Posts Tagged ‘ shuangshoudai ’

wesele chuojiao

Zupełnie legalne i chyba pierwsze w historii Szkoły 🙂

locum nuptialis convivii – Domek Byjały

Pan Młody, Rysiek -uczeń Marka po baishi; Panna Młoda, Aleksandra – uczennica Marka (no nie po baishi ale kardynał zatwierdził); Świadek – Marek; Świadkowa, Joanna – siostra Aleksandry, ale i uczennica Marka po baishi. Była też warta uzbrojona w shuangshoudaie dzierżone przez tudich! 戳脚婚礼 jak nic 🙂

Wejście

pozo

Adaś i Igor

Marek

 

Rysiek i Aleksandra przysięgają sobie 🙂

tuli tuli 😉

Goście reprezentowali, naturalnie, całe spektrum kontaktów towarzyskich Młodej Pary, nie tylko sfery kungfiarskiej, ale skoro ja piszę/maluję :p tę relację to będzie ona biased ;] Np. doszło przy stole do małego biwu, gdzie pokazałem KO wyższość chuojiaowego yingmian feishanzhang od cemian feishangzhang z taijiquan ;>

KO przyjął wynik po męsku i w zamian zademonstrował coś, czego nie umiem, czyli odginanie płomienia wzrokiem:

Poza tym, zbożne wesele, gdzie ludzie jedli, pili i tańczyli 🙂

Sifu Klajda o dziwo tańczył tradycyjnie, nie w trykocie szkoły Sifu Thierry’ego, a patrząc na popisówkę Ryśka wreszcie żeśmy pojęli o co chodziło z tym jumpingiem przez te wszystkie lata ;]

Alex i Rysiek

Aj min, zej luk hepi 😉 Łoby ścieżka Waszego pożycia była jak ścieżka naszego starego changzi na Skrze. Nie za miękka, nie za twarda, tylko w sam raz 😉

 

selfindi

A, tak w ogóle, to -skoro wspomniałem o starej ścieżce- mijaliśmy ją w drodze powrotnej z wesela o 05:45 dnia następnego ;p i nawet spotkaliśmy Marcina (którego przyjęliśmy za dobry omen) i cyknęliśmy tę niezwykle dynamiczną fotkę 😉

Ryśki wracają już jutro do UK, ale wstępnie ustaliliśmy, że przyjedziemy i poćwiczymy. Ba, mają obok siebie ponoć pole rozmiarów lotniska, więc może wezmę łuk i postrzelam trochę – kul!

Ngondeg

shuangshoudai jak się patrzy

I to w hunggarowym przybytku – muzeum Wong Fei Hunga za murami Zumiao w Foshanie 🙂

Wchodzi się bramą, którą widać w tle, skręca w lewo i jest się na wprost z muzeum Yip Mana, natomiast kawałek dalej znajduje się zespół budynków poświęconych WFH.

Pamiątek jest w sumie niewiele. Tyle co jakieś stare fotki (chyba nawet dalej wisi fotografia syna Wong Fei Hunga jako sam Wong Fei Hung) książki, gazety, zdjęcia aktorów często grających rolę Wonga i postaci towarzyszących, jakiś manekin, maska do tańca lwa i trochę starej broni. Przy wyjściu panie sprzedają cudowne olejki na stłuczenia, skręcenia i przeziębienie firmowane imieniem i nazwiskiem samego mistrza – naturalnie kupiliśmy 🙂

A tu, w jednej z sal, proszę.. To już nie rękojeść, a drzewce, więc nie żadne zwykłe dadao. Nie dłuższe niż głownia na oko, więc też nie pudao.. Jak nic spełnia wymogi shuangshoudai! To że garda nie jest esowatym jelcem mniej mnie interesuje. To że jest spora, pi razy drzwi 130cm (a to stara broń więc i ludzie ogólnie mniejsi, w dodatku na południu Chin) cóż, może dla tęgiego chłopa robiona. A może było to pudao, ale się złamało drzewce i skrócili trochę? Nie wiem. Tajemnicą to zostanie. Opisu brak. Fotki, którymi zaklejono bardzo inteligentnie gablotę przedstawiają inną broń w użyciu.

Aż dziwi, bo cały kompleks Zumiao jest odstawiony naprawdę elegancko, a tu taka maniana.. Co tam, dla mnie to shuangshoudai i powinno się tym dobrze ćwiczyć 🙂 I to było najbliżej chuojiao, jak się nam udało podczas tej wyprawy dotrzeć. Inna rzecz, że się nie staraliśmy specjalnie ;]

Ngondeg

Arsenał jak u Mistrza

Z tą różnicą, że niestety Hong Zhitian nie ma w zbiorach ani jednego łuku..

Prowadzący wywiad jest trochę drażniący,  natomiast Peter Dekker wydaje się być w porządku. Myślę, że dadao, które demonstruje w okolicach 4:40 można spokojnie zaliczyć do „naszych” shuangshoudaiów. Ten, który oglądaliśmy z Adasiem w Xicheng Qu wydawał się mieć podobne rozmiary. Egzemplarz z filmiku ma wg P.D. 86.8cm długości, w tym głownię o dł. 53.9cm i waży 1240 g. Ciekawy jestem, co by Hong powiedział na pomysł, że kształt ssd wynika z tego, iż projektowany był z myślą o chłopach, którzy przywykli do prac polowych 🙂 Z drugiej strony cholera wie. Chorągwiani też przecież na roli robili.

Jak ktoś się interesuje łucznictwem, to warto wejść na stronkę Petera poświęconą łucznictwu mandżurskiemu:

FE DORO

Jest tam m.in. bardzo ciekawy wywiad z ostatnią mandżurską łuczniczką – Tong Peiyun, córką znanego zapaśnika i ogólnie mistrza tcsw, Tong Zhongyi.

Ngondeg

Kulawa relacja

Nie że moja :p bo akurat nie było mnie tam, tylko że nędzna, bo pusta, krótka i nudna, ale ileż można czekać na kolegów.. Zyczek!

Był Puchar Polski Wushu w ostatni weekend i Marek, jak już wiadomo, zdobył dwa złote medale. Jeden za formę bez broni – kaozhanlian, drugi za formę z bronią – shuangshoudai. Oto nagrania jednej i drugiej zrobione przez Aśkę swoim gaoji smartfonem:

16 listopada

17 listopada

JESZCZE RAZ GRATULACJE, SHIFU!

w subkulturze wushu za każde takie chluśnięcie miodem po tyłku można dostać jakieś fajne ćwiczonko :p

W przerwie między konkurencjami odbył się też pokaz grupy osób niepełnosprawnych z sekcji szermierczej AWF, którą Marek Klajda razem z Markiem Balińskim uczą – odpowiednio – neigongu i taiji. Łukasz zamieścił parę fotek:

szermierka_na_wozkach

szermierze

报告完毕 😉

Ngondeg

I jeszcze jeden i jeszcze raz! :)

Dziś Markowi w plecach nie „pykło” i wykonał formę ze shuangshoudaiem na medal. W dodatku na złoty. 😉

image

Marek Klajda

W tej chwili nie mam fotki z dzisiejszych zawodów i wpis ten robię z pokładu autobusu, więc prawdziwa relacja z klipami i zdjęciami z wydarzeń ostatnich 2 dni jeszcze przed nami. 🙂

A oto dowód, że prawdę mówię, nie zmyślam. 😉

Dobra, w tej chwili dostałem od Adasia klip z ssd, więc wrzucam nie bacząc na to, że nie jest to full hd. Lepsze wrzuci się później.


Rao tou, guo nao – kręci dobrze!

Ngondeg

Naucz mnie zabijać..

poprosił Rysiek Marka wczoraj (widocznie musi na Wyspach długi ściągać czy co?)..

Marek na to: dobrze, ale najpierw musisz nauczyć się tańczyć.. 

Rysiek: już umiem..

Marek: ale tak, żeby rozdzwoniły się mosiężne pierścienie..

Rysiek: …

ssd_Marek

Marek Klajda

ssd_Marek_Rysiek

Marek i Rysiek

ssd_nauka

pubu

Żarty żartami, ale jak sobie popatrzyłem na formę w wykonaniu Marka (ma on przyczepione trzy pierścienie na końcu rękojeści swego shuangshoudaia reprezentujące jing, qi i shen), to wygląda to jak taniec. Przy tym nie jest to, naturalnie, moja uszczypliwość, a jedynie stwierdzenie, że broń powinna się rękach ćwiczącego roztańczyć, a dźwięki pierścieni mają podkreślać każdy ruch lub demaskować błąd w nim tkwiący – nie ma miejsca na chaos, czy tani blichtr młynków. 🙂

Ngondeg

coś o broni

Szperając na necie w poszukiwaniu czegoś o naszym mistrzu i naszej gałęzi chuojiao znalazłem świeży artykuł Zhang Daweia o dao w chińskich tradycyjnych sztukach walki.

Zhang

shixiong naszego mistrza

Napisałem „o dao„, ale o mały włos napisałbym „o szabli”. Trzeba bowiem wiedzieć, że w języku chińskim słowo dao – 刀 oznacza generalnie wszystko, co jednosieczne. Czyli scyzoryk, wielka halabarda (typologicznie raczej glewia) Guan Di, czy też ostrze tnące w jakiejś maszynie przemysłowej to jest jakieś dao. W języku potocznym dao często znaczy po prostu nóż (w słowniku jest jako pierwsze znaczenie najczęściej) toteż czasem czytając anglojęzyczne fora wyskakuje ni stąd, ni zowąd jakieś big knife, gdy chodzi najczęściej o glewio-podobne chińskie bronie drzewcowe. Mając to na uwadze, peryfrastyczne formy stosowane przez Indian Ameryki Północnej do określania białych kawalerzystów – długie noże, nie wydają się już takie prymitywne, czy naiwne, a być może wskazują prędzej na jakąś (tu akurat bliską Chińczykom) cechę języka. Długie noże, to przecież changdao, a po wstukaniu tego słowa znakami w google wyskoczą nam przede wszystkim różnego rodzaju katany (rodzaj szabli jakby nie było) a dopiero dalej, to co my nazwalibyśmy długimi nożami. 🙂 Starczy tej dygresji. Artykuł Zhanga jest więc o chińskiej broni jednosiecznej ogólnie. Nie jest, niestety, jak wiele chińskich artykułów, specjalnie ciekawy, gdyż głównie ślizga się po ogólnikach, fragmentach niewiele mówiących fragmentów quanpu, słowach kluczowych, rzeczach oczywsitych jak słońce, a mało w nim osobistych obserwacji. Na szczęście nie do końca. W jednym miejscu Zhang wspomina szkółkę wushu przy uniwesytecie, na który uczęszczał w latach 50-tych, w której, jak opisuje, mieli autentyczne bojowe shuangdao, czyli podwójną szablę, a raczej dwie szable mieszczące się w jednej pochwie z typową, jakby przeciętą na pół rękojeścią i osłoną dłoni. Myślę, że to coś takiego. Długość szabli/szabel z artykułu, to ok. 85 cm, a waga rzekomo ok. 2kg dla lewej, i 2,5kg dla prawej. W tę wagę mi się szczerze mówiąc nie chce zbytnio wierzyć.. Niemniej uwaga o tym, że szabla lewa – do ręki słabej (Chińczycy podobnie do nas nie patrzyli przychylnie na mańkutów ;)) – jest lżejsza i w założeniu miała trochę inne zadanie niż ta cięższa, do ręki prawej, jest bardzo ciekawa. Nasuwa się skojarzenie z lewakiem. Ta lżejsza nazywana była wg Zhanga yin dao, a ta cięższa yang dao – znów odniesienie do yinyang. Druga ciekawa wzmianka w artykule jest o shuangshoudai, broni, o której już było na tym blogu.

Dla przypomnienia co to jest, wklejam klip z 2006 r. z mistrzem w roli głównej, gdy uczył mnie formy shuangshoudai własnego autorstwa z pomocą swego ucznia, Turhuna, w Pekinie 🙂

jakość licha, ale ssd widać i widać jak pracuje

Shuangshoudai, to bodaj skrót od shuangshoudaidao, czyli -jeśli tak- znaczy tyle, co „szabla prowadzona oburącz”. Zhang nic specjalnie odkrywczego o niej nie napisał, wspomniał jednak o 2 pochodzących z epoki Qing egzemplarzach mniejszej wersji tejże dwuręcznej szabli, czy tasaka (ciężko wyczuć, tak naprawdę, co tu bardziej pasuje) które miał okazję oglądać u naszego mistrza w domu. Tak jak te zwykle spotykane mają około 130 cm długości, przy czym rękojeść ma wówczas jakieś 60cm, a głownia ok. 70 cm (w zasadzie istotne jest by rękojeść była w stanie swobodnie przejść pod pachą z lekkim luzem, a proporcje powinny być takie, jak wyżej, ewentualnie 1:1), tak te mniejsze, które Zhang widział u Hong Zhitiana mają ok 100 cm długości całkowitej, ale dalej zbliżone proporcje. Akurat w 2010r. podczas bytnosći w Chinach odwiedziliśmy kilkakrotnie (byłem wówczas razem z Adasiem) mistrza i miałem okazję wziąć takiego xiao daia do ręki. Nie był raczej przeznaczony do walki (dużo zdobień), ale świetnie wyważony, dobrze leżał w rękach. Nasuwa się naturalnie, czy był mniejszy po to by uzyskać lepszą swobodę i szybkość w operowaniu nim, jak sądzą Zhang i Hong, czy też był robiony na miarę dla jakiegoś mniejszego wzrostem użytkownika. Ostatecznie ludzie byli wówczas nieco wątlejsi. Ciężko powiedzieć. Zhang posuwa się do konkluzji w artykule, że wg niego na polach bitew ostatnich kilkuset lat cesarskich Chin większe spustoszenie raczej siała ta mała dwuręczna szabla niż popularna dan dao, czyli szabla jednoręczna, której też wiele odmian jest, ale zakładam, że chodzi o taką, jak ta, którą Zhang dzierży na fotce na samej górze. Nie wiem, czy xiao dai rzeczywiście była bronią aż tak diablenie skuteczną. Być może daje większe możliwości w walce w szyku, jako że łatwiej operować nią niczym bagnetem osadzonym na karabinie, a przy tym wykonywać mocne cięcia na krótki dystans. Jako broń pojedynkowa jest wg mnie znacznie mniej poręczna niż zwykłe szable, a na pewno wymaga więcej treningu do takiego (skutecznego) zastosowania. Może sprawdzała się lepiej jako broń przeciw włóczni, czy innej drzewcówce. Przecież w formach podwójnych chińskiego kungfu (nie tylko w chuojiao) shuangshoudai, jak i podobna doń pudao (drzewce dłuższe niż głownia) często występuje w kombinacji z włócznią jako jej przeciwniczka. I tak uważam, że włócznia jest groźniejsza i w tych formach człowiek z ssd dwoi się i troi, a człowiek z włócznią uważa, żeby mu przypadkiem dziury w brzuchu nie zrobić, ale coś może być na rzeczy. 😉 Mam sporo wątpliwości, które być może rozwieje mistrz podczas kolejnej wizyty. Muszę tylko ładnie poprosić Rodora, który ma talent ciesielsko stolarski, żeby mi zrobił taką małą ssd z miękkiego drewna, bo tą którą mam może zbytnio boleć. 😉

BTW, polecam przejść się do Muzeum Wojska Polskiego. W części poświęconej broni orientu jest wystawa broni chińskiej. Parę shuangshoudaiów, szabel różnych typów (nawet shuangdao jest), mieczy, włóczni, czy łuków możńa obejrzeć.

szable

shuang dao pierwsza z lewej


ssd

te nasze mają esowaty jelec w odróżnieniu od tych tu


miecze

część kolekcji – mają tego więcej

Kiedyś nawet napisałem do MWP, mając nadzieję, że da radę zorganizować odpłatnie taką lekcję muzealną dla naszej grupki, podczas której moglibyśmy dowiedzieć się więcej o tych konkretnych egzemplarzach (skąd pochodzą, jak są stare, ile ważą, jakie są dokładne wymiary itp), a może nawet wziąć do ręki.. ale nie dało rady.. bo to stała ekspozycja.. 😦

O shuangshoudai dużym, czy małym, czy o tasakach i szablach chińskich sztuk walki można by znacznie więcej pisać, zwłaszcza, że w chuojiaofanzi trochę tego jest, ale chyba na ten raz wystarczy, żeby nie namącić. Będzie jeszcze okazja, bo KO się aktualnie uczy podstaw, i chyba już wkrótce formy, wubu hunyuan jian, więc pretekst mam. 🙂

Ngondeg

Drugi dzień zawodów..

..które okazały się nie być żadnymi mistrzostwami Polski, a -cytuję- 9th Grand International Wushu Festival 2012.. Kurva élet! 😀 Mniejsza o to. Marek startował w kategorii broni innej długiej w grupce zaledwie 6 osób, co zastanawia mnie w jakiej kategorii był sklasyfikowany tabun Choy Lee Futowców (i – Futek) występujący z czerwonymi chorągwiami. 😉 Niestety nie poszło tak jak byśmy sobie życzyli. W trakcie robienia formy jakieś ścięgienko sobie naciągnął Marek, coś pykło i już nie dało rady zrobić wszystkiego zgodnie z zasadami sztuki. Być może nie rozgrzał się dość dokładnie. Cóż.. Następnym razem! Miejsce piąte, ale wykonanie nie było złe. 🙂

shuangshoudai

Marek - podgląd na gorąco

A poza chuojiao.. mnóstwo konkurencji, w tym dużo clf, taijiquan (te ostatnie  rozgrywano do samego  końca zawodów), qingda i sanda, której się naoglądałem na zapas. .

Choy Lee Fut z Krakowa

pudao

jakieś taij - pani ma dobry strój 😉

doszliśmy do wniosku, że tarcza, to fajna rzecz 🙂

qingda

Walki niektóre ciekawe, niektóre mniej, inne oddane walkowerem. Było trochę emocji przy starciach polsko-rosyjskich. Tutaj mi się rzuciło w oczy (uszy), że oni zwarci i dopinguja się jako zespól narodowy skandując „Rossija”, czy „Ruskij w pieriod”, a nasi raczej dopingowani przez znajomych i kumpli z klubu po imieniu.. No ale tamci występowali jako drużyna narodowa, a od nas zawodnicy jako reprezentanci różnych klubów.

A w ogóle to odczułem brak telebimu i powtórek. Kilka razy coś mnie rozproszyło i odwróciłem głowę, by zerknąć na sąsiednie plansze i wtedy coś się działo na leitai ciekawego. Np knockdown, czy fajna akcja po prostu. Nota bene był jeden średnio-ciężki knock out w jednym ze starć, po ładnym bocznym z obrotu na -jak się zdaje- wchodzącego w nogi przeciwnika.

Cały dzień praktycznie spędziłem z naszą małą paczką na tych zawodach i mam dosyć na jakiś czas (zawodów wushu). Dobrze, że w przerwie skoczyliśmy na piwo. 🙂

Ngondeg

 

Pierwszy trening na nowej sali

Mój, bo całe towarzystwo już od miesiąca tam ćwiczy. .
Bardzo zielona i bardzo śliska – to pierwsze spostrzeżenia.  🙂

W każdym razie wykorzystałem sposobność, żeby coś pstryknąć i nakręcić, coby ożywić trochę tego gaoji bloga:

Marek

grupka posuwa się sznurkiem

grupka w kółeczku

Marek z dwuręczną szablą chuojiao

Marek pokazuje kolejny ruch formy aut. Hong Zhitiana

mała korekta

..i w ruchu..

kawałek 2 chuojiao – Marek fajnie uczy Adasia w czym rzecz 🙂

W zasadzie nie wiem, czy Marek ćwiczył na bosaka, bo zapomniał butów,  udzielił mu się duch Capoeiristas (też na tej sali ćwiczących), czy czasy Shotokanu mu się przypomniały, w każdym razie przybijał ‚mandarynki’ w podłoże jak zazwyczaj. Zasłużył na portugalską ksywkę chyba (może nawet na cordao?). 😉

To tyle na ten raz. W następnym wpisie będzie coś dla zdrowia. 🙂

Ngondeg