Chuojiao z Hong Kongu

Odezwał się do mnie znajomy sifu (jak to brzmi!) z Hong Kongu i podesłał klip ze spotkania tamtejszych kungfiarzy i nie tylko. Klip sparingowy. Pomyślałem, że wrzucę tutaj, bo choć nie jest on może szczególnie porywający, czy krwawy, ale jest parę fajnych rzutów w wykonaniu Mei Dehao (to ów sifu), no i w ogóle zawsze fajnie popatrzeć na kungfu w akcji, a nie tylko formy.  Oto klip:

Mei Dehao to ten niższy

A znajomy, bo parę lat temu, jak byłem półsłużbowo w HKG, przeszedłem się na trening do niego wcześniej się zapowiadając. Znajomość rozpoczęliśmy od wymiany Siwuchy na włoskie (chyba włoskie?) wino. Widocznie uznali, że nic lokalnego nie jest godne zagranicznego podniebienia, nie wiem.. Potem wziąłem udział w treningu razem z Meiem i jego uczniami. Na tyle na ile mogłem, bo już miałem tę cholerną kontuzję. Dobrze, uczciwie ćwiczą, nie pozują. Trening był w sobotę wieczorem, bo wszyscy zarobieni i zalatani, jak to Hongkongersi. Za to trwał ok 3 godzin.  Z przerwami naturalnie, ale przy bardzo parnej aurze. Miejsce- małe boisko do kosza obok szkoły pomiędzy mrówkowcami w Nowych Terytoriach. Co do  chuojiao, które ćwiczą, jest to chuojiao z prow. Jiangsu we wschodnich Chinach. Wg. Mei Dehao nauczył się tego stylu, gdy w latach 80 mieszkał przez parę lat w Jiangsu razem z rodzicami, którzy tam pracowali. Jego nauczycielem był niejaki pan Xie – nic więcej o nim nie wiem. To chuojiao różni się dość mocno od naszego. Jest bardziej bezpośrednie, twardsze, trochę mniej “shenfiaste”. Kaczkę mandarynkę mają, choć trochę inną. Nie klepią dłonią w stopę. Sam Mei jest filigranowej budowy ciała, ale jak na te warunki bardzo silny. Uczniowie mimo iż nieliczni,  to całkiem nieźli, na równym poziomie. Widać, że ćwiczą pod kątem użycia w walce, ale nie zaniedbują innych aspektów. No dobra, akurat czy robią qigongi, nie wiem – nie spytałem. ;-)

mini relacja na ich blogu

Trochę żałuję, że nie miałem już możności iść z nimi po treningu na piwo, ale moje obowiązki mi nie pozwoliły. Może się nadrobi kiedy indziej..

Swoją drogą życie bywa naprawdę dziwne. Skąd miałem wiedzieć w 1985 czy 86 roku, gdy kupowałem na giełdzie, na stadionie Skry kserowaną książkę z rysunkami jakichś dziwnych kopnięć od Bogdana (też ciekawa postać tego miejsca) , że kiedyś będę mógł poobtłukiwać się z mistrzem tego stylu w Hong Kongu, a pokrewny system sam będę ćwiczył? :)

ksero kupione na Skrze

Później się okazało, że to jest książka o chuojiao z Jiangsu właśnie.

No i tym sposobem wyszła mi generalnie relacja z wydarzeń z roku  2009. Na fotorelację z wizyty Marka w 2012 r. trzeba będzie jeszcze poczekać, bo mamy techniczne problemy ze ściągnięciem fotek z konta, na które zostały wrzucone przez chińskich przyjaciół. Chyba ostatecznie przedyktujemy sobie te zera i jedynki przez telefon, bo inaczej, to mistrz nam te fotki będzie musiał przywieźć fizycznie w bagażu..  ;-)

Ngondeg

I znów o moim shixiongu KO :)

O czym bym pisał, gdyby nie nasz brat KO?

KO wziął  udział w kolejnych zawodach testujących różne reguły rywalizacji w Akademii Yiquan Andrzeja Kalisza. W konkurencji tuishou z krokami poszło mu słabiej, niż ostatnio w wersji bez kroków, ale za to w formule z uderzeniami zajął nasz KO drugie miejsce. 3 starcia wygrane, 1 przegrane. :)

Skrót filmowy z ostatnich zawodów – Yiquan tui duan shou:

KO to ten Wielki Panda

Jak tak dalej pójdzie, wieść się rozniesie, że jesteśmy jedyną szkołą chuojiao, która produkuje mistrzów taiji. ;)
W każdym razie naprawdę fajnie, że KO sobie chodzi na te zawody. KO, jak zajmiesz pierwsze miejsce, obiecuję, że zrobię Ci poster, gdzie stoisz półnagi w hełmie Wikingów (z rogami na 1,5m w każdą stronę), oparty na mieczu taiji (z długim, powiewającym na wietrze czerwonym chwostem) na stosie ludzkich czaszek. :D

Ngondeg

 

Pomyślności Wszelakiej w Roku Smoka!

Marek nic z Chin dotąd nie podesłał, więc pewnie napiszę coś po jego powrocie dopiero. Na razie wiem tylko, że dużo ćwiczą. Tymczasem, jako że 22 w niedzielę wypada 30 (ostatni) dzień ostatniego miesiąca starego roku wg kalendarza rolniczego, nie czekając dłużej życzę wszystkim zdrowia i pieniędzy w roku nadchodzącym. Jedno i drugie się przydaje w treningu chuojiao. ;)

Long Nian Da Ji!

W tym roku wrzucę piosenkę może nie typowo noworoczną, ale w duchu, bo o tytule “Gan yi bei”, czyli “Osuszmy szklanicę”, czy coś w tym stylu. Pani śpiewa w minnan hua. :)

:D

Tak naprawdę nie miałem wyjścia. KO podesłał mi wiadomość o zwięzłej treści “więcej golizny”, więc musiałem chociaż jakiś pępek znaleźć. ;-)Swoją drogą może dziś, albo we wtorek poćwiczymy parę “smoczych” ruchów na treningu. Z reguły techniki ze smokiem w nazwie, to te  z mocną pracą tułowia i obszernymi, okrężnymi ruchami rąk lub nóg. Np ten młynek nogami z ditang, który może służyć za obalenie, powstanie na nogi, czy nawet wierzgnięcie obunóż w górę.. Można zobaczyć zastosowania (przynajmniej częściowo) tego ruchu na klipie z seminarium Zhou Jingxuana w W-wie, który przecież m.in. ćwiczy hebejskie chuojiao. A to z kolei fragment z naszej formy ditang:

Hong Zhitian

Wu long jiao zhu, to w wolnym tłumaczeniu Tańczący Smok Owija Się Wokół Kolumny. :)

Ngondeg

Coś o “bianhua”, czyli o zmianie..

Ostatnio kolega (thx KrzysT!) podesłał mi artykuł prof. Zbigniewa Czajkowskiego, trenera szermierki, na temat często popełnianych błędów trenerskich. Naprawdę dobry, choć nie będę udawał, że wszystko rozumiem choćby przez -i tak w sumie ograniczoną do minimum- fachową grypserę i ogólnie słabe moje rozeznanie w temacie. Niemniej czuję przez skórę, że to jest wartościowa lektura i polecam:

http://www.mat-fencing.com/Akademia1.html

Idąć tropem prof. Czajkowskiego znalazłem na YT jeden filmik z seminarium tegoż w USA,  opisujący atak pozorowany, odpowiedź na nieprzewidzianą reakcję przeciwnika (zmiana decyzji) i to, jak to należy trenować. Przecież to nic innego, jak trening naszego bianhua, choć bardziej poukładany! ;-) Obejrzyjcie:

prof. Zbigniew Czajkowski

Dokładnie, jak KrzysT mówi:  cudze chwalicie, swego nie znacie. :)

BTW zbieg okoliczności, czy co? Przecież osławiony “Taryfiarz” ze Skry, a mój duchowy sifu i mentor spraw ogólno sprotowych, też Czajkowski. Tyle, że Jacek Czajkowski:)

Ngondeg

Hong Zhitian i Zhang Dawei na obchodach 15 rocznicy powstania Stowarzyszenia Mianzhang w Pekinie

Parę dni temu wyczytałem na sieci, że 2 stycznia miała miejsce w/w impreza i że wśród zaproszonych gości byli nasz mistrz oraz Zhang Dawei (inny uczeń mistrza Wu Binlou).  Ponoć ciekawie opowiadali o dawnych historiach pekińskiego światka sztuk walki. :-)

O tyle sympatycznie, że pamiętam nasze pozytywne reakcje na wydane jakieś 10 lat temu VCD z tym systemem (wtedy był ogólnie boom na wydawanie płytek przedstawiających różne ciekawe csw), a zwłaszcza na część, w której Qiao Xiuchuan, mistrz stylu i prezes pekińskiego stowarzyszenia mianzhang, demonstrował zastosowania do ruchów z form. Wtedy miał już 73 lata, a ruszał się świetnie. On też brał udział, i -jak myślę- przewodniczył tegorocznym obchodom.

Qiao Xiuchuan i Hong Zhitian (dwaj panowie pośrodku)

O ile dobrze pamiętam, to przynajmniej Hong (nie wiem jak Zhang) jest we władzach stowarzyszenia mianzhang. Z kolei Qiao Xiuchuan jest we władzach stowarzyszenia chuojiaofanzi.  :-) Sam styl mianzhang quan (zwany również mianzhang fanzi) mimo iż różniący się od naszego chuojiao, ma z nim trochę wspólnego (mają tam nawet kopnięcie kaczki mandarynki!). Widać to zwłaszcza na poziomie niektórych zastosowań.  Z drugiej strony ogólnie rzecz biorąc style północne łączy wiele, a mianzhang i chuojiao wywodzą się z prow. Hebei, czy też przynajmniej rozwijały się tam po sąsiedzku, więc też nic specjalnie dziwnego.

Wracając do opisywanej imprezy, to niestety nie znalazłem fotek z niej, ale na stronie www Qiao, w dziale fotografii można znaleźć wiele z poprzednich rocznic i różnych innych imprez. O tyle ciekawe dla nas, że na wielu z nich widać Hong Zhitiana, a na jednej z nich chyba nawet rozpoznaję Simona Tacholova, Bułgara – jednego z najlepszych uczniów Honga. Na innej zaś, zrobionej na pamiątkę założenia Pekińskiego Stowarzyszenia Badawczego Chuojiaofanzi w 1984 r. pomiędzy tuzami pekińskiego wulin (kto umie po chińsku, ten sobie przeczyta ;) ) oprócz Qiao Xiuchuana (4 od lewej w drugim rzędzie) widać młodego Li Lianjie (Jeta Li) oraz jego nauczyciela Wu Bina.  Ten ostatni liznął trochę chuojiaofanzi z naszej linii. Wu Binlou nauczył go bodaj 2 form chuojiao (pierwszej i drugiej), co przełożyło się na to, że w jednej ze scen słynnego “Klasztoru Shaolin” Li Lianjie wykonuje coś na kształt formy chuojiao.  Wu Bin stoi jako trzeci od lewej w najwyższym rzędzie,  obok Honga, a Li Lianjie siedzi pierwszy od lewej w najniżyszym rzędzie. W tym samym rzędzie siedzi też Zhang Shan (siódmy od lewej), działacz wushu i nauczyciel, którego pamiętam osobiście z treningów TKKF Stadion przy Korkowej w Warszawie i na obozie w Wałczu podczas jego wizyty w Polsce w 1988r.

Zhang Shan i ja. W tle widać tłumacza Mikołaja .

Ta historyczna fotka pochodzi ze zbiorów Darka Muraszko, który też tam był. :)

To była długa dygresja, a wracając do tematu, to tak jak pisałem, fotek z obchodów tej rocznicy nie mam, ale jeden filmik znalazłem. Ktoś (może uczeń Qiao?) wykonuje formę z mieczem o nazwie nihong jian ze stylu mianzhang fanzi:

nihong jian

Trudna forma. Miecz z długim frędzlem (nie wiem jak się to powinno po naszemu nazywać.. pompon? jest jedno słowo polskie pasujące, ale obecnie jest powszechnie uznane za obraźliwe), co jest dużym utrudnieniem. W zasadzie dużo można powiedzieć o wykonaniu patrząc na ruch samego frędzla. Jak porusza się po czystych trajektoriach, nie plącze się, znaczy się, że wykonujący formę coś potrafi. :)

Tyle tej relacji, mam nadzieję, że niebawem będę mógł wrzucić coś znacznie ciekawszego, jako że lada chwila do Pekinu jedzie nasz shifu. Będzie to jego pierwsza wizyta w Chinach od 12 lat. Marek obiecał podesłać jakieś fotki (może filmik jakiś?) z treningów z mistrzem.  Oby. :-)

Ngondeg

Pierwszy trening w nowym roku

Tradycyjnie już (bo po raz trzeci) spotkaliśmy się na pierwszym treningu chuojiaofanzi w nowym roku.  Jak tak dalej pójdzie, może będą robili transmisję z naszych noworocznych treningów jak kiedyś z derby Krakowa w piłce nożnej. ;)

Pogoda słoneczna, więc Marek zarządził przyjemniejszą wersję yijinjing na początek. Fajnie tak poćwiczyć zimą, nawet nie najzimniejszą, jaką teraz mamy, ale w słońcu.  Nie mam zdjęć z tej części, albowiem ćwiczyłem cały zestaw z resztą. Jak wiadomo neigongów nie można przerywać. :)

Po rozgrzaniu się yijinjingiem wznieśliśmy mały toast nalewką śliwkową:

Marek rozlewał :)

Z tym rozlewaniem to chyba w tradycji chińskiej powinno być na odwrót, tzn tudi usługują shifu na ogół, ale jak widać tradycje się mieszają, a Markowi smakowało, więc jest ok.

Po rozgrzewce nalewką przeszliśmy do treningu właściwego. Porobiliśmy trochę shenfiastych fajinów, co jest fajne, bo i wszystkie stawy mocno pracują i jest to do walki rzecz, i w ogóle robi się jeszcze cieplej.

Nawet nie wiem jak się to ćwiczenie nazywa :)

Dalej przeszliśmy do pobliskiego gaju by poćwiczyć poruszanie się z uwzględnieniem drzew, jako punktów odniesienia, które zastępują nam ‘przeciwnika’.

chodzenie

chodzenie c.d.

Kolej na feibu – następne ćwiczenie, gdzie ćwiczy się bufa, czyli pracę nóg, ale z dużym naciskiem na zadania, które realizuje się w głowie, a nie przekłada na ciało dalej niż ułożenie stóp, bioder, czy barków.

..potocznie nazywany 'ptaszkiem' lub 'orzełkiem' :)

Marek daje przykład dostępnych opcji

I tak jak inne ćwiczenia, można feibu robić w parach, przy czym jest to ćwiczenie bezkontaktowe. Pomaga w wyrobieniu dystansu, czucia przeciwnika oraz mobilizuje pracę mózgownicy, choć tu jest troche łatwiej niż w pracy solo, jako że partner swoim ruchem podaje nam pewne rozwiązania.

Ja i Łukasz

Łukasz miał zapewnie mocno zawężone opcje, jako że na pierwszy plan wysuwał mu się mój wielki bęben. Założę się, że w głowie wielokrotnie powtarzał akcję z centralnym diantui (czyli kopnięciem z czuba). :p

Adaś i Aśka

Na koniec poćwiczyliśmy yunzhangbafa. Nazwa nawiązuje niby do przemieszczania dłoni, ale naprawdę pracuje bardzo mocno całe ciało. Plecy, talia, nogi, a barki szczególnie. Ale lubię to ćwiczenie najbardziej ostatnio.

Marek Klajda

nasza grupka

Na tym zakończyliśmy trening, golnęliśmy po kieliszku nalewki, zakąsiliśmy kawałkiem czekolady z trawą żubrową i już mieliśmy się przenieść do pobliskiej arabskiej knajpy, która i tak zapewne była zamknięta na cztery spusty, gdy na horyzoncie zamajaczyła postać KO. :)

zbliżający się KO

KO, który ledwie co ozdrowiał po chorobie, przyszedł obładowany sprzętem i jedzeniem. W związku z tym zawróciliśmy się, by poucztować na łonie natury. .

radosny odwrót

KO poczęstował wszystkich własnoręcznie upieczonym chlebem
i rozstawiwszy kuchenkę turystyczną jął się przygotowywania burrito. :)

kosztujemy chleba KO

KO podgrzewa farsz do burito

farsz

Marek i Adaś

Łukasz, Aśka, KO..

Zjedliśmy, popiliśmy jeszcze tanią brandy i poszliśmy do domów po drodze gadając o filmach SF, celtyckim gotowaniu mięsa w liściach łopianu i krzemiennych nożach. :) Dzięki wszystkim za miłe spotkanie!

Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!

Ngondeg

P.S.

Swego czasu śp. prof. Künstler z warszawskiej sinologii sformułował półżartem teorię o tym, że kultura chińska jest kulturą głodu, a widać to m.in. po tym jak w chińskich filmach pokazuje się dokładnie potrawy, które jedzą bohaterowie (często są to długie, kilkusekundowe ujęcia). Tak patrząc na proporcje zdjęć kulinarnych do chuojiao w tym i w paru innych wpisach wychodzi mi, że wpisujemy się w tę teorię całkiem ładnie. ;)

Wesołych! :)

Nie jestem dobry w składaniu oryginalnych życzeń, więc posłużę się obrazem.. :)
radujmy się ;)

Tu chyba mistrz będzie miał najbliżej ;)

Chińczycy w Makao są chyba najbliżej tradycji świąt Bożego Narodzenia

Jeszcze raz Wesołych Świąt!

Ngondeg

KO bierze udział w próbnych zawodach tuishou Akademii Yiquan

Co prawda KO pewnie bardziej wykorzystał tam swoje umiejętności wyniesione z praktyki Yang shi taiji, niż chuojiao, niemniej naprawdę fajnie, że mu dobrze szło, co widać na klipie, który z przyjemnością zamieszczam niżej:

Zawody były rozgrywane w konwencji pchających rąk w miejscu i miały za cel przetestowanie reguł (opracowanych przez Akadmię Yiquan Andrzeja Kalisza) tej konkurencji. Celem zaś KO było zapewne sprawdzenie, czy to co robi na codzień sprawdzi się w środowisku non-taiji.

KO stoczył 4 pojedynki w drodze do finału (który był jedynym przegranym) z wynikami:

- 5:1
- 5:1
- 6:0
- 3-4

Dobry rezultat! Gratulacje KO! :)

KO w trakcie intensywnych przygotowań

Nie wiem, czy KO został przebadany pod kątem zawartości substancji niedozwolonych po zawodach. ;)

BTW, liczę teraz na jakieś krótkie oświadczenie, w którym wyrazisz, jak to kopanie kaczek mandarynek dało Ci osiągnąć ten cutting edge w dziedzinie tuishou.. ;)

Pozdro KO! Wyrastasz na osobistość naszego małego środowiska wulin.

Ngondeg

Pierwszy trening na nowej sali

Mój, bo całe towarzystwo już od miesiąca tam ćwiczy. .
Bardzo zielona i bardzo śliska – to pierwsze spostrzeżenia.  :)

W każdym razie wykorzystałem sposobność, żeby coś pstryknąć i nakręcić, coby ożywić trochę tego gaoji bloga:

Marek

grupka posuwa się sznurkiem

grupka w kółeczku

Marek z dwuręczną szablą chuojiao

Marek pokazuje kolejny ruch formy aut. Hong Zhitiana

mała korekta

..i w ruchu..

kawałek 2 chuojiao – Marek fajnie uczy Adasia w czym rzecz :)

W zasadzie nie wiem, czy Marek ćwiczył na bosaka, bo zapomniał butów,  udzielił mu się duch Capoeiristas (też na tej sali ćwiczących), czy czasy Shotokanu mu się przypomniały, w każdym razie przybijał ‘mandarynki’ w podłoże jak zazwyczaj. Zasłużył na portugalską ksywkę chyba (może nawet na cordao?). ;)

To tyle na ten raz. W następnym wpisie będzie coś dla zdrowia. :)

Ngondeg

Zmiana miejsca ćwiczeń

Od najbliższego piątku, 21 października, będziemy trenować w nowym miejscu. Treningi będą się odbywać we wtorki i piątki na sali w Gimnazjum nr 41 (Zespół Szkół nr 60) w Warszawie, przy ul. Sempołowskiej 4, w pobliżu pl. Zbawiciela.

Godziny są następjące:

- wtorki 18:00-19:30

- piątki 19:00-20:30

Oprócz tego w tym  sezonie jesienno zimowym będziemy starać się spotykać na treningu na świeżym powietrzu, na Skrze bądź na Polach, w soboty lub inny dzień, w zależności od czasu i pogody.

Jak zwykle, wszyscy chętni do spróbowania chuojiao są mile widziani.

Ngondeg

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.