Posts Tagged ‘ Marek Klajda ’

Jogin- Joginka, Jog-??

Chyba też joginka.. raczej nie jożka 😉

Tako żeśmy się zaczęli zastanawiać wczoraj po treningu nad oboczną, albo raczej pierwotną wersją tego słowa zainspirowani jedną medytującą sobie i gimnastykującą się opodal naszego teatru działań panią. Adaś mi dziś genialną definicję z 1746 roku (autorstwa księdza Benedykta Chmielowskiego) podesłał:

 Jog(i) „Człowiek, co sztukę zwaną jogą uprawia. Wielce ci on lubi zwierza wszelkiego małpować. Jak krowę widzi, to tak se nogi zaplecie że krowi pysk udaje, a w on czas krowę, co stoi w wielkim osłupieniu, łatwiej mu wydoić. (…) Kobiet zażywają. Siedzi jeno dziurkę uchyli, a winniczka wypuści i czeka, aby go któraś dosiadła. (…) Pojadają Jogi jedynie korzonków, bulw, olpuchów, a bobu lubią wielce. Jak taka poje, a czuje, ze go wzdymie, to on u dołu zawrze, a gazu nie puści, wdech tęgi powietrza zrobią gardło zatka językiem, niby korkiem. Jak gaz z dołu i powietrze z góry się spotkają, to pęcznieje i lekko z ziemi się unosi, a jak wiatru dostanie, to się i przemieszcza. (…) Różne dziwa robi. Ale ludzie dobre są, a jak ukontentowani w kupie się zbiorą, to buczą cicho jak pszczółki”.
Rajt.. Btw „wielce ci on lubi zwierza wszelkiego małpować” to jak wyciąg z definicji kaozhanlian ;] Akurat ćwiczyli 1 chuojiao i 4 cunshou 🙂
Dobra aura do treningu była i nawet ja osobiście skorzystałem z uwag Sifu Klajdy. Pewnie nie chciał, żebym mu obciachu w chińskim parku narobił ;>
Ngondeg
Reklamy

Maj – Październik 2018

Maj miesiącem Przejścia.

Tak, na każdy miesiąc tego okresu i jeszcze na dwa dalej mam kartę gaoji  kalendarza z którymś z klonów Bruce’a :]

Ćwiczymy tam, co zwykle na Polach. Od Wawelskiej mała zmiana architektoniczna, więc tłumaczę, że idąc tamtędy od stacji paliw skręcić należy za Jaguarem, a przed barakowozem, jak droga prowadzi. Potem prosto..

..aż dochodzi się pod szlaban. Tylko dla poyazdów ;] Dalej prosto, znaczy się prawie po przekątnej przez trawnik i pod mirabelką znajdziecie grupkę Marka. We wtorki i czwartki od 18:15 do.. końca treningu. Tu mamy ten luksus.

Filmik wyżej, to skrót ostatnich 20  minut pierwszego treningu. Ponoć, jak się przyjdzie wcześniej, można zobaczyć fajne joginki 😉

Ngondeg

Franciszek z Asyżu, gwiazdka z anyżu, bufa w jodełki, KO figielki..

[na melodię Dzisiaj w Betlejem] btw, KO nie tyle figlował, co udzielił powłoki cielesnej ciału astralnemu Ryśka, bo walnął życzenia-mini przemowę o wielkiej doniosłości, ale ta świętokradcza klamra kolędowa mi się podoba :}

Fajnie było na tym wigilijnym treningu 🙂

 

OK, zatem Wesołych, Wszystkiego Dobrego i do zobaczenia tuż po Nowym Roku!

 

🙂

Ngondeg

Głowa Tygrysa Ogon Kaczki Mandarynki

Trochę się zdziwiłem wchodząc na salę, bo zobaczyłem „nowego” ale ten nowy jakąś dziwnie znajomą twarz miał.. Okazuje się, że to Tomek z Koszalina, którego poznaliśmy z Markiem podczas seminariów Mistrza w Słupsku, w szkole Darka Muraszko! :] I to już drugi raz czy trzeci przyszedł na trening, a nikt mi nie doniósł..

Obowiązki rzuciły, czy raczej rzucają go teraz regularnie w nasze strony, więc ma okazję trochę się od Marka nauczyć. Tylko nie jest łatwo, bo od seminariów upłynęło już parę lat, a te shenfy – południowa i północna – nie do końca się  lubią.. ale wojna, jakoś trzeba to przebrnąć 😉

Znaczek koszalińskiego Hulong Pai na piersi jest widoczny, więc nie wypada się poddawać tak od razu, Tomek ;]

Ngondeg

z Maleike i bez

Spełniłem swój obowiązek dziennikarski nagrywając „materiały” na dwóch ostatnich treningach. We wtorek były regularne zajęcia z Markiem..

..a w czwartek już nie przyszedł, bo go w środę na cmentarzu przewiało. Yijinjing yijinjingiem, a wicher wichrem ;]

Poćwiczyliśmy, jak zwykle w takiej sytuacji, z większą dozą pacek i jakimiś mniej lub bardziej trafionymi eksperymentami czy zabawami, których nie wiedzieć czemu tym razem nie utrwaliłem :] Szkoda, bo była to implementacja rozwiązań postępowej pani od wuefu z jakiejś chińskiej podstawówki, którą obejrzałem niedawno leżąc na hotelowym wyrku.

Coś takiego, tylko nie pompowali za przegraną.. Jak mogłem o tym nie pomyśleć -_- Dobra, następnym razem będzie z pompką z przyklaskiem za dupą 😉

Ngondeg

Móżdżek Tofu, 8 skarbów i 1 skarbnik – Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia 2017

Sztuka życia polega na zmienianiu obowiązków w przyjemności, zatem zamiast podpisywać papierzyska byle gdzie, towarzystwo spotkało się w (niedawno chyba) przemianowanej chińskiej knajpie przy Pl. Unii (pasuje nawet:)

Byłem pierwszy i jak tylko wszedłem natknąłem się na Tybetańską Xiężniczkę Gienię, która w krótkich żołnierskich słowach powiedziała mi, co dobre, co nie. Wytyczne od Sifu Klajdy brzmiały: „ma być móżdżek tofu, co do reszty masz wolną rękę”, więc wysłuchałem Gienii. Poza tym okazało się, że knajpa ma bardzo miłą szefową i pomocnicę, więc ustalenie menu było tyleż sprawne, co przyjemne ;]

yep 🙂

Marek po powrocie z Chin tak się nakręcił, że skombinował Bóg-wie-skąd potrzebne składniki do robienia doufu nao i teraz próbuje w domu. Niby proste, ale nie aż tak, jak by się mogło zdawać. W każdym razie prawił uczenie i demonstrował – dla większości to był pierwszy móżdżek w życiu ;]

relatório fotográfico

mój móżdżek

baranina z placuszkami-kieszonkami

Marek szuka klipu z Mistrzem..

..znalazł 🙂

KO jako KO

KO jako Skarbnik

sigua

zapomniałem jak się nazywa.. jedzą na południu Chin 😉

KO pod wpływem Tieguanyin 😉

zero szacunku dla tysięcy lat kultury chińskiej.. ;p

Wszystko zostało przedstawione, rozliczone, ustalone i uchwalone. Nawet mamy trochę kasy i będziemy zapraszać Mistrza w przyszłym roku 🙂

Ngondeg

MK – Yunnan (fotki)

c.d. fotorelacji rodzinnego wypadu Klajdów do Chin anno domini 2017 :]

Przylecieli do Yunnanu prosto z Hong Kongu. Powietrze ponoć świetne, ale bardziej ku górze ciężej oddychać. Zwłaszcza przy przeziębieniu – padli ofiarą klimatyzacji jeszcze w HKG..

Dali

Lijiang

Shangri-La

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tutaj muszę coś dodać od siebie, choć to nie moja wycieczka i nie moje wspomnienia: Kuźwa, nie żadne Shangri-La, czy Xianggelila, a frikkin Zhongdian! Wiem, bo Lefo  (ulubieniec Hong Zhitiana z naszego Południa) tam się zapuszczał jeszcze latach 90′. Nie widział Presleya, Hendrixa, Joplin ani nawet Carradine’a (wtedy jeszcze żywego, ale kto oglądał Kung-fu the Legend Continues, ten rozumie:) za to widział Tybetańczyków z żelaznymi kulami na sznurze do obrony przed psami! No, ale napisałem „Shangri-La” bo Marek tak te zdjęcia opisał i -faktycznie- w 2001 r. władze przemianowały tak miasto Zhongdian, by ściągać turystów.. Mystique.. Zainteresowanych mogę jednak odesłać do książek i obrazów Roericha – mają klimat.

 

Yu Long Xue Shan w pobliżu Lijiangu

Na ostatnim zdjęciu, wraz z rodziną, Jade Dragon himself – cute ;>>

Jade Dragon Snow Mountain, Yu Long Xue Shan, Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka itp to wszystko brzmi fajnie, ale wygląda (nawet współczesne chińskie znaki) cienko w zestawieniu ze spiżowym piktogramem ludu Naxi.

To był już ostatni odcinek, dzięki za fotki, Marek 🙂

Ngondeg

 

MK – Szanghaj i Hong Kong (fotki)

Dostałem więcej fotek od Marka (więcej niż się spodziewałem) ale to dobrze – pokażemy 🙂 Druga i trzecia część eskapady w tym wpisie się znajdą.

Szanghaj jest z chuojiao związany o tyle, że Mistrz odwiedzał Marka, gdy ten przeprowadził się tam w drugiej połowie lat ’90. Nawet zachowały się z tych wizyt materiały wideo 🙂 Poza tym mieszkał w Szanghaju ( a może nadal mieszka) Simon, inny znany uczeń HZT z tamtego okresu. Marek raczej nie przepada za tym miastem, co mnie zupełnie nie dziwi. Jakieś złe qi tam jest. Ciężko opisać. Gdyby nie znajomi, czy obowiązki służbowe, nie byłoby po co tam jeździć. Właśnie sprawdziłem listę uczniów i uczniów uczniów Mistrza na końcu książki, i nie ma ani jednego wymienionego rezydenta Pałyża Wschodu ;] Z drugiej strony w sąsiednim Zhejiangu jest ich aż.. 44 :>

Zaraz, czy to czasem nie w Szanghaju Wu Binlou rekonstruował z Yao Zhiguangiem formy Yanqingfanzi? A przynajmniej czy tam się nie poznali? Jeśli to miało miejsce w Szanghaju, podreperowuje sobie nieco „standing” :]

Z kolei Hong Kong jest jednym z Marka ulubionych. Zgadzamy się co do tego, że samo miasto, jego położenie oraz dziksze jego partie są świetne, natomiast Hongkongersi są.. trudni.. Z tym tylko, że Marek zdaje się być w tej kwestii znacznie bardziej pobłażliwy 😉

zauważam dziwną słabość Sifu Klajdy do czarno żółtych insektów ;]

Tęsknica bierze.. Zwłaszcza ten prom na szmaragdowych wodach pomiędzy Kowloonem a Wiktorią..

Przy okazji, jakby kogoś interesowały filmiki z HKG lat 50-80, na kanale Michaela Rogge jest ich sporo i są ciekawe.

Zapomniałbym, że w Nowych Terytoriach, w Ma On Shan prowadził zajęcia Mei Dehao! Spoko gość i fajną miał grupkę, z którą trenował na małym boisku do kosza wciśniętym między mrówkowce. Marek pewnie i tak nie miałby czasu, ale żałuję, że mu nie powiedziałem.. To chuojiao z linii z Jiangsu, nie nasze, bardziej szaolińskie, ale też fajne, no i … naszego tam nie ma.

W kolejnym odcinku Południowy Zachód :]

Ngondeg

P.S. Nie zjadłem wszystkich ciasteczek księżycowych sam! Nie dotarłem do sklepu Lao Heia – to wszystko :]

Marek w Pekinie (fotki)

Dostałem dziś od Marka parę zdjęć z ostatniej podróży do Chin. Był z żoną i córkami, przypominam, ale profesjonalnie wyselekcjonował te z mistrzem i uczniami + kilka widoczków 🙂

Przefajny kawałek muru i kul ujęcie z baishi – wygląda jakby Mistrz przyjmował hurtem uczennice seminarium duchownego 😉

Dostaliśmy też od Shifu po egzemplarzu jubileuszowego albumu poświęconego pamięci naszego Shitai. Wspominałem o tym i choć pierwotnie planowałem wkleić najzwyczajniej we wpisie kilka skanów, to jednak poczekam z tym trochę. Parę ciekawych rzeczy zostało tam napisanych; parę historii, ciekawych faktów, o których warto by wspomnieć. Zwłaszcza, zwłaszcza, że jeden ze sławnych łuczników przełomu epok Ming i Qing mieszkał nie tylko w jednej wsi, co i na tej samej ulicy, co Wu Binlou, a jako że ja, Ge Ande, jestem w trakcie tworzenia swojej nowej tożsamości, to takie coś może być bardzo ważne dla mojego przyszłego CV, zatem chcę podejść do sprawy porządnie – tzn n.p. przeczytać ten rozdział ;]

Ngondeg

Reklamy