O! Cuohuatui!

:]

Proszę, ten ostatni wybryk rozwydrzonego babska przyczynił się w jakiś sposób do szerzenia wiedzy o chuojiao 😉

Ngondeg

Reklamy

Modraszek Animator

Byłem już zawczasu umówiony z KO, ale dostałem dodatkowo potwierdzenie drogą nadprzyrodzoną, że będzie na pewno ;]

I był. Wręczył dawno obiecany prezent dla Alicji – kołtun z alg tunezyjskiego wybrzeża..

Ponoć takim samym robi sobie peeling pod prysznicem 🙂 Zobaczymy, co na to córka powie.. :>

Wręczył i poszedł ćwiczyć jakieś mocno niechuojiaofandzowskie rzeczy, bo -wiadomo nie od dziś- KO ćwiczy wszystko od la canne przez boks po Wu i czasu nie traci. Zaczął się płynnie gibać, i w pewnym momencie zauważyłem kątem oka (sam robiłem yunzhang) że.. naśladuje go pani w oddali!

Serio 🙂 Po prostu to ma. Naturszczyk.. Nawet nie rozróżnia prawej od lewej, jak się okazało w łuczniczej dyspucie, ale naśladują go bosonogie rusałki.. Damn!

Ngondeg

zabawy siedmiu zwierząt

Marek na powrót prowadzi treningi, więc wpadłem coś uwiecznić i uwieczniłem grę wstępną KO i Aśki no i pierwszą fazę treningu udając się następnie do mojej makiwary na Skrze – i tak byłoby już ciemno, gdy zaczęliby robić coś naprawdę fajnego 😉

Pani akrojoginka, gyby tylko zadarła palce i wypchnęła mocno piętę, zrobiłaby nasze “podparcie stopą niebios”. Pani more dobri 🙂

Ngondeg

Selfie z Mistrzem

Wojtek wrócił z Chin i z lekarską skromnością przyszedł pochwalić się fotką, którą sobie cyknął z Mistrzem 🙂

BTW ten wtorkowy trening był ostatnim z niekoncesjonowanych przez Marka spotkań na Polach. Od jutra już wszystko wraca do normy. Do końca września jeszcze na powietrzu, ale pewnie latarenki zaczniemy niebawem przynosić.

Ngondeg

Wielki Kanion

Wczoraj wieczorem oglądam sobie finały recurva feminino rozgrywane w Medellin, strzela akurat Aida Rrrrrroman, jak nagle nie zabuczy z cicha smartfao. Marek.. Trochę mnie zaskoczył, bo nieczęsto z wechata korzysta :] Napisał: No, nawet może być ..i podesłał fotkę 🙂

Może być indeed. Swoją drogą wyobrażam sobie taką sytuację, że 10m za plecami fotografa (córki którejś?) stoi mega nowoczesna, klimatyzowana kawiarnia, zza której przyciemnianych szyb całe zdarzenie filmuje 40 japońskich turystów 😉

Ngondeg

Powrót Dżedaj

We wtorek też sobie ćwiczyliśmy, ale w czwartek powrócił KO. Świetlnego miecza nie zabrał z domu, a drewnianym, który był na miejscu nie miał czasu ćwiczyć, bo Legia grała :]

BTW, Jurek, który ugniatał mnie nastepnego dnia rekojescią od szabli powiedział, że wyzywa fanboyów Gwiezdnych Wojen (KO i Adasia) na pojedynek bronią dla mężczyzn :>

Polak – Węgier dwa bratanki..

Przy okazji okazało się, że jego wujek był trenerem łucznictwa w Stalowej Woli 😮

Ngondeg

grill mokotowski

Pod koniec treningu się zrobiło całkiem berlińsko wczoraj, gdy jedna rodzinka zaczęła sobie opodal naszego changzi grillować :] A na treningu na ruszt wrzuciliśmy głównie podcięcia. Przynajmniej w tzw „grupie zaawansowanej” Adaś-Filan-Marcin ;]

Jeszcze we wtorek uzgodniliśmy sobie z Piotrkiem i Adasiem, że spróbujemy przyłożyć się trochę do ćwiczeń w parach. Wrócić do rzeczy bazowych, jak te wycięcia, które powinny być chlebem powszednim chuojiao, a są często -nie oszukujmy się- zaniedbywane w treningu. Raz, że spotykamy się tylko 2 razy w tygodniu, dwa że łatwo się pookopywać boleśnie po goleniach i nie każdy się do tego pali, trzy że wydają się proste i „dobrze znane”, więc mniej atrakcyjne od nowszych. A tu, żeby osiągnąć biegłość w takim rozumieniu, że technika wychidzi z każdej pozycji, niezależnie czy przeciwnik ustawiony jest tak, czy siak, trzeba ćwiczyć i ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Z wysokim, niskim, grubym, chudym i tym, co ma niebieskie oczy 😉 Nie ma innej drogi. Fajnie, że ta idea została zaakceptowana i takie tematyczne ćwiczenie w parach robiliśmy przez większą część treningu.

Ngondeg

gdy KO ni ma Ashko przewraca oczyma

Kurcze, jeszcze w 2014 (?) z Adasiem robiliśmy shangbada na akwedukcie w Tarragonie, a teraz.. Dowód na to, że nie poprawia mi się 😉 No i Aśka nie miała pary.. Trudno, wierzgała do tyłu z podpórki rękoma w packi 😉

Lubię te zapętlone foremki, bo są bardzo kungfiarskie w swej naturze. Proste, uczące techniki z pewnym uwzględnieniem dystansu, mimo iż mocno zoptymalizowane, ustandaryzowane, czy jak to nazwać. Poza tym przypominają mi o kserowanych książeczkach sprzedawanych na giełdzie na Skrze w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Miałem m.in. jedną o Tien Shan Pai i pamiętam, że w jednej formie podwójnej mieli takie wypchnięcie uderzającej ręki do góry, jak w naszym shangbada 🙂

Ngondeg

ładna dynamyka, panie Kaziu

Od tego sifowania mi zaczyna wchodzić podświadomie warsiawski akcent, czy co, kurcze blade.. Nic złego, ale na co dzień tak nie mówię. Niedługo w prawej będę dzierżył smartfona, a w lewej kieliszek czystej.. i nie będzie to Mała Biała 😉

Trochę sobie pokpiwałem z Jurka, który przyszedł na trening pościągany nadmiernym bieganiem i lekko podziębiony, więc czuł mięśnie przy kopaniu, ale że jęczał przy tym jak Szarapowa, to się nie mogłem powstrzymać 🙂 No, a on mnie mimo to zaprosił do siebie do gabinetu na masaż pleców następnego dnia, bo -okazało się- jest kręgarzem i chciał pomóc. Tak żeby rozmiękczyć zbite nierównym obciążeniem mięśnie.

And so he did – runął na mnie (leżałem na materacu na podłodze, nie gaoji kozetce z fotki) niczym Tatanka na Yokozunę, z czubka narożnika łokciem, i ugniatał przez bite 40 minut snując przy tym opowieści jianghu o miszczach polskiego wulin 🙂 Kul! Kuśtykać od tego nie przestanę, ale -uwaga- łuk napina mi się na lewą stronę jakby łatwiej – thx!

Ngondeg

P.S. jest zawodowym kręgarzem, ale gdy sam potrzebuje masażu idzie do Filana – masują się wzajemnie :> BTW, jakby ktoś chciał spróbować, to tu jest stronka: JerzyWojcik.pl

 

Reklamy