny Dzierżykraja, powraca z wakacji do prowadzenia treningów Sifu Klajda 🙂

Ngondeg

Reklamy

10:1

Jestem jeszcze, choć już na lotnisku, w Chinach. Parę razy próbowałem przemóc lenistwo, żeby coś, ale w miarę w temacie, napisać. Ciężko było. W Chengdu, to była tylko chwila poza lotniskiem.

W Wuxi, w klubiku łuczniczym stała reklama szkoły tcsw..

Udałem się na północ, do Hebei. U Mistrza nie byłem, choć to już całkiem blisko, bo nie miałem w planach takiej prywaty, ale zahaczyłem o Cangzhou, a to przecież, kurka, słynna „wioska wushu” (btw ludzie powinni częściej do takich „wiosek”, miast powiatowych jeździć by docenić rozwój Chin) gdzie chyba matecznik bajiquan, huaquan i pewnie paru innych styli csw się znajduje.

panowie trenowali shilixiang i piłkę

Z Hebeju trafiłem do Szantungu, Qingdao, gdzie z kolei fizjonomia ludzi na ulicy co raz mi ś.p. Yu Tianchenga przywodziła na myśl, a i równo i twardo wydeptane placyki co bardziej odosobnionych miejscówek parków miejskich pobudzały wyobraźnię. Nie aż tak bardzo, żeby przy nich czatować na modliszkowców/babcie z wachlarzem ale zawsze 😉

Potem, w Suzhou, na ruchliwej ulicy szła rodzinka. Przeżuwający resztki jedzenia pan tata oraz mama z córeczką. Obie trzymały prawie proste ręce nad głową dłońmi do środka i -nie przerywając marszu- mama objaśnia córce: 双手举月 shuangshou juyue – ręce podtrzymują księżyc. So cute :] Kjut to jedno. Drugie, jak wcześnie fragmenty układanki przechodzą z pokolenia na pokolenie..

Wuguan ale z „wu” jak taniec :]

Na sam koniec pobytu znalazłem w Szanghaju klimatyczną i jako tako nadającą się do treningu miejscówkę nas kanałkiem. Nocą. W dzień za dużo ludzi. Zieleń, ptaszki, zwierzątka. Fajnie lecz dalej nic o czym naprawdę warto by pisać. Tego samego dnia poszedłem do owocniaka po melony i TAM czekając w kolejce do kasy (sic!) mnie olśniło..

ukradniesz 1 zapłacisz za 10

Idea chuojiao sformułowana przez Mistrza w 2015 (?) u Marka w Falenicy na kolacji pożegnalnej! Pamiętacie, jak opowiadał o tym, jak to należy być opanowanym, ale jak już dojdzie co do czego, to nie ma zmiłuj i za jedno otrzymane uderzenie trzeba oddać dziesięć? To ta sama idea wyrastająca wprost z kultury ludowej :]

Trzeba przyznać, że w owocniaku przynajmniej mają odpowiednie warunki na taką ewentualnosć a ja puentę do wpisu 😉

Ngondeg

Maj – Październik 2018

Maj miesiącem Przejścia.

Tak, na każdy miesiąc tego okresu i jeszcze na dwa dalej mam kartę gaoji  kalendarza z którymś z klonów Bruce’a :]

Ćwiczymy tam, co zwykle na Polach. Od Wawelskiej mała zmiana architektoniczna, więc tłumaczę, że idąc tamtędy od stacji paliw skręcić należy za Jaguarem, a przed barakowozem, jak droga prowadzi. Potem prosto..

..aż dochodzi się pod szlaban. Tylko dla poyazdów ;] Dalej prosto, znaczy się prawie po przekątnej przez trawnik i pod mirabelką znajdziecie grupkę Marka. We wtorki i czwartki od 18:15 do.. końca treningu. Tu mamy ten luksus.

Filmik wyżej, to skrót ostatnich 20  minut pierwszego treningu. Ponoć, jak się przyjdzie wcześniej, można zobaczyć fajne joginki 😉

Ngondeg

ostatni byli pierwszymi!

:]

W tym przynajmniej znaczeniu, że ci o najniższej frekwencji w roku 2017 stanowili 100% zgromadzonych na inauguracji sezonu 2018. Życie.. znaczy się zyczek!

Jarozwierz z Fotuo

Spotkaliśmy się na Skrze i.. nawet rozmawialiśmy trochę o chuojiao ;>

Niebem przepłynął klucz -kurde balans- żurawii chyba, albo co najmniej gęsi, bo wielkie i głośne, po czym zawinęliśmy się bez rozpakowywania sprzętu na Szczęśliwice, postrzelać 🙂

Li Gong (李塨)

Przypominam – Li Gong, wyjelki myśliciel i artysta wojenny, który spłodził <<Xue She>> („Ło nałce szczelania”) mieszkał w tej samej wsi, w tym samym zaułku, co 100 lat później Wu Binlou – nasz Shitai!

Łukasz po raz pierwszy strzelał z zekiera, a Jaro po raz pierwszy z łuku w ogóle. Bardzo fajnie było 🙂 Po strzelaniu chcieliśmy odświeżyć wspomnienia i napić się piwa w tym samym pubie, w którym je już raz piliśmy 12 lat temu (!!!) po kungfiarskim zlocie Budo, ale było zamknięte.. Cóż, nie pozostało nam nic innego jak przejść kawałek dalej, do chińskiej knajpy :]

wołowina na ostro – Jaro wsunął w całości

wege kociołek „mala”

makarao

ten sam makarao w wersji na bloga kulinarnego 😉

damn! zapomniałbym o congyoubing!!

Nie ma tego złego.. Tak w ogóle, jeśliby Sifu Klajda, czy inni znani polscy Sifu, doświadczyli wczoraj wielokrotnych napadów kaszlu, to byliśmy my ;> Jeszcze raz chciałem podziękować wszystkim przybyłym na pierwszy w Nowym Roku trening ;p

Ngondeg

Franciszek z Asyżu, gwiazdka z anyżu, bufa w jodełki, KO figielki..

[na melodię Dzisiaj w Betlejem] btw, KO nie tyle figlował, co udzielił powłoki cielesnej ciału astralnemu Ryśka, bo walnął życzenia-mini przemowę o wielkiej doniosłości, ale ta świętokradcza klamra kolędowa mi się podoba :}

Fajnie było na tym wigilijnym treningu 🙂

 

OK, zatem Wesołych, Wszystkiego Dobrego i do zobaczenia tuż po Nowym Roku!

 

🙂

Ngondeg

Głowa Tygrysa Ogon Kaczki Mandarynki

Trochę się zdziwiłem wchodząc na salę, bo zobaczyłem „nowego” ale ten nowy jakąś dziwnie znajomą twarz miał.. Okazuje się, że to Tomek z Koszalina, którego poznaliśmy z Markiem podczas seminariów Mistrza w Słupsku, w szkole Darka Muraszko! :] I to już drugi raz czy trzeci przyszedł na trening, a nikt mi nie doniósł..

Obowiązki rzuciły, czy raczej rzucają go teraz regularnie w nasze strony, więc ma okazję trochę się od Marka nauczyć. Tylko nie jest łatwo, bo od seminariów upłynęło już parę lat, a te shenfy – południowa i północna – nie do końca się  lubią.. ale wojna, jakoś trzeba to przebrnąć 😉

Znaczek koszalińskiego Hulong Pai na piersi jest widoczny, więc nie wypada się poddawać tak od razu, Tomek ;]

Ngondeg

jibengong to nie rozgrzewka

Rozumiem, że jak się coś robi codziennie (he, he, dobra, co trening) to może to się stać rutyną w złym tego słowa znaczeniu. Na treningu z reguły ćwiczenia podstawowe są na początku i ci, którzy ćwiczą dłużej, najczęściej traktują je jako rozgrzewkę, przejście, stały fragment treningu, który trzeba odfajkować, żeby zacząć robić te „fajniejsze rzeczy”. But it’s bull.. Ja wiem, że każdy kto trenuje te 5, 10, 15 lat to „doskonale” wie, czemu te ćwiczenia służą, co w sobie kryją i takie tam. Jedno, drugie, trzecie dno i że można je robić tak, siak i srak, ale najczęściej jednak, gdy przychodzi do ich wykonania, robi je po prostu nonszalancko, bez dbałości o szczegół, za to z dużą dozą pewności siebie. Sama nazwa wskazuje, że nie są to rzeczy super skomplikowane, ALE każda z nich posiada zestaw wymagań, albo yaoqiu, jak ktoś woli, których jeśli nie spełniasz, nie robisz tego ćwiczenia dobrze – koniec, kropka. Nie „zdałeś”. To, że robisz je tysiąc pięćset drugi raz nie ma żadnego znaczenia. Najlepsze, że nawet z nauczycielem przed nosem, który robi taki wzorzec, że tylko kopiować (przypominam xue znaczy zarówno uczyć się jak i naśladować) typowy polski chuojiaofandzysta odpindala swoją własną manianę jakby miał zmatowione szkła kontaktowe i nic ale to nic nie jest w stanie go naprowadzić na właściwy tor na dłużej niż te kilkadziesiąt sekund, gdy akurat jest poprawiany przez Shifu. W 82,3% przypadków nie jest to wynik ograniczenia fizycznego. No i sam nie jestem od tej choroby wolny, tylko strzelanie z łuku uwrażliwiło mi autokorektę i dało głębszy wgląd w to co robię i chcę osiągnąć, a stojąc z boku, pod drabinkami łatwiej mi obserwować co się dzieje na sali i potem wk..iać kolegów :]] Tu klip z Pekinu, na którym Mistrz poprawia uczniom kopnięcie krzyżowe, shizi tui. Można popatrzeć i posłuchać jak ich koryguje i.. nie, to nie jest czepianie się, choć czasem bywa złośliwy 😉

Nie chodzi o to, by kopnąć jak najwyżej. Chodzi o to by kopnąć do ucha, do nosa, ewentualnie do brody, co nota bene jest najtrudniejszą z wersji. Kopnięcie jest szybkie w fazie wznoszącej, ale również w fazie opadającej. Noga opada szybko, ale nie byle gdzie. Masz się nie garbić. No i naturalnie to, że tu wymagania są takie a nie inne, nie oznacza automatycznie, że można je bezkrytycznie przenieść na inne ćwiczenia. No może, jak się ma trochę doświadczenia, to można. Najlepiej SŁUCHAĆ (nie przepuszczać przez uszy) wskazówek nauczyciela i wracać do nich 🙂

Ngondeg

z Maleike i bez

Spełniłem swój obowiązek dziennikarski nagrywając „materiały” na dwóch ostatnich treningach. We wtorek były regularne zajęcia z Markiem..

..a w czwartek już nie przyszedł, bo go w środę na cmentarzu przewiało. Yijinjing yijinjingiem, a wicher wichrem ;]

Poćwiczyliśmy, jak zwykle w takiej sytuacji, z większą dozą pacek i jakimiś mniej lub bardziej trafionymi eksperymentami czy zabawami, których nie wiedzieć czemu tym razem nie utrwaliłem :] Szkoda, bo była to implementacja rozwiązań postępowej pani od wuefu z jakiejś chińskiej podstawówki, którą obejrzałem niedawno leżąc na hotelowym wyrku.

Coś takiego, tylko nie pompowali za przegraną.. Jak mogłem o tym nie pomyśleć -_- Dobra, następnym razem będzie z pompką z przyklaskiem za dupą 😉

Ngondeg

ostatni trening na łonie natury zapowiedzią zejścia do zatęchłej dziury

To już ostatnie widoczki z tego lepszego świata wolnych kungfiarzy (w porze treningowej)..

Nie no nie będzie tak źle, ale to przejście początkowo zawsze jest bolesne ;] Od 3 października, t.j. od wilii Zhongqiujie, trenujemy na sali, tej samej co zwykle, czyli przy Sempołowskiej 4, w następujące dni i godziny:

wtorki: 18:15 – 19:45

czwartki: 18:15 – 19:45

Fajnie by było zakończyć pierwszy trening w szkole zjedzeniem ciastek księżycowych. Postaram się kupić u Lao Heia w Wólce, bo są ok i tylko po 5zł (w najprostszej wersji:)

Ngondeg

Reklamy