Głowa Tygrysa Ogon Kaczki Mandarynki

Trochę się zdziwiłem wchodząc na salę, bo zobaczyłem „nowego” ale ten nowy jakąś dziwnie znajomą twarz miał.. Okazuje się, że to Tomek z Koszalina, którego poznaliśmy z Markiem podczas seminariów Mistrza w Słupsku, w szkole Darka Muraszko! :] I to już drugi raz czy trzeci przyszedł na trening, a nikt mi nie doniósł..

Obowiązki rzuciły, czy raczej rzucają go teraz regularnie w nasze strony, więc ma okazję trochę się od Marka nauczyć. Tylko nie jest łatwo, bo od seminariów upłynęło już parę lat, a te shenfy – południowa i północna – nie do końca się  lubią.. ale wojna, jakoś trzeba to przebrnąć 😉

Znaczek koszalińskiego Hulong Pai na piersi jest widoczny, więc nie wypada się poddawać tak od razu, Tomek ;]

Ngondeg

Reklamy

jibengong to nie rozgrzewka

Rozumiem, że jak się coś robi codziennie (he, he, dobra, co trening) to może to się stać rutyną w złym tego słowa znaczeniu. Na treningu z reguły ćwiczenia podstawowe są na początku i ci, którzy ćwiczą dłużej, najczęściej traktują je jako rozgrzewkę, przejście, stały fragment treningu, który trzeba odfajkować, żeby zacząć robić te „fajniejsze rzeczy”. But it’s bull.. Ja wiem, że każdy kto trenuje te 5, 10, 15 lat to „doskonale” wie, czemu te ćwiczenia służą, co w sobie kryją i takie tam. Jedno, drugie, trzecie dno i że można je robić tak, siak i srak, ale najczęściej jednak, gdy przychodzi do ich wykonania, robi je po prostu nonszalancko, bez dbałości o szczegół, za to z dużą dozą pewności siebie. Sama nazwa wskazuje, że nie są to rzeczy super skomplikowane, ALE każda z nich posiada zestaw wymagań, albo yaoqiu, jak ktoś woli, których jeśli nie spełniasz, nie robisz tego ćwiczenia dobrze – koniec, kropka. Nie „zdałeś”. To, że robisz je tysiąc pięćset drugi raz nie ma żadnego znaczenia. Najlepsze, że nawet z nauczycielem przed nosem, który robi taki wzorzec, że tylko kopiować (przypominam xue znaczy zarówno uczyć się jak i naśladować) typowy polski chuojiaofandzysta odpindala swoją własną manianę jakby miał zmatowione szkła kontaktowe i nic ale to nic nie jest w stanie go naprowadzić na właściwy tor na dłużej niż te kilkadziesiąt sekund, gdy akurat jest poprawiany przez Shifu. W 82,3% przypadków nie jest to wynik ograniczenia fizycznego. No i sam nie jestem od tej choroby wolny, tylko strzelanie z łuku uwrażliwiło mi autokorektę i dało głębszy wgląd w to co robię i chcę osiągnąć, a stojąc z boku, pod drabinkami łatwiej mi obserwować co się dzieje na sali i potem wk..iać kolegów :]] Tu klip z Pekinu, na którym Mistrz poprawia uczniom kopnięcie krzyżowe, shizi tui. Można popatrzeć i posłuchać jak ich koryguje i.. nie, to nie jest czepianie się, choć czasem bywa złośliwy 😉

Nie chodzi o to, by kopnąć jak najwyżej. Chodzi o to by kopnąć do ucha, do nosa, ewentualnie do brody, co nota bene jest najtrudniejszą z wersji. Kopnięcie jest szybkie w fazie wznoszącej, ale również w fazie opadającej. Noga opada szybko, ale nie byle gdzie. Masz się nie garbić. No i naturalnie to, że tu wymagania są takie a nie inne, nie oznacza automatycznie, że można je bezkrytycznie przenieść na inne ćwiczenia. No może, jak się ma trochę doświadczenia, to można. Najlepiej SŁUCHAĆ (nie przepuszczać przez uszy) wskazówek nauczyciela i wracać do nich 🙂

Ngondeg

z Maleike i bez

Spełniłem swój obowiązek dziennikarski nagrywając „materiały” na dwóch ostatnich treningach. We wtorek były regularne zajęcia z Markiem..

..a w czwartek już nie przyszedł, bo go w środę na cmentarzu przewiało. Yijinjing yijinjingiem, a wicher wichrem ;]

Poćwiczyliśmy, jak zwykle w takiej sytuacji, z większą dozą pacek i jakimiś mniej lub bardziej trafionymi eksperymentami czy zabawami, których nie wiedzieć czemu tym razem nie utrwaliłem :] Szkoda, bo była to implementacja rozwiązań postępowej pani od wuefu z jakiejś chińskiej podstawówki, którą obejrzałem niedawno leżąc na hotelowym wyrku.

Coś takiego, tylko nie pompowali za przegraną.. Jak mogłem o tym nie pomyśleć -_- Dobra, następnym razem będzie z pompką z przyklaskiem za dupą 😉

Ngondeg

Móżdżek Tofu, 8 skarbów i 1 skarbnik – Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia 2017

Sztuka życia polega na zmienianiu obowiązków w przyjemności, zatem zamiast podpisywać papierzyska byle gdzie, towarzystwo spotkało się w (niedawno chyba) przemianowanej chińskiej knajpie przy Pl. Unii (pasuje nawet:)

Byłem pierwszy i jak tylko wszedłem natknąłem się na Tybetańską Xiężniczkę Gienię, która w krótkich żołnierskich słowach powiedziała mi, co dobre, co nie. Wytyczne od Sifu Klajdy brzmiały: „ma być móżdżek tofu, co do reszty masz wolną rękę”, więc wysłuchałem Gienii. Poza tym okazało się, że knajpa ma bardzo miłą szefową i pomocnicę, więc ustalenie menu było tyleż sprawne, co przyjemne ;]

yep 🙂

Marek po powrocie z Chin tak się nakręcił, że skombinował Bóg-wie-skąd potrzebne składniki do robienia doufu nao i teraz próbuje w domu. Niby proste, ale nie aż tak, jak by się mogło zdawać. W każdym razie prawił uczenie i demonstrował – dla większości to był pierwszy móżdżek w życiu ;]

relatório fotográfico

mój móżdżek

baranina z placuszkami-kieszonkami

Marek szuka klipu z Mistrzem..

..znalazł 🙂

KO jako KO

KO jako Skarbnik

sigua

zapomniałem jak się nazywa.. jedzą na południu Chin 😉

KO pod wpływem Tieguanyin 😉

zero szacunku dla tysięcy lat kultury chińskiej.. ;p

Wszystko zostało przedstawione, rozliczone, ustalone i uchwalone. Nawet mamy trochę kasy i będziemy zapraszać Mistrza w przyszłym roku 🙂

Ngondeg

MK – Yunnan (fotki)

c.d. fotorelacji rodzinnego wypadu Klajdów do Chin anno domini 2017 :]

Przylecieli do Yunnanu prosto z Hong Kongu. Powietrze ponoć świetne, ale bardziej ku górze ciężej oddychać. Zwłaszcza przy przeziębieniu – padli ofiarą klimatyzacji jeszcze w HKG..

Dali

Lijiang

Shangri-La

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tutaj muszę coś dodać od siebie, choć to nie moja wycieczka i nie moje wspomnienia: Kuźwa, nie żadne Shangri-La, czy Xianggelila, a frikkin Zhongdian! Wiem, bo Lefo  (ulubieniec Hong Zhitiana z naszego Południa) tam się zapuszczał jeszcze latach 90′. Nie widział Presleya, Hendrixa, Joplin ani nawet Carradine’a (wtedy jeszcze żywego, ale kto oglądał Kung-fu the Legend Continues, ten rozumie:) za to widział Tybetańczyków z żelaznymi kulami na sznurze do obrony przed psami! No, ale napisałem „Shangri-La” bo Marek tak te zdjęcia opisał i -faktycznie- w 2001 r. władze przemianowały tak miasto Zhongdian, by ściągać turystów.. Mystique.. Zainteresowanych mogę jednak odesłać do książek i obrazów Roericha – mają klimat.

 

Yu Long Xue Shan w pobliżu Lijiangu

Na ostatnim zdjęciu, wraz z rodziną, Jade Dragon himself – cute ;>>

Jade Dragon Snow Mountain, Yu Long Xue Shan, Śnieżne Góry Jadeitowego Smoka itp to wszystko brzmi fajnie, ale wygląda (nawet współczesne chińskie znaki) cienko w zestawieniu ze spiżowym piktogramem ludu Naxi.

To był już ostatni odcinek, dzięki za fotki, Marek 🙂

Ngondeg

 

MK – Szanghaj i Hong Kong (fotki)

Dostałem więcej fotek od Marka (więcej niż się spodziewałem) ale to dobrze – pokażemy 🙂 Druga i trzecia część eskapady w tym wpisie się znajdą.

Szanghaj jest z chuojiao związany o tyle, że Mistrz odwiedzał Marka, gdy ten przeprowadził się tam w drugiej połowie lat ’90. Nawet zachowały się z tych wizyt materiały wideo 🙂 Poza tym mieszkał w Szanghaju ( a może nadal mieszka) Simon, inny znany uczeń HZT z tamtego okresu. Marek raczej nie przepada za tym miastem, co mnie zupełnie nie dziwi. Jakieś złe qi tam jest. Ciężko opisać. Gdyby nie znajomi, czy obowiązki służbowe, nie byłoby po co tam jeździć. Właśnie sprawdziłem listę uczniów i uczniów uczniów Mistrza na końcu książki, i nie ma ani jednego wymienionego rezydenta Pałyża Wschodu ;] Z drugiej strony w sąsiednim Zhejiangu jest ich aż.. 44 :>

Zaraz, czy to czasem nie w Szanghaju Wu Binlou rekonstruował z Yao Zhiguangiem formy Yanqingfanzi? A przynajmniej czy tam się nie poznali? Jeśli to miało miejsce w Szanghaju, podreperowuje sobie nieco „standing” :]

Z kolei Hong Kong jest jednym z Marka ulubionych. Zgadzamy się co do tego, że samo miasto, jego położenie oraz dziksze jego partie są świetne, natomiast Hongkongersi są.. trudni.. Z tym tylko, że Marek zdaje się być w tej kwestii znacznie bardziej pobłażliwy 😉

zauważam dziwną słabość Sifu Klajdy do czarno żółtych insektów ;]

Tęsknica bierze.. Zwłaszcza ten prom na szmaragdowych wodach pomiędzy Kowloonem a Wiktorią..

Przy okazji, jakby kogoś interesowały filmiki z HKG lat 50-80, na kanale Michaela Rogge jest ich sporo i są ciekawe.

Zapomniałbym, że w Nowych Terytoriach, w Ma On Shan prowadził zajęcia Mei Dehao! Spoko gość i fajną miał grupkę, z którą trenował na małym boisku do kosza wciśniętym między mrówkowce. Marek pewnie i tak nie miałby czasu, ale żałuję, że mu nie powiedziałem.. To chuojiao z linii z Jiangsu, nie nasze, bardziej szaolińskie, ale też fajne, no i … naszego tam nie ma.

W kolejnym odcinku Południowy Zachód :]

Ngondeg

P.S. Nie zjadłem wszystkich ciasteczek księżycowych sam! Nie dotarłem do sklepu Lao Heia – to wszystko :]

Marek w Pekinie (fotki)

Dostałem dziś od Marka parę zdjęć z ostatniej podróży do Chin. Był z żoną i córkami, przypominam, ale profesjonalnie wyselekcjonował te z mistrzem i uczniami + kilka widoczków 🙂

Przefajny kawałek muru i kul ujęcie z baishi – wygląda jakby Mistrz przyjmował hurtem uczennice seminarium duchownego 😉

Dostaliśmy też od Shifu po egzemplarzu jubileuszowego albumu poświęconego pamięci naszego Shitai. Wspominałem o tym i choć pierwotnie planowałem wkleić najzwyczajniej we wpisie kilka skanów, to jednak poczekam z tym trochę. Parę ciekawych rzeczy zostało tam napisanych; parę historii, ciekawych faktów, o których warto by wspomnieć. Zwłaszcza, zwłaszcza, że jeden ze sławnych łuczników przełomu epok Ming i Qing mieszkał nie tylko w jednej wsi, co i na tej samej ulicy, co Wu Binlou, a jako że ja, Ge Ande, jestem w trakcie tworzenia swojej nowej tożsamości, to takie coś może być bardzo ważne dla mojego przyszłego CV, zatem chcę podejść do sprawy porządnie – tzn n.p. przeczytać ten rozdział ;]

Ngondeg

ostatni trening na łonie natury zapowiedzią zejścia do zatęchłej dziury

To już ostatnie widoczki z tego lepszego świata wolnych kungfiarzy (w porze treningowej)..

Nie no nie będzie tak źle, ale to przejście początkowo zawsze jest bolesne ;] Od 3 października, t.j. od wilii Zhongqiujie, trenujemy na sali, tej samej co zwykle, czyli przy Sempołowskiej 4, w następujące dni i godziny:

wtorki: 18:15 – 19:45

czwartki: 18:15 – 19:45

Fajnie by było zakończyć pierwszy trening w szkole zjedzeniem ciastek księżycowych. Postaram się kupić u Lao Heia w Wólce, bo są ok i tylko po 5zł (w najprostszej wersji:)

Ngondeg

ten był jeszcze cieplejszy ;]

– myślisz, że on naprawdę pojechał tam tańczyć? – zapytałem.
– a co innego mógłby robić w Paryżu? – odrzekł Adaś.

Trenowaliśmy dziś więc sami, a niewiele światła mieliśmy, zatem  zaczęliśmy prawie od razu od par i ogólnie było fajnie, bo niemal wiosennie i ciekawy skład był 🙂 Curriculum było następujące: qiangshou, orzełek, kontra na orzełka,  qiangshou z bocznym w sprzyjającej sytuacji, kombinacja „kung-fu” Mariusza – Antyterrora (cool:) – to robili Adaś z KO. Igor tłukł obrotówki w me spiżowe dłonie ;] Na koniec formy.

od lewej: Adaś, KO, Igor

W czwartek będzie nasz ostatni trening na powietrzu. Marek już ma być.

Ngondeg