krzyknął Vayu: weźta spierdalayu!

Vayu – indyjski bóg wiatru

W rzeczywistości wywiał im tylko qigongi z głowy. Nie dali się i resztę ćwiczyli normalnie.

KO tradycyjnie przyszedł jako pierwszy i zanim zaczęło piździć na dobre oprócz chuojiao zdążył jeszcze przećwiczyć swoje taiji i.. baguę.

Tak, baguę 🙂 Normalnie robi konkurencję Kubie. Kiedyś „odnajdę” i opublikuję cudownie zachowany egzemplarz „Opowieści o prawdziwym i fałszywym Bakłażanie” ;]

Odbyliśmy krótką rozmowę, podczas której zostałem poproszony o wyznaczenie zgodnie z zasadami fengshui miejsca składania w ziemi wyrwanych w pojedynkach serc. KO wymyślił sobie, że ma nad nimi melancholijnie powiewać na wietrze wierzba mandżurska ;] Pogapiłem się jeszcze chwilę na wirującego kolegę, aż w końcu pojawił się Marek i reszta.

Wszystko potem szło tak niemożebnie zgodnie ze znanym scenariuszem, że nie ma sensu dodawać komentarza.

To wszystko było we wtorek – stary news. Nie mogłem się jakoś zebrać, sorry. A, może ktoś znajdzie interesującym, że Sifu Bartosz wciąż prowadzi treningi na Skrze. Idąc od strony naszej dawnej ścieżki mijałem jego grupę z żerdziami 🙂

Ngondeg

Reklamy

nadszedł czas ruszyć w las

Dał znak Sifu Klajda, że od wtorku najbliższego, czyli od 2 kwietnia 2019 aż do końca sezonu ćwiczymy w każdy wtorek i czwartek od 18:15 do.. końca treningu w tradycyjnym miejscu na Polach. Traf chciał, że chwilę potem dostałem ten filmik od Nenggande Xiaohuozi z Bolechowic, czyli Lefo :]

Chodzi na nogach, kopie w goleń (musiał na chuojiao podłapać;) i uderza soczyście – noice! Może nie traf, a omen*, bo… druga wiadomość od Marka jest taka, że nasz Mistrz, Hong Zhitian, przyjeżdża w czerwcu. Tak jest! Po 4 latach czeka nas kolejna wizyta. Dokładne daty: 14 – 23 czerwca 👍

Oczywiście każdy ma taki las, na jaki zasłużył ;]

Ngondeg

* wiadomo powszechnie, że Mistrz lubi Lefo

Kỷ Hợi 2019

Kỷ Hợi pomyślałem widząc na wyświetlaczu nieznany mi numer w „nieodebranych” i nie chodziło mi, wbrew tytułowi, o kombinację niebiańskich pni i ziemskich gałęzi (己亥) wskazujących na Rok Świni, który dopiero 5 lutego, btw [czyli już jutro w zasadzie, bo 5 to 1 dzień NRC:]

będzie niemal 1/4 stowarzyszenia ;]

Ryszão z Alex przyjechali do Polski i.. choć chodziło o materiały do chuojiaofanzi, udało mi się ich wyciągnąć na bakalarską bułę i bun, czyli zupełnie towarzysko 🙂

baneczka

bun cha

Nasza siostra i brat w chuojiao w dalszym ciągu żyją i pracują w UK, mają się dobrze, wyglądają dobrze, są happy i tylko czekają na to, co przyniesie ze sobą Brexit. Co tam poza tym.. A, Rysiek złożył papiery na open carry dla shuangshoudaia a w międzyczasie chodzi na płazowanie tępym kukri do jednostki zdemobilizowanych Gurków, którą mają obok – to odpowiednik tai chi chuan 😉

Bauman też dołączył :]

Już mieliśmy się rozstać na kolejny rok, dwa, jak zapodałem niewinnie temat nalewek w Van Binh i w efekcie podjechaliśmy jeszcze na strzemiennego. Igor odłączył, bo to jeszcze nie ten wiek ;]

Żeń-szeniówka, bambusówka i owowcówka. Ta ostatnia najlepsza. Nie wiem jaki to owoc. Nietutejszy 😉 Pani Ukrainka mi powiedziała, że to „wietnamskie jabłuszka”

Coraz bardziej wyglądam, jak Nieśmiertelny Starzec Bieguna Południowego! :[] Niedługo mnie zamkną zalanego gorzałą w słoju..

..pilnowanym przez zupełnie nienikczemną strażniczkę ;>

Oki doki, pewnie nie będzie mi się chciało osobnego wpisu robić, to już teraz, z lekkim wyprzedzeniem życzę Wam Wszystkim: Ryśkom, Markowi, pozostałym chuojiaowcom (stowarzyszonym i nie) oraz czytelnikom tego gaoji bloga Roku Wypasionej Świni 🙂

A, to nie do końca jest fat shamingFat (choy)= 发(财) = wzbogacić się :]

Ngondeg

more 🐼

„Oddech smoka”
(…) I heard his breath – a dragon’s breath (slackdave, youtube, 2006)

Nie, nie trwają zdjęcia do niskobudżetowej kontynuacji „Wejścia Smoka”, w której KO- jako duch O’Hary- nęka Brusiaka we śnie i na jawie. 😉 Tym razem KO wystąpił nie jako „Obalający mistrzów”, ani jako Kungfu Panda, ale jako dr hab. medycyny empirycznej i intuicyjnej Christoff von Operach poprowadził w miniony piątek, w siedzibie Fundacji Dantian wykład nt. astmy i sposobów walki z nią połączony z częścią praktyczną. KO praktykuje astmę dłużej niż taijiquan, czyli… całą wieczność. Osiągnął zatem stopień mistrzowski w jej poskramianiu, co w pełni uprawnia go do dzielenia się wiedzą z potrzebującymi.

Dziewięciu wojowników z brązu zapaśników
Wykład- jak przystało na KO- uporządkowany (niczym jego sławna kolekcja zdobycznej damskiej bielizny 😉 i najeżony autobiograficznymi anegdotami (wiadomo- KO to gawędziarz niczym współczesny Franc Fiszer) przybliżył słuchaczom genezę astmy i jej symptomów. Przede wszystkim KO zapewnił, że chociaż astma wciąż należy do schorzeń nieuleczalnych, to dzięki systematycznym ćwiczeniom można satysfakcjonująco złagodzić jej objawy. I on stanowi na to żywy dowód.
W pamiętnej reklamie PZU z początku lat 90-ch (jednej z pierwszych) znany polski aktor wygłaszał kwestię: „Nigdzie się bez niej nie ruszam”, z dumą ściskając w dłoni kartę ubezpieczeniową. KO powtarzał tą kwestię znacznie wcześniej, dzierżąc w dłoni… inhalator. Dziś KO inhalatora już nie nosi, ale można znaleźć w jego plecaku inne ciekawe i praktyczne przedmioty, ale to temat na inny wywód…
Jednym z nieoczywistych czynników nasilających astmę, ma które zwrócił uwagę KO jest… deficyt poczucia wartości i pewności siebie, ponoć często dostrzegalny u dzieci, u których zdiagnozowano astmę. Każdy atak astmy wzmacnia ową niewiarę w swe siły i wyzwala panikę. Ale wg KO można walczyć z tym błędnym kołem zależności, m.in.: dzięki aktywności ruchowej. Rezygnacja z niej stanowi podobno plagę wśród cierpiących na to schorzenie, zrodzoną na przekonaniu, że wysiłek fizyczny może wywołać atak astmy (z drugiej strony sam KO przywołał postaci polskich sportowców (kolarzy?), którzy zakończyli żywot wskutek ataku astmy). Generalnie jednak rozsądna i systematyczna aktywność ruchowa (oczywiście amatorska, a nie zawodowa) wzmacnia ciało a zatem buduje pewność siebie a tym samym- zmniejsza ryzyko ataków astmy. Może niektórym wyda się to banalne, ale i tak warto było to powtórzyć ustami doświadczonego wojownika. 😉
Ponadto na wykładzie dowiedzieliśmy się, jak mistrzowskie opanowanie techniki wywoływania ataków astmy wpłynęło na wojskową karierę KO. Usłyszeliśmy też opowieści o mrożących krew w żyłach praktykach, którym poddawał się KO, aby pokonać demona ściskającego płuca. Należy do nich, m.in.: masaż pejczem. Po latach rolę się odwróciły i dziś to KO jest po drugiej strony bicza. Jednak kulminacją zmagań była próba życia i śmierci, gdy na KO ułożono dziewięciu zapaśników jednocześnie, aby wyzbył się strachu przed utratą tchu. KO nadal żyje i ma się dobrze, ale co do jego przeciwników, nie mam pewności… (Tu muszę trochę złagodzić żartobliwy ton, albowiem technikę dociążenia ciała- np. przy pomocy worków z piaskiem czy wałków- stosuje się także w szkołach jogi. Pozwala to przywrócić poczucie fizycznego kontaktu z podłożem, złagodzić niepokój a tym samym- wyciszyć układ nerwowy. Na niektórych ta technika działa).

Tulipanem w bebechy
Mistrzem pogromcy astmy czyni praktyka, dlatego nie obyło się bez porcji ćwiczeń fizycznych zaordynowanych przez KO (niektóre znane nam z treningów cjfz, inne KO zaprojektował sam). Wszystkich – rzecz jasna – nie opiszę, a tylko jedno. Napomknę tylko, że KO nakazał mi zaprzeć się pięścią o jego brzuch, po czym jego dantian z gracją zaprosił ją do tańca. W przypadku braku pomocnej pięści w pobliżu, wg KO można posłużyć się butelką- nie będę zdradzać, którą końcówkę opieramy na brzuchu. 😉
Przyjąwszy nauki KO, z pogłębionymi oddechami oddaliliśmy się w mrok spowijający Ochotę.
P.S.: Pierwszy raz miałem okazję odwiedzić siedzibę Fundacji Dantian na warszawskiej Ochocie i od razu poczułem się tam jak w domu- ciepło, jasno, czysto i przytulnie, nawet kota herbatą uraczono (dziękuję! ). Nie da się ukryć, że warto mieć własne dojo, chociaż grupa chuojiaofanzi raczej by się tam nie pomieściła i zdewastowałaby podłogę szybciej niż złoty kur wspina się na ścianę.

Adaś

Sifu Klajda czy Sensei Matsuda?

A może jakiś collab? 😉 Bo ten teges, Marek ma groźną minę, ale Takoku Matsuda może mieć niezgorszą mawachę i ogólnie sprawną się wydaje. A! no tak, teraz czytam w jej bio, że:

wizyta u Kazuo Ohno zainspirowała ją do włączenia elementów Butoh i Budoh (japońskiej sztuki walki, szkolącej w ekonomice ruchu)

Czyli to nie moja chora wyobraźnia. U guessed it, znowu będą tańczyć nowocześnie.

4 choreografie – 1 wieczór – Inauguracja Centrum Sztuki Tańca

Tym razem dla Sifu Klajdy ma to być bardziej osobisty występ, więc nie powinienem sobie robić jaj, ale z drugiej strony, jak się wychodzi na deski teatru, przed ludzi, trza mieć „zad żelaznego piasku”. A propos córka mi zakazała pokazywać jego filmików w obcisłych gaciach :] Anyways zapraszam w imieniu Marka prezentując jego zajawkę..

..i Takako (choć nie wiem, co będzie pokazywać 7 lutego)

Do zobaczenia w MIK-u (tak, przyjdę:)

Ngondeg

P.S.

pracuję nad organizacją spektaklu tanecznego dla KO i Juniora

Negocjuję honorarium 😉

SPOSÓB NA ASTMĘ – KRZYSZTOF KO OPERACZ – WARSZTAT

Jakby ktoś nie wiedział, że Krzysztof KO Operacz, to KO, to tak, potwierdzam, to jest nasz KO!

🙂

Ngondeg

trening opłatkowy a.d. 2018

Bez Marka, niestety, i bez opłatka, ale tak go technicznie sklasyfikował Jurek. Wesołych 🙂

Ngondeg

Taneczna MarkIZA

To był drugi (chyba), wspólny sceniczny występ Marka i Izy, jego młodszej córki. Nie mogło zatem na widowni zabraknąć wiernych uczniów Marka- KO, Wojtek, Artur, Asia, ja, no i – last but not least- Marcin, pod którego palcami narodziła się muzyka do spektaklu. Oczywiście nie było nas widać w tłumie wielbicielek gibkich ruchów Marka, które szturmowały drzwiami i oknami Dom Kultury Kadr na warszawskim Mokotowie, aby obdarować go uśmiechem i uściskiem (jasne, że przemawia przeze mnie męska zazdrość) ;).
 
Oglądając poprzedni, zeszłoroczny spektakl z udziałem Marka („GAME OF LOVE”) polowaliśmy na techniki zaczerpnięte z chuojiaofanzi- tu podcięcie, tam złoty kur wspinający się na ścianę czy- obowiązkowo- kopnięcie kaczki mandarynki. Tu choreografia była zupełnie inna, ale ruchowy rdzeń chuojiaofanzi był oczywiście dla nas dostrzegalny. I dobrze, albowiem chuojiaowa shenfa świetnie sprawdza się na scenie. Zwłaszcza techniki wężowe, czyli ciasno wykonywane ruchy skrętne tułowia i rąk. Mnie imponowały też synchronicznie wykonywane przez Izę i Marka ruchy- takie zgranie chyba niełatwo osiągnąć, biorąc pod uwagę dzielące ich różnice fizyczne, zwłaszcza wzrostu. 
 
Co do treści spektaklu: nie będę tu uprawiał amatorskiej psychologii tańca, bo nie jestem w tym kompetentny (a poza tym- pora późna a umysł senny ;), zatem przywołam tylko fragment oficjalnego opisu- „Duet taneczny ojca z córką opowiadający o osobistych relacjach”. Zresztą każdy z widzów pewnie odczyta go trochę inaczej. Albo po prostu poprzestanie na kontemplacji warstwy ruchowej. 
 
Na pewno uznanie należy się też fizycznej wytrzymałości obu wykonawców- dla nas wykonanie formy, która trwa minutę, półtorej, wydaje się często gigantycznym wysiłkiem, zaś Marek i Iza uwijali się na scenie bez przerwy przez pół godziny. Uff!
 
Jakby ktoś miał wątpliwości, kłaniam się z uznaniem Izie i Markowi oraz sypię przed nimi czerwone róże na scenę. :))
 
Adaś
 
P.S.: Nie wiem, czy to ważne, ale spektakl był wystawiany w sali o nazwie Broadway. Zatem jeśli na początku przyszłego roku treningi chuojiaofanzi nie zostaną wznowione, to niekoniecznie musi to oznaczać, że Marek postanowił przedłużyć swój świąteczny urlop na Mauritiusie… W końcu kiedyś musi powstać „Dirty dancing 4”. 😉

Chudy Ropuch spóźnia się na Día de Muertos

Sala była niedostępna.. :]

Wkrótce potem ruszyłem w stronę Skry i domu. W tym samym czasie niska, mleczna mgła zbliżała się już powoli do grupki, więc ich losy są niepewne… Poza losem KO – z nim we-czatowałem po treningu, ale on miał magiczny czerwony tusz w plecaku ;p

Ngondeg

Reklamy