Posts Tagged ‘ taijiquan ’

Wylizywanie makutry i smarowanie bałwanka

Sifu Operacz, znany także jako Obalający Mistrzów, Mądra Panda czy Hodowca Yorków w sobotni, sierpniowy poranek niósł kaganek oświaty pomiędzy spragnionych zgłębiania tajników taijiquan.

Seminaria KO to zazwyczaj nie tylko porcja angażujących ćwiczeń, ale i rewia celnych spostrzeżeń, błyskotliwych analogii a niekiedy też zapadających w pamięć anegdot.

„Rysujcie koła tak, jakby miały zawisnąć na ścianach Muzeum Narodowego, w dziale sztuki abstrakcyjnej”- rzekł KO. No i kreśliliśmy dłońmi w powietrzu koła taiji. Duże i małe. A gdy kształt kół okazał się satysfakcjonujący, KO dodał: „Róbcie te ruchy tak, jakbyście wylizywali makutrę” (ale tak, jakbyście trzymali jajo na twardo w dłoni). A na koniec smarowaliśmy bałwanka (z uwagi na porę roku- kremem przeciwsłonecznym).

Moja obecność też okazała się trochę przydatna, albowiem dzięki mnie Sifu Operacz mógł zaprezentować śmiercionośne zastosowanie symbolu taiji (KO najpierw mnie zgładził jednym płynnym ruchem, a potem przywrócił ze stanu śpiączki do świata żywych, niczym akupunkturowe igły Stevena Seagala w pewnym filmie z dawnych lat). 😉

Godzina minęła jak… z bicza KO strzelił. A co najważniejsze, wszyscy uczestnicy- łącznie z prowadzącym- doświadczyli szczerego zadowolenia na poziomie co najmniej delta. Skłonił się tedy Sifu Operacz i rzekł zza siwej brody: „Pamiętajcie, że teraz Wasze koła są doskonalsze niż godzinę temu.” A ponieważ historia kołem (taiji) się toczy, pewnie jeszcze nie raz Sifu robienia kół nauczać będzie. 🙂

KO, więcej takich seminariów- naprawdę dobrze robią ludziom na głowę. Potem możesz ich nauczać zabijać z gracją. 😉

Adaś

Drzewa życia

Lekcja botaniki w plenerze

To raczej niezbyt oryginalne spostrzeżenie, ale grupki ćwiczących na Polu Mokotowskim (taijikowców, neigongowców, tancerzy czy linoskoczków) mają w zwyczaju gromadzić się wokół wybranego drzewa (no dobra, linoskoczkowie potrzebują zawsze dwóch). Przypuszczam, że za wyborem drzewa nie stoją jednak misterne, kabalistyczne wyliczenia oparte o mapy żył wodnych pod Polem Mokotowskim, a raczej intuicyjna ciągota do danego drzewa. A o tej porze roku Pole rozpieszcza amatorów swych wdzięków bogactwem drzewostanu.

We wtorkowe popołudnie grupek praktykujących obrodziło niczym owoców na kwitnącej mirabelce, dlatego już po raz kolejny przenieśliśmy bez żalu dojo pod akację, nieopodal orzecha włoskiego (poprzednim razem- praktykowaliśmy chyba pod jabłonką).

Tylko szlachetny Sir Richard stojący nieprzekupnie na straży tradycji oddał oryginalny hołd naszej mirabelce.

Zen i sztuka obsługi motocykla

We wtorek, z inicjatywy Sifu Klajdy przećwiczyliśmy bezkontaktowy sparring, jak za dawnych lat (dla Jurka i Artura to było chyba pierwszy kontakt z tym ćwiczeniem). Jest to ćwiczenie zdecydowanie mniej bolesne od sparringu par excellence (kontaktowego), co nie oznacza, że łatwe. Nawet ćwicząc powoli, popełniamy sporo błędów, zwłaszcza jeśli chodzi o zgranie naszego ruchu z ruchem przeciwnika (timing?), a oponent trafia nas częściej niż sugerowałoby to tempo ćwiczenia. To ćwiczenie przypomina trochę oglądanie zapisu sparringu w zwolnionym tempie- niedorzeczne pozycje, niepotrzebne ruchy i głupie miny widać wtedy wyraźniej. 😉

Po dwóch rundkach Marek stwierdził, że to ćwiczenie rozjaśnia umysł i poszerza spektrum widzenia, co spotkało się z repliką Ryśka, iż u niego to ćwiczenie… zawęża pole widzenia niczym jazda na motocyklu. 🙂 Generalnie szkołę anglosaską w chuojiaofanzi- którą reprezentują Rysiek i Aleksandra- cechuje żarliwe przywiązanie do tradycyjnej metodyki sprzed 8 – 10 lat (a nie tych dziwnych, modernistycznych metod szkoły warszawskiej, która szuka inspiracji w tańcach wszelakich 😉 ).

P.S.: Na trzask mirabelek pod stopami mandarynek (jakkolwiek by to nie brzmiało) musimy jeszcze chwilę poczekać, a z uwagi na wysoką frekwencję ćwiczących na Polu należy rozważyć wprowadzenie rezerwacji… drzew. 😉

Adaś

Trochę kung-fu z Chin

KO wrócił na Pola w glorii XIX-wiecznego podróżnika i w ten wyjątkowo ciepły i przyjemny sierpniowy wieczór podzielił się wrażeniami, a właściwie wiedzą wyniesioną z treningów w Guangfu i w Pekinie 🙂

Dla mnie najwartościowsza była prosta korekta, albo nawet nie tyle korekta, co przypomnienie (?) do tuihaishilei ze wszystkich form chuojiao, którą KO pokazał jeszcze na Bakalao. Tyle rzeczy można przeoczyć, błędnie zaszufladkować itp.. Dobrze, że pojechałeś do Chin, KO 👍

Ngondeg

P.S.

Naturalnie nasze yunzhangbafa jest bezdyskusyjnie bardziej wyrafinowane niż jakiekolwiek wersje z taiji 😉

Modraszek Animator

Byłem już zawczasu umówiony z KO, ale dostałem dodatkowo potwierdzenie drogą nadprzyrodzoną, że będzie na pewno ;]

I był. Wręczył dawno obiecany prezent dla Alicji – kołtun z alg tunezyjskiego wybrzeża..

Ponoć takim samym robi sobie peeling pod prysznicem 🙂 Zobaczymy, co na to córka powie.. :>

Wręczył i poszedł ćwiczyć jakieś mocno niechuojiaofandzowskie rzeczy, bo -wiadomo nie od dziś- KO ćwiczy wszystko od la canne przez boks po Wu i czasu nie traci. Zaczął się płynnie gibać, i w pewnym momencie zauważyłem kątem oka (sam robiłem yunzhang) że.. naśladuje go pani w oddali!

Serio 🙂 Po prostu to ma. Naturszczyk.. Nawet nie rozróżnia prawej od lewej, jak się okazało w łuczniczej dyspucie, ale naśladują go bosonogie rusałki.. Damn!

Ngondeg

pierwszy majowy trening

jak w tytule..

 

Marek jak zwykle wyraźnie o dwie klasy przed uczniami.. Kurcze, moglibyście się trochę postarać. Facet ma obowiązki jako konsul honorowy i po ostatnim zbezczeszczeniu w xiameńskim zoo żółwia – daru narodu Mauritiusa dla narodu Chin powinien raczej wzywać do Falenicy na dywanik ambasadora ChRL, niż poprawiać senne lihetuie 😉

Ngondeg