Posts Tagged ‘ łucznictwo ’

W sierpniu Sowy odlatują na Wschód

Tylko na trzy tygodnie, co prawda, więc się nie zdążymy (my=rzesza tudich) stęsknić, a oni, czyli Marek z córkami swymi (to pierwsza ich wizyta w Chinach!) będą mieli przefajnie. Pekin-Szanghaj-Hong Kong-Yunnan-Pekin. Ech.. Kul! Oczywiście wizyta u Mistrza obowiązkowa ;] Kurcze, nie jestem pewien, czy Shimu też leci..

Wpadłem na końcówki treningów we wtorek i piątek, żeby chwilę pogadać. Przy okazji coś nagrałem, jak zwykle. Robili „nowe” 4 i 5 chuojiao, co je Hong ostatnimi laty na powrót ubojowił. Uśmiałbym się, jakby Marek przywiózł tym razem do Polski jeszcze bardziej podrasowione wersje :>

Wczoraj miałem ze sobą łuk, a że warunki były sprzyjające, dokonałem pokazu rytualnego strzelania w czerwone niebo (trochę contradictive :p) co jest, btw, jedyną rzeczą, jaką [na razie] robię lepiej od Sifu Klajdy ;] Adaś dołączył.

Strzały spadały równo, nawet przez koronę pobliskiej brzozy, więc wróżbę odczytuję za pomyślną :] Niesamowite były te chmury wczoraj..

Przybrały nawet postać gór, czyniąc Skrę antyczną stolicą Inków. Lubić 🙂

Reasumując, Marek poprowadzi trening dopiero 29 sierpnia.

Ngondeg

Reklamy

Niu Tou Tang

To broń drzewcowa z arsenału chińskich sztuk walki, która zawsze mnie ciekawiła, i która -ku radości mojej- przetrwała, widać, również w mateczniku uprawianego przez nas stylu – w pow. Li na terenie prow. Hebei, na południe od Pekinu.

(pod koniec klipu widać przez moment Hong Zhitiana)

Niu tou tang można przetłumaczyć na „widły o kształcie byczej głowy” choć, jeśli już, to prędzej same rogi tu widać (funkcjonuje też nazwa niujiao tang, co prawda) a i to bardziej baranie, ale co się tam spierać o szczegóły. Zresztą, kto wie, może dzięki tak zakodowanej informacji uda się zrekonstruować dawno wymarłe gatunki bydła czy innego chińskiego tura ;] Widły, to też nie do końca szczęśliwa nazwa, no ale same chińskie źródła słownikowe opisują „tang” [raz pisane jak na klipie 镗 raz 镋] jako odmianę 叉 [cha] czyli wideł (bojowych, czy do przerzucania gnoju;) Są tych „tangów” dziesiątki odmian, jednak większość ma dziwne kształty bocznych zębów.

20161113_181315

Ewidentnie broń defensywna do przechwytywania innej drzewcówki i broni miękkich. Kiedyś czytałem gdzieś, że była specjalnie zaprojektowana jako odpowiedź na włócznię. Taki spear slayer, czy coś 😉 Nie ma w niej typowych obszernych młynków jak np. we włóczni, za to kreśli się nią mniej lub bardziej obszerne kręgi i zupełnie małe obroty wzdłuż osi drzewca. Często zmienia się uchwyt – raz prawa z przodu raz lewa itp. itd.. Oczywiście to tylko opisy z netu, nie mam wiedzy bezpośredniej. Najciekawszy fragment o tej broni znalazłem we wpisie na pewnym chińskim blogu. Autor twierdzi, że niu tou tang było skuteczne w przechwytywaniu.. strzał wystrzelonych z łuku.. 🙂 How cool! Obiecuję, że nie będę robił testów z Adasiem, ale już kombinuję, jak 鎲扎捻势 (technika zbijania tych strzał) mogła wyglądać :] Swoją drogą aż dziwi, że nie stoi napisane w starych podręcznikach, że aby pokonać łucznika przy pomocy wideł najpierw musisz poznać w co najmniej zadowalającym stopniu sztukę strzelania z łuku ;>

mmexport1478991142422-1

Hong Zhitian

Będę miał o co pytać Mistrza. A filmik został nakręcony podczas uroczystości związanej z odsłonięciem nowej steli/symbolicznego grobu mistrza Wu Binlou (Hong Zhitian był jego uczniem) w jego rodzinnej wsi Qijiazhuang, we wspomnianym powiecie Li (Lixian).

mmexport1478991145712

grób Wu Binlou

Chyba nie była to żadna okrągła rocznica, bo Wu Binlou urodził się w 1899 r. a zmarł w 1977, ale widzę, że uczestnicy mają plakietki na koszulkach, więc może o któreś ze stowarzyszeń chodzi? Niewykluczone jednak, że po prostu akurat teraz stela została ukończona. Nie wiem. Ciekawsze by było zobaczyć, kto się na stelę załapał, albowiem imiona wszystkich znamienitszych uczniów Wu oraz uczniów jego uczniów powinny się tam znaleźć :]

Myślę jednak, że dla przeciętnego miłośnika kung-fu, te parę ruchów ze starą bronią, będzie bardziej interesujące.

Ngondeg

quanwei

Czyli położenie pięści. Zwykło się przyjmować, że spoczywają one „na biodrach”, ale w rzeczywistości wcale nie zawsze tam. W pekińskim chuojiaofanzi mamy trzy położenia: 1) wysokie 2) niskie 3) pośrednie [najczęściej stosowane:]

quanweiTak jak napisano pod obrazkiem, to położenie zależy od wymogów ruchu w formie, któremu towarzyszy. Niemniej jeśliby się znalazł jaki mędrek – drążyciel, co to „a po co”, „a na co”, „a to bez sensu” zawsze możecie powiedzieć, że jest to metoda kształtująca ruchomość łopatek potrzebną przy strzelaniu z łuku, wprowadzona przez Yue Feia w roku 1130 – ostatecznie był znamienitym łucznikiem..

Nawet nie musiałem wiele zmyślać 😉

Ngondeg

Sifu Klajda nie pierwszym jego sifu..

Okazuje się, że pierwszym był Sifu Bulik z RKS Marymont. Na szczęście podczas baishi nikt nie mówi „i nie będziesz miał innych shifu przede mną” – panuje u nas dość duża wolność :]

20160124_232535Ciekawe ilu z Was poznało brata chuojiao? 🙂

Założył bloga o treningu nie tylko łuczniczym, jak mniemam, więc może czasem warto będzie zajrzeć.

Ngondeg

 

 

Arsenał jak u Mistrza

Z tą różnicą, że niestety Hong Zhitian nie ma w zbiorach ani jednego łuku..

Prowadzący wywiad jest trochę drażniący,  natomiast Peter Dekker wydaje się być w porządku. Myślę, że dadao, które demonstruje w okolicach 4:40 można spokojnie zaliczyć do „naszych” shuangshoudaiów. Ten, który oglądaliśmy z Adasiem w Xicheng Qu wydawał się mieć podobne rozmiary. Egzemplarz z filmiku ma wg P.D. 86.8cm długości, w tym głownię o dł. 53.9cm i waży 1240 g. Ciekawy jestem, co by Hong powiedział na pomysł, że kształt ssd wynika z tego, iż projektowany był z myślą o chłopach, którzy przywykli do prac polowych 🙂 Z drugiej strony cholera wie. Chorągwiani też przecież na roli robili.

Jak ktoś się interesuje łucznictwem, to warto wejść na stronkę Petera poświęconą łucznictwu mandżurskiemu:

FE DORO

Jest tam m.in. bardzo ciekawy wywiad z ostatnią mandżurską łuczniczką – Tong Peiyun, córką znanego zapaśnika i ogólnie mistrza tcsw, Tong Zhongyi.

Ngondeg

Tradycyjne Łucznictwo Chińskie ma tylko jednego konkurenta

Jest nim kompletnie nietradycyjne łucznictwo koreańskie kobiet (gwiazdek). 😉

Kurcze, chyba wreszcie sobie sprawię pakiet koreańskiej tv satelitarnej, bo u nas jakby nawet wpadli na taki kul pomysł, to nie mam zamiaru oglądać Dody z łukiem ani w skoku wzwyż. W zasadzie nie oglądam telewizji, ale chylę czoła przed koreańskim szoł biznesem. 🙂

Może sobie kupię jaką Dianę, bo mnie ciągnie trochę, jak tak patrzę..

Ngondeg

Mandżurowie

Nie raz pisząc o naszym mistrzu wspominałem, że jest on Mandżurem, że Wu Binlou też, najprawdopodobniej, był Mandżurem. Cóż to znaczy? Obecnie w sumie niewiele, bo na dobrą sprawę naród mandżurski rozpuścił się niemal doszczętnie w żywiole chińskim. A był to naród zwycięzców, który pokonał Chiny ustanawiając zarazem ich ostatnią dynastię cesarską – Qing. Pochodzenie Mandżurów nie jest do końca jasne, tak jak i geneza samej nazwy. Przypuszczalnie są potomkami Dżurdżenów, którzy zresztą podobnie, tylko kilkaset lat wcześniej, władali sporą częścią Chin jako dynastia Jin.

nisan_saman

Szamanka Niszan

Ta duma z faktu bycia potomkiem wojowniczego ludu, który -samemu nielicznym będąc- był w stanie zawojować  i utrzymać w ryzach wielomilionowe państwo Hanów (etniczni Chińczycy) czasem przebija przez wypowiedzi Honga. Nic dziwnego – pochodzi od nich, a duch, który odziedziczył pasuje jak ulał do sznytu tradycyjnej szkoły walki. I ja nawet lubię te jego dywagacje na ten temat, tym bardziej, że nie ma w nich wywyższania się nad Chińczyków i brak w tym surfowania na fali bardziej sprzyjającego klimatu politycznego i mody na „stare”. Prędzej jest to manifestacja poczucia własnej wartości na zasadzie „ja też sroce spod ogona nie wypadłem”, choć w przypadku Mandżurów, to sroka czcią jest otaczana, i może nie spod ogona, ale protoplasta rodu Aisin Gioro sroce z dzioba wypadł był [pośrednio]. 😉 Hong pochodzi z rodziny arystokratycznej, ziemiańskiej, onegdaj majętnej, co może w naturalny sposób ułatwiać mu utożsamianie się ze swymi przodkami. Niemniej w moim i chyba w swoim własnym odczuciu jest bardziej Chińczykiem (Zhongguoren nie musi równać się Han) pochodzenia mandżurskiego niż Mandżurem. Nie zna przecież swego mandżurskiego nazwiska rodowego, nie mówi ani słowa po mandżursku.. Trzeba tu też zaznaczyć, że taki stan rzeczy nie jest wyjątkiem wśród współczesnych Mandżurów i wcale niekoniecznie jest wynikiem prześladowań po obu rewolucjach, a procesem wynaradawiania, który zaczął się znacznie wcześniej. Ponoć ostatni cesarz Qing, Puyi, umiał wypowiedzieć tylko jedno jedyne słowo w „ojczystym” języku. Było to „ili” – wstań, używane przezeń podczas audiencji..

lucznik

Mandżur czy nie, wolałbym nie drażnić 😉

No i tak.. Nie chcę tu się wdawać w jakiś przydługi wywód historyczny, bo za słaby jestem, ale ponieważ mam w dorobku okres nauki j. mandżurskiego u samego kongliangge zi profesora Jerzego Tulisowa, który wspominam z rozrzewnieniem niemal, to bardzo się ucieszyłem, jak ostatnio znalazłem ciekawe filmiki o próbach uratowania przed totalnym zapomnieniem języka mandżurskiego w Chinach, jak również filmiki z zarejestrowanym językiem Sibe, który tak naprawdę jest dialektem tego pierwszego.

ten jest po angielsku i nie za długi

Żeby nie było tak akademicko, dodam historyjkę z życia. Podczas pobytu mistrza w 2011 r., bodaj, wzięliśmy go z Jarozwierzem do knajpy „Lotos” przy Belwederskiej i specjalnie wziąłem dzień wolny od pracy w firmie z tej okazji. Jak już siedzieliśmy w tej restauracji czekając na jedzenie i rozmawiając z Hongiem, koleżanka z biura zaczęła wydzwaniać z jakimiś mało istotnymi sprawami, którymi można by się zająć bez angażowania mojej osoby, a ja musiałem przerwać zabawianie mistrza. Zabawianie sprowadza się co prawda głównie do słuchania jego niekończących się opowieści i wdychania hektolitrów dymu papierosowego, ale Hong jest przy tym uważny – nie można się zdekoncentrować, ani symulować, a przerywanie mu wątku przez jakieś tam telefony też nie jest szczególnie mile widziane. Toteż, gdy się wreszcie rozłączyłem, powiedziałem poirytowany coś mało pochlebnego o koleżance i dodałem -jako ciekawostkę- że jest ona Mandżurką. Niezbyt fortunne posunięcie, bo jak to? Mandżurka i coś nie tak? Trzeba się dopytać o wszystko i zbadać w czym rzecz. Może Ge Ande czegoś nie ogarnia. Z drugiej strony dobrze czasem wprowadzić nowy temat do rozmowy z mistrzem dla odświeżenia.  W każdym razie bardzo się zainteresował „krajanką”. A Karolina (takie ma polskie imię) nawet nie ma w paszporcie wbitego „Manzu” w rubryce narodowość, a zbożne „Han”. Niemniej jest świadoma swych korzeni. Wierzę na słowo. Wystarczy spojrzeć na buzię, zresztą całkiem niebrzydką, no i wiedzieć, że pochodzi z Daqing w Heilongjiangu, czyli tej najbardziej wysuniętej na północ  z trzech prowincji północno-wschodnich, zwanych Dongbei, a stanowiących tereny dawnej Mandżurii. Wszystko się zgadza. 🙂

gesi

okolice Daqing

BTW Karolina jest Mandżurką o złotym sercu -kiedy Wam koleżanka z pracy przyrządziła na poczekaniu i przyniosła do biurka gorący posiłek tylko dlatego, że zauważyła, że jesteście zmęczeni? ehhh.. – i pewnie niezasłużenie ją wtedy przed Hongiem obgadałem.. ale wojna.. :p

PIC00211.JPG

letnia rezydencja cesarzy mandżurskich

Czuję, że powinienem jeszcze napisać o tym, że Mandżurowie, w czasie gdy popędzili kota Mingom – sorry nanquanowcy 😉 – byli już całkiem ucywilizowaną nacją. Nie była to jakaś dzicz na wzór XIII wiecznych hord mongolskich. Ba, zanim wdarli się wgłąb Chin, od kilkudziesięciu lat mieli własne państwo oparte na chińskim wzorcu, ze stolicą w Mukdenie – obecnie Shenyang (Dongbei chuojiao tam ćwiczą!) – z zamieszkującymi je obywatelami narodowości Han. Oczywiście aniołkami też nie byli, a za apartheid, który zafundowali Chińczykom słusznie byli przez nich na długo znienawidzeni. Nie chciałbym zakończyć tak ponuro. Może więc uwieńczę wpis czymś, co Mandżurowie dobrego dali ludzkości, bo to że ktoś potrafi drugiemu rozwalić łeb cepem (ponoć cep bojowy należał do ulubionych broni konnicy mandżurskiej w XVII w.) to marny powód do podziwu. A zatem niech go ozdobi najfajniejszy chyba wynalazek mandżurski – qipao *znów zabrzmiało niebezpiecznie* 😉

qipao

pani w qipao

Ktokolwiek wpadł na pomysł ściągnięcia qipao, by bliżej ciała leżał i podciągnął ów gaoji rozpierdak aż po samo biodro, zasługuje na zaszczytne miejsce w historii przed wynalazcami czcionki drukarskiej i sosu sojowego, plus należy mu postawić słusznych rozmiarów stelę nagrobną, wspartą na majestatycznym żółwiu. Umesi yobo! 😉

Ngondeg

Mikołajki to chyba w szkole się obchodzi?

Nie? W domu to u nas raczej na Boże Narodzenie się prezenty dostaje.. Sekcja=szkoła w sumie.. Rok temu (ten czas leci!) był KO „pływający” po sali, tym razem wrzucę coś z mojej ulubionej tematyki tego bloga, a mianowicie koreański teledysk. :] Na zewnątrz 匹西基 [pi-xi-ji] jak w kieleckim i jest smutno, więc będzie jak ulał. Oczywiście wszystko co tu robię, ma związek z edukacją chuojiao, więc zwróćcie uwagę na tytuł. 😉

Pewnie i tak  nikt się niczego o chuojiao nie nauczy, ale zapamięta, że dziewięć, to wyjątkowa liczba. Też coś. BTW przy wyborze teledysku wahałem się czy nie dać innego z motywem zauroczenia nastoletnich uczennic  swoim zabójczo przystojnym trenerem i wątkiem pojawienia się groźnego konkurenta, ale zrezygnowałem ze względu na ewentualne podejrzenia, czy ten przekaz nie jest nasączony jakimś głębszym podtekstem. 😉

BTW, właśnie wyczytałem na wiki, że Św. Mikołaj (ten historyczny) był m.in. patronem marynarzy, łuczników, złodziei i właścicieli lombardów. :0

Ngondeg

Łucznictwo chińskie

Tym razem znowu trochę się oddalę tym wpisem od głównej tematyki, ale tylko pozornie. 🙂 Wczoraj odkryłem,  że Stephen Selby jakiś rok temu wrzucił na YT parę klipów, w sumie o charakterze wstępnego instruktażu, o tradycyjnym chińskim łucznictwie.  Selby, to Brytyjczyk mieszkający na stałe w Hong Kongu, który jakiś czas temu podjął próbę rekonstrukcji i krzewienia wiedzy na temat tradycyjnego łucznictwa chińskiego. Człowiek ten od lat tam mieszka, mówi świetnie po kantońsku i w putonghua, wżenił się, co ciekawe, w chińską rodzinę o tradycjach kung-fu, więc przygotowanie ma bardzo dobre. Naprawdę warte obejrzenia:

A jaki jest związek Selbyego z nami? Otóż w 2004 r. przyjechał on do Krakowa poprowadzić dwudniowe seminarium (bardzo udane, jak się później okazało). Pojechaliśmy w składzie: KO, Adaś i ja (czyli elyta naszego nie istniejącego jeszcze wtedy stowarzyszenia), a dołączył do nas na miejscu Rafał (ten od seminarium chuojiao w Krakowie), mający obecnie status sympatyka i tłumacza materiałów o Yi jin jing, tzw. ziliao, na Małopolskę. 😉 Niżej kilka fotek z tamtego seminarium:

Selby coś tłumaczy 🙂

Rafał

KO na pierwszym planie 🙂

fotka pamiątkowa

Stare, dobre czasy. W każdym razie doświadczenia z nauki tradycyjnego kung-fu bardzo się przydały nam w nauce nowej wtedy dla nas zupełnie dyscypliny. Trochę szkoda, że nie pociągnęliśmy tego później jakoś poważniej przez dłuższy czas. W tej chwili aktywnie  strzela z nas bodaj tylko Rafał, a i to chyba zupełnie inną techniką.

Swego czasu podpytywałem Hong Zhitiana, czy sztuka łucznicza w jakiejkolwiek formie była przekazywana wraz z naszym chuojiaofanzi i czy coś przetrwało do dziś, ale niestety nie. Później jednak miałem okazję pokorespondować z jednym z jego uczniów, Weiem z Xinji, który posiada dużą wiedzę na temat historii naszego stylu (oprócz tego, że jest uczniem Honga, to jego shifu od Xinyiliuhe, które równolegle trenuje- Cao Zhaotian- był uczniem Wu Binloua) i okazuje się, że Wu Binlou, nasz shitaiye, dobrze posługiwał się dangongiemłukiem na kulki (nie procą, jak to może błędnie sugerować nazwa chińska).  Broń ta bardziej służyła do polowań na ptactwo, czy jakiegoś innego drobnego zwierza, niż czemukolwiek innemu, niemniej fajna rzecz. Selby kiedyś pisał na forum internetowym  o pewnym jegomościu z Pekinu, który go uczył tej sztuki – ponoć jest to jakieś 15 minut nauki, a następnie lata polerowania. Jest więc zawsze możliwość, że ktoś z nas się tego nauczy przy jakiejś okazji i wzbogaci tym nabytkiem nasze polskie chuojiaofanzi. 🙂

Ngondeg