Posts Tagged ‘ Marek Klajda ’

Móżdżek Tofu, 8 skarbów i 1 skarbnik – Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia 2017

Sztuka życia polega na zmienianiu obowiązków w przyjemności, zatem zamiast podpisywać papierzyska byle gdzie, towarzystwo spotkało się w (niedawno chyba) przemianowanej chińskiej knajpie przy Pl. Unii (pasuje nawet:)

Byłem pierwszy i jak tylko wszedłem natknąłem się na Tybetańską Xiężniczkę Gienię, która w krótkich żołnierskich słowach powiedziała mi, co dobre, co nie. Wytyczne od Sifu Klajdy brzmiały: „ma być móżdżek tofu, co do reszty masz wolną rękę”, więc wysłuchałem Gienii. Poza tym okazało się, że knajpa ma bardzo miłą szefową i pomocnicę, więc ustalenie menu było tyleż sprawne, co przyjemne ;]

yep 🙂

Marek po powrocie z Chin tak się nakręcił, że skombinował Bóg-wie-skąd potrzebne składniki do robienia doufu nao i teraz próbuje w domu. Niby proste, ale nie aż tak, jak by się mogło zdawać. W każdym razie prawił uczenie i demonstrował – dla większości to był pierwszy móżdżek w życiu ;]

relatório fotográfico

mój móżdżek

baranina z placuszkami-kieszonkami

Marek szuka klipu z Mistrzem..

..znalazł 🙂

KO jako KO

KO jako Skarbnik

sigua

zapomniałem jak się nazywa.. jedzą na południu Chin 😉

KO pod wpływem Tieguanyin 😉

zero szacunku dla tysięcy lat kultury chińskiej.. ;p

Wszystko zostało przedstawione, rozliczone, ustalone i uchwalone. Nawet mamy trochę kasy i będziemy zapraszać Mistrza w przyszłym roku 🙂

Ngondeg

Reklamy

MK – Yunnan (fotki)

c.d. fotorelacji rodzinnego wypadu Klajdów do Chin anno domini 2017 :]

Przylecieli do Yunnanu prosto z Hong Kongu. Powietrze ponoć świetne, ale bardziej ku górze ciężej oddychać. Zwłaszcza przy przeziębieniu – padli ofiarą klimatyzacji jeszcze w HKG..

Dali

Lijiang

Shangri-La

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tutaj muszę coś dodać od siebie, choć to nie moja wycieczka i nie moje wspomnienia: Kuźwa, nie żadne Shangri-La, czy Xianggelila, a frikkin Zhongdian! Wiem, bo Lefo  (ulubieniec Hong Zhitiana z naszego Południa) tam się zapuszczał jeszcze latach 90′. Nie widział Presleya, Hendrixa, Joplin ani nawet Carradine’a (wtedy jeszcze żywego, ale kto oglądał Kung-fu the Legend Continues, ten rozumie:) za to widział Tybetańczyków z żelaznymi kulami na sznurze do obrony przed psami! No, ale napisałem „Shangri-La” bo Marek tak te zdjęcia opisał i -faktycznie- w 2001 r. władze przemianowały tak miasto Zhongdian, by ściągać turystów.. Mystique.. Zainteresowanych mogę jednak odesłać do książek i obrazów Roericha – mają klimat.

 

Yu Long Xue Shan w pobliżu Lijiangu

Na ostatnim zdjęciu, wraz z rodziną, Jade Dragon himself – cute ;>>

Jade Dragon Snow Mountain, Yu Long Xue Shan, Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka itp to wszystko brzmi fajnie, ale wygląda (nawet współczesne chińskie znaki) cienko w zestawieniu ze spiżowym piktogramem ludu Naxi.

To był już ostatni odcinek, dzięki za fotki, Marek 🙂

Ngondeg

 

MK – Szanghaj i Hong Kong (fotki)

Dostałem więcej fotek od Marka (więcej niż się spodziewałem) ale to dobrze – pokażemy 🙂 Druga i trzecia część eskapady w tym wpisie się znajdą.

Szanghaj jest z chuojiao związany o tyle, że Mistrz odwiedzał Marka, gdy ten przeprowadził się tam w drugiej połowie lat ’90. Nawet zachowały się z tych wizyt materiały wideo 🙂 Poza tym mieszkał w Szanghaju ( a może nadal mieszka) Simon, inny znany uczeń HZT z tamtego okresu. Marek raczej nie przepada za tym miastem, co mnie zupełnie nie dziwi. Jakieś złe qi tam jest. Ciężko opisać. Gdyby nie znajomi, czy obowiązki służbowe, nie byłoby po co tam jeździć. Właśnie sprawdziłem listę uczniów i uczniów uczniów Mistrza na końcu książki, i nie ma ani jednego wymienionego rezydenta Pałyża Wschodu ;] Z drugiej strony w sąsiednim Zhejiangu jest ich aż.. 44 :>

Zaraz, czy to czasem nie w Szanghaju Wu Binlou rekonstruował z Yao Zhiguangiem formy Yanqingfanzi? A przynajmniej czy tam się nie poznali? Jeśli to miało miejsce w Szanghaju, podreperowuje sobie nieco „standing” :]

Z kolei Hong Kong jest jednym z Marka ulubionych. Zgadzamy się co do tego, że samo miasto, jego położenie oraz dziksze jego partie są świetne, natomiast Hongkongersi są.. trudni.. Z tym tylko, że Marek zdaje się być w tej kwestii znacznie bardziej pobłażliwy 😉

zauważam dziwną słabość Sifu Klajdy do czarno żółtych insektów ;]

Tęsknica bierze.. Zwłaszcza ten prom na szmaragdowych wodach pomiędzy Kowloonem a Wiktorią..

Przy okazji, jakby kogoś interesowały filmiki z HKG lat 50-80, na kanale Michaela Rogge jest ich sporo i są ciekawe.

Zapomniałbym, że w Nowych Terytoriach, w Ma On Shan prowadził zajęcia Mei Dehao! Spoko gość i fajną miał grupkę, z którą trenował na małym boisku do kosza wciśniętym między mrówkowce. Marek pewnie i tak nie miałby czasu, ale żałuję, że mu nie powiedziałem.. To chuojiao z linii z Jiangsu, nie nasze, bardziej szaolińskie, ale też fajne, no i … naszego tam nie ma.

W kolejnym odcinku Południowy Zachód :]

Ngondeg

P.S. Nie zjadłem wszystkich ciasteczek księżycowych sam! Nie dotarłem do sklepu Lao Heia – to wszystko :]

Marek w Pekinie (fotki)

Dostałem dziś od Marka parę zdjęć z ostatniej podróży do Chin. Był z żoną i córkami, przypominam, ale profesjonalnie wyselekcjonował te z mistrzem i uczniami + kilka widoczków 🙂

Przefajny kawałek muru i kul ujęcie z baishi – wygląda jakby Mistrz przyjmował hurtem uczennice seminarium duchownego 😉

Dostaliśmy też od Shifu po egzemplarzu jubileuszowego albumu poświęconego pamięci naszego Shitai. Wspominałem o tym i choć pierwotnie planowałem wkleić najzwyczajniej we wpisie kilka skanów, to jednak poczekam z tym trochę. Parę ciekawych rzeczy zostało tam napisanych; parę historii, ciekawych faktów, o których warto by wspomnieć. Zwłaszcza, zwłaszcza, że jeden ze sławnych łuczników przełomu epok Ming i Qing mieszkał nie tylko w jednej wsi, co i na tej samej ulicy, co Wu Binlou, a jako że ja, Ge Ande, jestem w trakcie tworzenia swojej nowej tożsamości, to takie coś może być bardzo ważne dla mojego przyszłego CV, zatem chcę podejść do sprawy porządnie – tzn n.p. przeczytać ten rozdział ;]

Ngondeg

ostatni trening na łonie natury zapowiedzią zejścia do zatęchłej dziury

To już ostatnie widoczki z tego lepszego świata wolnych kungfiarzy (w porze treningowej)..

Nie no nie będzie tak źle, ale to przejście początkowo zawsze jest bolesne ;] Od 3 października, t.j. od wilii Zhongqiujie, trenujemy na sali, tej samej co zwykle, czyli przy Sempołowskiej 4, w następujące dni i godziny:

wtorki: 18:15 – 19:45

czwartki: 18:15 – 19:45

Fajnie by było zakończyć pierwszy trening w szkole zjedzeniem ciastek księżycowych. Postaram się kupić u Lao Heia w Wólce, bo są ok i tylko po 5zł (w najprostszej wersji:)

Ngondeg

ciepły wieczór

Względnie ciepły, ale po tych kilku dniach pluchy wydał się niczym wuinaam,czyli krótki powrót ciepłej acz wilgotnej pogody w kantońską zimę 😉 No i nie wykluczone, że ostatni taki na naszym treningu w tym roku..

Pomiędzy ścieżką podstaw a formami znalazła się dziś bufa, którą Marek starał się kierować na tory żywego zastosowania. I Adaś z KO odstawiali taniec cieni (nawet nie z cieniem – mieli siebie;)

Ngondeg

W sierpniu Sowy odlatują na Wschód

Tylko na trzy tygodnie, co prawda, więc się nie zdążymy (my=rzesza tudich) stęsknić, a oni, czyli Marek z córkami swymi (to pierwsza ich wizyta w Chinach!) będą mieli przefajnie. Pekin-Szanghaj-Hong Kong-Yunnan-Pekin. Ech.. Kul! Oczywiście wizyta u Mistrza obowiązkowa ;] Kurcze, nie jestem pewien, czy Shimu też leci..

Wpadłem na końcówki treningów we wtorek i piątek, żeby chwilę pogadać. Przy okazji coś nagrałem, jak zwykle. Robili „nowe” 4 i 5 chuojiao, co je Hong ostatnimi laty na powrót ubojowił. Uśmiałbym się, jakby Marek przywiózł tym razem do Polski jeszcze bardziej podrasowione wersje :>

Wczoraj miałem ze sobą łuk, a że warunki były sprzyjające, dokonałem pokazu rytualnego strzelania w czerwone niebo (trochę contradictive :p) co jest, btw, jedyną rzeczą, jaką [na razie] robię lepiej od Sifu Klajdy ;] Adaś dołączył.

Strzały spadały równo, nawet przez koronę pobliskiej brzozy, więc wróżbę odczytuję za pomyślną :] Niesamowite były te chmury wczoraj..

Przybrały nawet postać gór, czyniąc Skrę antyczną stolicą Inków. Lubić 🙂

Reasumując, Marek poprowadzi trening dopiero 29 sierpnia.

Ngondeg

Karmazynowy Żubr kopie Złotą (k)Urę

;]

Sifu Klajda sumiennie poprowadził kolejny trening pełny typowych i mniej [przynajmniej do niedawna] typowych dla chuojiao rozwiązań. Indżoj :]

Ngondeg

po treningu spad na bambus

Jest ładnie, staram się zatem przychodzić, brać trochę wskazówek od Sifu Klajdy na moje obecne potrzeby i relacjonować dla potomności ;]

Jak widać Marek tak bardzo się (chyba nieświadomie) upodabnia do Honga (to termin najbardziej honoryfikatywny) że aż po trenigu poszliśmy na alkohol do Van Binh przy Bitwy ;]

od lewej: żeńszeniówka, owocówka, bambusówka

Golneliśmy owocówki, która smakuje mocno korzennie, oraz bambusówki. 40%, na wódce, nie spirycie, całkiem ok. W ogóle lokal ma potencjał na letnie zgromadzenia walne Stowarzyszenia. Żeńszeniówkę zostawiłem na wypad z KO – będzie w sam raz na wzmocnienie nadwerężonego zdrowia 🙂

Ngondeg